Tak oto w kilku odsłonach wygląda mój relaks w kuchni. Jest tego o wiele, wiele więcej… ale nie jestem w stanie wszystkiego zamieścić.
Jakieś dwadzieścia lat temu w ogóle nie interesował mnie temat jedzenia, a programy kulinarne omijałam szerokim łukiem. Śmieszyły mnie. Zastanawiałam się czy kto to w ogóle ogląda…
Dziesięc lat temu, może odrobinę zmieniłam zdanie – ale tez bez fajerwerków…
Cztery lata temu postanowiłam przejść na totalnie zdrowe jedzenie, choć szczerze mówiąc wcześniej nie było najgorzej… Trochę moja ciąża pokrzyżowała mi plany – ale wiele nauczyła o ludziach…
Trzy lata temu pełną parą poszłam w kierunku zdrowia i edukacji prozdrowotnej!
Działam w kuchni, by pokazać, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Cały czas przyrzekam sobie, że jak młodsza podrośnie – to wtedy zaszaleję z działalnością promującą zdrowie!
A póki co… 😉
KoktajleDziecko kroiPizzaPracujemy z dziećmiSzarlotkaJagielnikBułka drożdżowaBułka drożdżowa z cynamonemCiasto szpinakoweMakowiecChleb na zakwasieZapiekankaTortTarta ze szpinakiem
I wiele, wiele innych potraw, które póki co wykonuję z dziećmi – bo takie mam uwarunkowania. 😛
Po ciężkim tygodniu pracy… naprawdę ciężkim… należy mi się relaks. A z kim najlepiej spędzić czas i zrelaksować się jeśli nie z samą sobą! Kto mnie najlepiej zna i kto spędził ze mną najwięcej lat – jeśli nie ja? Winko cudnie smakuje w świetnym towarzystwie, dlatego trzeba czerpać… lampkami. 😉
Toteż NA ZDROWIE !!!
Śpieszmy się kochać siebie, czas tak szybko ucieka! Pamiętacie siebie sprzed dziesięciu lat? Jak to szybko minęło! Kto był wtedy z Wami? Wy!
Moja Droga czy Drogi…
Kto pierwszy raz przestąpił próg szkoły podstawowej? Wtedy padało, ojciec podrzucił mnie ciągnikiem. Sama weszłam do szkoły. Piłam codziennie śmierdzące przypalone mleko, którego zapach czuję do tej pory… Cztery kilometry codziennie pokonywane pieszą – przez dziewięć lat (z zerówką).
Kto miał dość ogólniaka i mieszkania w internacie, a mimo to przeżył?
Kto zdawał na studia i przez pięć lat tłukł te wszystkie przedmioty, żeby teraz… mowa jest srebrem, a milczenie złotem.
Kto był ze sobą we wszystkich wzlotach i upadkach, w urojeniach, złudzeniach, podróżach, powrotach, pożegnaniach, zmianach na lepsze czy gorsze?
Kto był wtedy, kiedy innych zabrakło?
I tak będzie do końca. Ludzie przychodzą i odchodzą… Zasieją zamęt, obgadają, pokłócą się, oskarżą, przeproszą, odejdą… A TY ze sobą byłaś/łeś, jesteś i będziesz.
Spotkanie autorskie z autorem serii książek o zabawnym kotku – Cukierku. Waldemar Cichoń zagości w naszych salach lekcyjnych 22.02.2021 roku.
Autor serii książek o zabawnym kotku – Cukierku, spotka się z dziećmi 22 lutego 2021 roku. Będzie to spotkanie na żywo – online. Gdzie? W szkole, w której pracuję! 🙂
Tu należą się podziękowania Mamie mojej Uczennicy. Wyszukała i skontaktowała mnie z osobą promującą książki Waldemara Cichonia i mamy niezwykłe spotkanie autorskie! Moja skromna osoba ogarnia jedynie logistykę… co mogę stwierdzić, podoba mi się 🙂 sprawdzam swoje umiejętności organizacyjne… Toteż należą się Pani … podwójne podziękowania!
Swego czasu wraz z dziećmi czytaliśmy i omawialiśmy książkę pt. „Cukierku, Ty łobuzie”, która przyciągała uwagę małych czytelników. 🙂 Zabawne losy niesfornego kotka rozśmieszają do tego stopnia, że ciekawi wszystkich co dalej będzie działo się z tym „niegrzecznym, żarłocznym, leniwym, rozrabiającym, włóczącym się, wpadającym w tarapaty, psującym wszystko, gałganowatym i szalonym kotem”… Z drugiej strony – żal wzbudzany w stosunku do jego właścicieli sprawia, że zerkamy na jego „rodzinę” jako na niezwykle tolerancyjnych i wyrozumiałych ludzi… może nawet trochę im współczujemy… 🙂
Dzisiaj na lekcjach przeczytaliśmy pierwszy rozdział kolejnych losów kotka i jego rodziny 😉 Zebraliśmy pytania do autora, wybraliśmy dwa z nich (bo nie ma co przesadzać 😉 ). Jednym zdaniem – Jesteśmy gotowi na to niezwykłe przeżycia, jakim jest spotkanie z autorem!
Co jeszcze zachęca? Można całkiem niedrogo kupić jedną z książek Waldemara Cichonia i dostać autograf z imienną dedykacją. Tak więc – czekamy z niecierpliwością!
Dla zgłębienia wiedzy odnośnie książek i samego autora można udać się na jego stronę internetową: www.waldemarcichon.pl
Jak tylko spotkanie dojdzie do skutku i pomyślnie uda mam się połączyć, to w trybie natychmiastowym podzielę się z Wami wrażeniami. Może pstryknę kilka zdjęć i zamieszczę…
Co to znaczy być zdrowym? Być zdrowym, to czuć się dobrze w swoim ciele, ze swoją osobą, ze swoimi emocjami i w swoim środowisku społecznym. 🙂
„Definicja zdrowia wg Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) ukazuje zdrowie w pozytywnym świetle: „zdrowie jest stanem pełnego/całkowitego dobrego samopoczucia/dobrostanu (ang. wellbeing) fizycznego, psychicznego i społecznego a nie tylko jej brakiem – obiektywnie istniejącej – choroby (ang. disease) czy niepełnosprawności (ang. infirmity)”.” (PZH Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego).
„Wśród rodzajów zdrowia można wyszczególnić:
Zdrowie fizyczne – prawidłowe funkcjonowanie organizmu, jego układów i narządów. Zdrowie fizyczne mówi również o równowadze pomiędzy procesami anabolicznymi i katabolicznymi. Organizm uznajemy za zdrowy fizycznie wtedy, gdy nie przebiegają w nim procesy patologiczne (choroby), a jego elementy działają odpowiednio. Nie jest konieczne bycie bardzo wysportowanym, aby móc powiedzieć, że jest się zdrowym fizycznie;
Zdrowie psychiczne – dzielimy je na dwa rodzaje – zdrowie emocjonalne oraz zdrowie umysłowe:
zdrowie emocjonalne – człowiek zdrowy emocjonalnie potrafi rozpoznawać i nazywać emocje. Potrafi je również wyrażać w odpowiedni sposób. Robi to zgodnie z zasadami i normami społecznymi. Zdrowie psychiczne wiąże się również z utrzymaniem równowagi psychicznej, a w niej mieści się zarządzanie emocjami, umiejętność radzenia sobie ze stresem, napięciem, lękiem, depresją, złością, agresją i innymi emocjami,
zdrowie umysłowe – mówi o poprawnym przebiegu procesów myślowych. Pokazuje zdolność do logicznego i jasnego myślenia. Zdrowie umysłowe wiąże się z poprawnością działania układu nerwowego, w szczególności ośrodkowego układu nerwowego;
Zdrowie społeczne – mówi o możliwości adaptacji w grupie. Wyraża zdolność człowieka do nawiązywania, podtrzymywania i rozwijania prawidłowych relacji z innymi ludźmi czy zwierzętami;
Zdrowie duchowe – w zależności od wiary danego człowieka jest to sposób wyrażania swoich wierzeń i praktyk religijnych. Pokazuje sposób wyrażania osobistego zbioru zasad, zachowań i sposobów osiągania wewnętrznego spokoju i równowagi. Istnieje wiele sposobów osiągania zdrowia duchowego. Niektórzy nazywają zdrowie duchowe spokojem wewnętrznym”. (Krzysztof Słomiak; www.doz.pl)
Dziecko jest zbuntowane, bo ma ku temu powody. Zwykle są niezależne od niego.
Dziecko domaga się uwagi – bo ma ku temu powody. Zwykle są one niezależne od niego.
Dziecko jest „trudne” bo ma jakiś problem – zwykle/prawie zawsze niezależny od niego.
Dziecko źle zachowuje się/uczy się, bo coś się zadziało w jego życiu, co sprawia, że sobie nie radzi.
Dziecko jest grzeczne – jeśli potrafi.
Prawda jest taka, że zachowanie dziecka niespełniające ogólnie przyjętych wymogów – irytuje dorosłych. Bo choć sto razy powtarza się, to dziecko dalej nie słucha, dalej robi to samo, dalej źle uczy się, dalej, dalej, dalej… I jest to w pewnym sensie zrozumiałe, bo dorośli w dzisiejszych czasach naprawdę przeładowani są problemami i oczekiwaniami, które muszą spełnić w społeczeństwie. Jednak… życie przemija, to co teraz jest „wstydem”, „problemem”, za dziesięć lat nim nie będzie! I jednocześnie to, co teraz z tym „problemem” zrobimy – za dziesięć lat przyniesie owoce. 😉
Co z tymi problemami z dziećmi?
To tak jak z leczeniem się u lekarzy. Lekarze leczą objawy, a nie przyczyny. Usłyszałam to kiedyś od lekarza pierwszego kontaktu – „my leczymy objawy”. A może warto wejść w głąb problemu i znaleźć przyczyny „złego” zachowania, niemożliwości współgrania z grupą, słabych wyników w nauce, wybuchów agresji?
Jakie są przyczyny niepożądanych zachowań?
A może zwyczajnie rodzice odsuwają od siebie problem? Wypierają problem? Może dziecko ma spełniać ich oczekiwania? Może ma spełniać ich marzenia? Może nie powinno przynosić „wstydu” rodzicom?
Są pewne strategie, które dr Ross W. Greene – objaśnia nam w książce.
Dziecko to też człowiek. Mały, ale człowiek. O ile nie ma jeszcze rozwiniętych wszystkich struktur mózgu i nie może ponosić odpowiedzialności i konsekwencji tak jak dorosły, o tyle należy je traktować jako równego sobie w kontekście emocjonalnym i społecznym. Przecież nie zostawiamy siedmiolatka samego w domu i nie każemy mu ugotować obiadu z trzech dań! To dlaczego wymagamy od niego opanowania swoich buszujących emocji, panowania nad energią ciała oraz przewidywanie konsekwencji zachowań – zwłaszcza tych bazujących na emocjach – trudnych do panowania?
Co innego z nauką, agresywnym zachowaniem, zagrażającym innym ludziom. Tutaj już trzeba na poważnie szukać pomocy u specjalisty.
Jako dorośli – uporządkujmy swoje emocje i życie, potem wyjdźmy z siebie i stańmy obok, obserwujmy siebie na spokojnie. Bądźmy ponad tym wszystkim – a wtedy pomożemy swoim dzieciom nie ponosząc dramatycznych kosztów. Jakich?
Wymaganie od dziecka czegoś, czego nie jest w stanie zrealizować bez naszej pomocy. 🙂 może wyrządzić wiele szkody.
Według badań 90% dzieci w Polsce odżywia się nieprawidłowo. Około 30% z nich ma nadwagę, cierpi na otyłość albo z niedożywienia. Niedożywienie to brak dostarczanych składników odżywczych odpowiedzialnych za prawidłowy rozwój organizmu. Paradoksalnie można jeść bardzo dużo, być nawet otyłym – i jednocześnie niedożywionym. Z nadmierną masą ciała oraz z niedożywieniem wiążą się liczne choroby. Można tu wymienić między innymi: cukrzycę typu2, nadciśnienie, nowotwory, depresję i wiele innych. W Polsce co piąte dziecko cierpi na nadwagę lub otyłość. Jest ich u nas około 22%. Niedożywionych dzieci w naszym kraju jest 8,6%. Na przestrzeni ostatnich 30 lat częstość występowania nadwagi i otyłości wśród dzieci zdecydowanie wzrosła.
Stwierdzono, że otyłość w wieku 6 lat pozwala w 25% przewidzieć otyłość w wieku dorosłym, natomiast otyłość w wieku 12 lat to 75% prawdopodobieństwa otyłości w dorosłości. Nadmierna masa ciała czy to u dzieci, czy u dorosłych wiąże się z negatywnymi następstwami zdrowotnymi zarówno w wieku dziecięcym, jak i dorosłym.
Z analizy jadłospisów przedszkolaków wynika, że u 71% dzieci dieta nie pokrywa dziennego zapotrzebowania na niektóre składniki odżywcze. Brakuje witamin i składników mineralnych (niedobór witamin C, D, E, folianów, wapnia, potasu i żelaza, cynku, miedzi i jodu) oraz dobrych tłuszczów (przede wszystkim omega3). Ponadto dzieci często nie jedzą drugiego lub pierwszego śniadania, a jeśli jedzą to są to słodkie przekąski, niemające żadnych wartości odżywczych. Słodkie przekąski wręcz zabijają obecne witaminy czy składniki mineralne, ponieważ mają w sobie rafinowany cukier lub/i rafinowaną mąkę. Kajzerka z wędliną być może wygląda niewinne – ale taka niewinna nie jest. Niewystarczające spożycie cynku, żelaza, wit.C, A oraz E mogą wpływać na występowanie stanów zapalnych, podwyższonego poziomu cholesterolu we krwi, słabszej wrażliwości insulinowej. Niedobór wielonienasyconych kwasów tłuszczowych może być powiązany z wystąpieniem problemów z czytaniem, słabszą zdolnością literowania, rozwiązywania zadań wymagających zapamiętywania lub/i logicznego myślenia. Ponadto może przyczynić ie do nasilenia problemów dyslektycznych.
Śniadanie powinno zaspokajać około ¼ dziennego zapotrzebowania na składniki odżywcze. Jeżeli dziecko nie zje śniadania, wówczas nie nadrobi już deficytu składników. Te dzieci, które zjadają pełnowartościowe śniadanie łatwiej koncentrują się na zadaniach w szkole, są zrównoważone, opanowane, mniej drażliwe, mają większą odporność i więcej sił witalnych. Brak odpowiednio zbilansowanych posiłków jest źródłem części problemów współczesnych dzieci w szkołach…(często dziecko przychodzi do szkoły bez zjedzenia w domu śniadania, nie mając nic ze sobą lub kupując śmieciowe jedzenie w sklepiku szkolnym). Złe odżywianie negatywnie wpływa na fizyczny, intelektualny oraz psychosocjalny rozwój dziecka. Powoduje zaburzenie koncentracji, nadpobudliwość, stany lękowe i depresyjne. Dziecko osiąga gorsze wyniki w nauce, wpada w konflikty społeczne (z powodu „złego” zachowania), samodzielnie nie jest w stanie zrozumieć co się z nim dzieje i dlaczego jest nielubiane. To jest taka lawina przyczynowo-skutkowa, z której mało kto zdaje sobie sprawę. W każdej szkole powinna być prowadzona edukacja w zakresie edukacji żywieniowo-kulinarnej.
Izomery kwasów tłuszczowych (źródło: żywność typu fast-food, miękkie margaryny, przetwory z margaryną, słodycze, ciasta, ciasta, batony czy zupy) mogą powodować wzrost agresji i poczucie irytacji. Pijąc napoje słodzone cukrem lub substancjami słodzącymi doprowadza się do nadwagi i otyłości. Wśród Europejczyków nadwaga i otyłość są odpowiedzialne za:
– 80% przypadków cukrzycy typu 2,
– 55% przypadków nadciśnienia,
– 35% przypadków nadciśnienia i chorób niedokrwiennych serca.
Sytuacja z chorobami tzw. cywilizacyjnymi już osiąga rozmiary epidemii. Szkoła jako środowisko biorące udział w edukacji żywieniowej była i w zasadzie jest pomijana. Udowodniono, że edukacja żywieniowo-kulinarna to jeden z najlepszych kierunków działań, który może mieć znaczący wpływ na zmianę żywienia dzieci, ich nawyków i świadomości odnośnie prawidłowego żywienia. W podstawie programowej co prawda jest kilka wzmianek o uświadamianiu dzieci odnośnie zdrowego żywienia i tryby życia, jednak sklepiki szkolne i automaty na korytarzach – skutecznie zniechęcają dzieci do wysiłku prowadzącego do zdrowia. Aby zmienić sytuację żywieniową dzieci potrzebne jest kompleksowe działanie. Zdrowa stołówka, zdrowy sklepik i eliminacja automatów z przetworzoną żywnością i niezdrowymi słodyczami czy napojami. Uświadamianie pracowników stołówek szkolnych czy przedszkolnych, nauczycieli i dyrektorów – to nieodłączny element w prowadzeniu zdrowej szkoły.
Nawyki żywieniowe kształtują i utrwalają się w okresie dzieciństwa oraz młodości. Pierwszą instytucja kształtującą zdrowe nawyki (lub niezdrowe) jest rodzina. Następna w kolejności jest przedszkole i szkoła. Chyba nie dziwi to, skoro dziecko spędza więcej czasu w tych placówkach niż w domu.
Błędy żywieniowe dzieci i młodzieży: duże ilości cukru i słodyczy, duże ilości produktów mięsnych, duże ilości przetworzonej żywności, podjadanie między posiłkami, nieregularne spożywanie posiłków, małe spożycie warzyw i owoców, małe spożycie produktów pełnoziarnistych. Biorąc pod uwagę obecny stan świadomości społeczeństwa odnośnie zdrowego żywienia, powinno podjąć się działania podnoszące poziom wiedzy żywieniowej a tym samym zapobiegającej występowaniu chorób przewlekłych będących konsekwencją nieprawidłowego żywienia. Byłyby to działania służące nie tylko profilaktyce chorób i wygody życia danych jednostek, ale także wspierające system opieki zdrowotnej. Nie trudno chyba wyciągnąć wnioski (które mają pokrycie w licznych badaniach), że taka edukacja w szkołach mogłaby przyczynić się w przyszłości do zmniejszenia problemów w zakresie pracy szpitali, lekarzy a nawet psychologów i psychiatrów.
Napisana z humorem. Książka o tym, że rodzice nie są doskonali, a dzieci od pieluch specjalizują się w wyprowadzaniu ich z równowagi. I to naturalne. Najważniejsze to umieć się do tego przyznać (przed sobą i nie cukierkować przed innymi) i pracować nad swoimi słabościami. A słabością jest niewątpliwie pozwalanie na to, żeby wyprowadzała nas z równowagi mała istota na poziomie lizania ścian i przyklejania gumy do żucia na stole w jadalni lub mająca zaburzenia słuchu (zdaje się tylko wtedy kiedy mówią do niego rodzice). Takie po prostu są dzieci i nasze nerwy tego nie zmienią. Autorka delikatnie sugeruje, że nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Rodzicielstwo jest trudne, bo jest częścią życia – a życie jest trudne. Nie żyjemy przecież w pustce. Żyjemy w pewnym kontekście społecznym. Mamy pracę, znajomych lub też brak pracy i znajomych…
To wszystko wpływa na nasze samopoczucie psychiczne i decyduje o tym jak szybko wulkan nerwów wybuchnie. A wybucha co najmniej raz na jakiś czas – u każdego. Nie zaklinajmy rzeczywistości. Problem jednak w tym, żeby tak okiełznać owy wulkan, by nie zalał lawą wszystkiego w obrębie kilkuset metrów i nie zamienił w popiół.
Każdy rodzic powinien zacząć od zaopiekowania się sobą. Bo jeśli matka czy ojciec będą szczęśliwi, to ich dzieci także… a przynajmniej będzie mniej kłótni i awantur – bo relaks ciała i umysłu wycisza…
Uważam, że książka warta jest tego by ją przeczytać. Może nie jest to szczyt poradnictwa zawodowego 😉 ale każdy może wyciągnąć cos dla siebie. 🙂
Mnie zaś najbardziej poruszyła propozycja założenia grupy rodziców, którzy wspieraliby się w opiece nad dziećmi. Polegałoby to na tym, że raz ja opiekuję się czyimiś dziećmi a raz ktoś bierze moje dzieci do siebie… Bardzo interesujący pomysł, który naprawdę mnie ujął. Problem tylko w tym, że nie ma nigdzie chętnych do takiej formy współpracy… 😛 szczerze powiem, że ten punkt programu porad autorki wywarł na mnie największe wrażenie – tym bardziej, że chciałam go zastosować już dwa lata temu zanim usłyszałam o tej książce.
Cały czas mam nadzieję, że uda mi się zorganizować takie kółko wzajemnej pomocy. 🙂 Oprócz realnego oddechu można zyskać przyjaciół, dobrych znajomych, towarzyszy dla naszych dzieci. Nie każdy bowiem ma wielkie kochające się rodziny i szczęście posiadania życzliwego grona znajomych. 😛 Co więcej, uważam, że nie jestem sama – tak jak nie tylko ja czasem krzyczę na swoje dzieci. 😉
Zamieściłam wpis na fb, może za parę lat uda się… 😛
Jakiś czas temu usłyszałam od swojej szwagierki, że nie mogę wymagać od kogoś spełniania moich oczekiwać. Nie do końca zgadzam się z tym, bowiem „oczekiwania” mogą iść w różnych kierunkach. Przecież nie chodzi o to, że ja życzę sobie, żeby ktoś: ubierał się na zielono, lubił czarną kawę bez cukru, grał w szachy czy ugotował mi obiad z pięciu dań gdy go odwiedzę! Bez jaj!
Mam na myśli inne oczekiwania, bardziej oczywiste, wypływające z przyjętych norm społecznych, narzuconych obowiązków zawodowych, koleżeńskich czy stosunków rodzinnych. Człowiek od setek tysięcy lat jest istotą społeczną, żył w wioskach, ma w genach pewne oczekiwania z pradawnego życia w zwartych społecznościach… Gdyby nie te wioski i oczekiwania – nie przetrwałby do dnia dzisiejszego. 🙂
Czy możemy oczekiwać od kogoś kultury zachowania, przyjętej przez społeczeństwo?
Czy wchodząc do gabinetu dentysty możemy oczekiwać od niego, że usunie lub wyleczy nam ząb? Analogicznie – wchodząc do innych gabinetów?
Czy poddając się zabiegowi ścięcia włosów, mamy prawo oczekiwać, że fryzjerka zrobi to dobrze? Byłam raz przy reklamacji złożonej przez klientkę – nie spodobało się jej to, co fryzjerka zrobiła… 😉 Czy klientka miała prawo czegokolwiek oczekiwać?
Czy zostawiając dziecko z opiekunką, mamy prawo od niej oczekiwać, że dobrze zajmie się naszym dzieckiem?
Czy powierzając komuś dziecko na nocowanie, mamy prawo oczekiwać, że wróci do nas bez traumy?
Czy będąc członkiem rodziny, społeczności, grupy zawodowej, itp. mamy prawo oczekiwać zrozumienia i wsparcia?
Normalną rzeczą jest, że kiedy ja oczekuję, to sama także staram się odwdzięczyć – by żyło się lepiej w danej społeczności, rodzinie, grupie zawodowej. Jeśli niczego nie oczekuję, tym samym dana osoba jest mi obojętna.
11. Nie oczekuj od bliźniego swego…
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie powinnam oczekiwać od kogoś zachowania zgodnego z przyjętymi normami lub z wypracowanymi wcześniej relacjami z tą konkretną osobą! I nie jest ważne w tym momencie czy chodzi o koleżankę, przyjaciółkę czy kogoś z rodziny.
Zwykle jest tak, że nieporozumienia i źle pojęty honor – biorą górę. A potem trudno już jest odkręcić stracone lata obojętności. Działa to w obie strony. Nie twierdzę, żę jestem idealna i święta. Nie jestem. I nie będzie żadnego… „ale”… 😉
Ponad wszelką wątpliwość jedno jest pewne: skoro dana osoba nie czuje czegoś sobą, nie czuje jak powinna zachować się w danej sytuacji, to nie warto zaprzątać nią sobie głowy. Wówczas przynajmniej jest się zdrowszemu.
Jesteśmy dorośli, a często zachowujemy się jak dzieci w piaskownicy, ale, cóż, dlatego… 🙂
… dla własnego zdrowia psychicznego – nie oczekujmy niczego, ale sami też nie wysilajmy się w stosunku do tych osób. 😉 Brzmi okrutnie? Samolubnie? Kontrowersyjnie? Dobrze. Tak ma brzmieć! 😛
Koniec roku skłania do refleksji. Do refleksji odnośnie minionych zdarzeń, planów i ludzi. Z wiekiem przychodzi to dużo łatwiej. Dostrzega się, że to co było – już nie wróci, zaś to co będzie – w swej istocie jest niepewne. W związku z tym mniej poważnie podchodzi się do życia, coraz dobitniej uzmysławiając sobie, że szkoda czasu na drugą stronę medalu, tę słabszą – na „pseudożycie”, „pseudoprzyjaciół”, „pseudorozmowy”, i inne „pseudo”. Ktoś kiedyś powiedział: „Nie bierz życia zbyt poważnie, bo i tak nie wyjdziesz zeń żywym”.
Człowiek to istota stadna. Potrzebuje towarzystwa. Tylko pytanie: Jakiego? Można by o tym napisać grubą książkę. 😉 Zawsze, ale to zawsze będzie się krytykowanym. Będąc częścią mentalności stadnej, samemu też ma się ochotę na krytykowanie kogoś/obgadywanie/ ocenianie… Trzeba wyzwolić się od tego dla własnego dobra.
Trzeba płynąć pod prąd – bo tylko zdrowe ryby płyną pod prąd. 🙂
Coraz bardziej uświadamiam sobie, że za ludzi nie można gwarantować. Nawet ci, których znasz długie lata, nawet członkowie rodziny potrafią zaszokować, wprawić w zdziwienie, zdezorientować… Mimo tych wzniosłych haseł oraz praktyk typu „znajomość trzeba pielęgnować”, „trzeba umieć dobierać sobie przyjaciół”, „pokaż mi z kim się przyjaźnisz, a powiem ci kim jesteś’, itd., to tak naprawdę w życiu następują zdarzenia, które tak czy inaczej filtrują zaśmiecenie tzw. znajomości i przyjaźni – oczyszczając przestrzeń wokół nas. Tak jak wialnia oddziela zboże od plew… Przesiewaliście kiedykolwiek zboże? Prawdę mówiąc to trzeba się nieźle narobić, żeby oddzielić to zboże od plew… i to nie jest pocieszające w kontekście oczyszczania przestrzeni wokół siebie.
Jednak trzeba być bezkompromisowym. Jeśli to jest moja przestrzeń – to ja nią zarządzam. To jest tak jak z zachowaniem odległości społecznej. Jak się czujesz, kiedy ktoś obcy podchodzi za blisko? Odsuwasz się. Tak przynajmniej postępuje osoba zdrowa na ciele i umyśle. To zarządzanie przestrzenią odnosi się nie tylko do ludzi ale także co do podjętych planów, projektów czy samorozwoju. Intuicja powinna wieść prym. Intuicja, w którą człowiek jako gatunek został dawno wyposażony, zanim zaczął działać mózg (najnowsze badania mówią, że prawdopodobnie przez bakterie jelitowe).
Nie chodzi tu tylko o toksyczne relacje otaczających ludzi bliższych i dalszych, ale także o wygłaszane przez ludzi opinie, oceny, porównania czy sianie fermentu zazdrości i zawiści (i tego typu negatywnych wibracji). Z wiekiem przychodzi coraz łatwiej ignorowanie tego typu zdań na nasz temat. Każda świadoma siebie jednostka wie, że nie ma ideałów, nawet pośród tych wszechwiedzących… Ja nie jestem ideałem, ale ty też nim nie jesteś, więc z łaski swojej zajmij się własnym życiem, dziećmi, pracą i plotkami i zwyczajnie – opuść moje towarzystwo z korzyścią dla świata. To be honest, nikt za tobą/czy tobą/ czy innym jakimś tobą – płakał nie będzie. 😉
Ta obłuda i fałsz, którym często jesteśmy zarzucani w pracy, kiedy nie możemy powiedzieć co naprawdę myślimy, ani sami prawdopodobnie nie słyszymy tej subiektywnej prawdy… może zwalić z nóg. Może, ale nie musi.
Zastanowić się bowiem wypada – czy jest sens abyśmy wciągani w bagno cudzych „problemów ze sobą”, rujnowali własne zdrowie fizyczne… Niby teoretycznie wszyscy to wiedzą, że cudza paranoja nie powinna wywierać na nas wpływu… a jednak w jakimś zakresie wywiera. Przewidzenie i obrona przed tego typu manipulacją – też przychodzi z wiekiem.
Dlatego cieszmy się, że jesteśmy z roku na rok starsi. 😉
Jasne jest, że jako młody człowiek – popełnia się błędy. Zapewne każdy popełnił ich wiele w młodości. Jednak przeszłość nie wróci. Ludzie, z którymi źle obeszliśmy się – też nie wrócą (chociaż kto wie, kto wie… świat jest mały).
Kolejny rok powinien zacząć się jako nowy, świeży i wolny od błędów. 🙂
Śmiało można powiedzieć, że stres jest chorobą XXI wieku. Czym jest stres i co powoduje? Presja w pracy, nawał obowiązków zawodowych, zobowiązania rodzinne (zwłaszcza przy większej ilości dzieci niż jedno J), problemy finansowe, bezrobocie, zbyt wysokie wymagania w stosunku do samego siebie, hałas, zbyt mała ilość snu… Te czynniki z kolei powodują liczne konflikty z partnerem, nerwowość, agresję, depresję, itd. Czy zdajemy sobie sprawę, że pod wpływem stresu może nastąpić intensyfikacja stanów takich jak: astma i alergie, łuszczyca i wypryski, migreny, zapalenie stawów czy zapalne choroby jelit? Temat dotyczący stresu to temat rzeka… Ale kilka rzeczy warto wiedzieć 😉 Stres służy człowiekowi od dawna… Służy – bo jest potrzebny, ale w odpowiednich dawkach. Pod wpływem sytuacji stresowych niemal z prędkością światła w ludzkim organizmie zachodzi mnóstwo reakcji chemicznych, służących odruchowi „walcz-lub uciekaj”. W czasach prehistorycznych człowiek lub zwierzę po prostu albo walczył z zagrożeniem, albo przed nim uciekał. W czasach obecnym ta reakcja w dosłownym rozumieniu, raczej nie ma racji bytu, stąd organizm nie zawsze sobie radzi z zagrożeniem (sytuacja stresującą) w związku z tym stres jest inicjatorem wielu chorób tzw. cywilizacyjnych. Podczas reakcji na stres wytwarzany jest kortyzol. Jest to podstawowy hormon stresu, bez którego przetrwanie w afrykańskiej sawannie byłoby niemożliwe. Tyle tylko, że od dawna nie żyjemy już w sawannie… a organizm narażony jest na stres… co prawda jest on o innym charakterze, ale to tylko wychodzi nam na gorsze. Czym różni się stres obecny od tego z czasów sawanny? Reakcja organizmu jest identyczna, ale nie możemy uciec od rachunków, dzieci, pracy, szefa, od ulicznych korków i wrednych koleżanek… jak również nie walczymy z nimi. Prowadzi to do stale podwyższonego poziomu hormonów stresu: kortyzolu i adrenaliny. Jak poznać, że jesteśmy zestresowani do granic wytrzymałości? Stopniowo, niepostrzeżenie wpada się w pułapkę chronicznego stresu. Początkowe objawy to: nieco tłuszczu wokół talii, niższy poziom energii, trudności z koncentracją, słabsza pamięć. W dalszych etapach możemy zaobserwować u siebie „wieczne” przemęczenie, zaburzenia słuchu lub szumy w uszach, migreny i inne bóle głowy, napięcie mięśni, bezsenność i wysokie ciśnienie. Jeżeli bardzo długo żyjemy w stresie i nie dostarczamy np. magnezu w formie pożywienia lub suplementacji, wtedy mogą pojawić się między innymi: udary, zaburzenia rytmu serca, zawały i urazy. Musimy pamiętać o tym, że magnez zapobiega udarom, chorobom serca i układu krążenia. Jednak nie o sam magnez tu chodzi, bowiem stres obniża przyswajanie także innych mikroelementów i witamin. Współcześnie stresu doznają nie tylko dorośli, ale także dzieci. Należy mieć na uwadze, że dzieci także są zestresowane w szkole, w domu czy na ulicy… Od nich także wymaga się zbyt wiele. Przeładowane programy szkolne, mnóstwo dodatkowych zajęć, jeżdżenie z miejsca w miejsca, poznawanie ludzi (co wcale nie musi być takie fascynujące dla dziecka), oprócz tego częsta frustracja rodziców i przeżywanie konfliktów domowych (w związku z zestresowanymi dorosłymi). Choroby i dolegliwości związane z nadprodukcją kortyzolu (czyli nasza reakcja na stres) to między innymi: – spowolniona przemiana materii, redukcja tkanki mięśniowej, otyłość, – cukrzyca, choroby serca, nowotwory, – nadciśnienie tętnicze, wysoki poziom trój glicerydów, – zmniejszona masa kostna, osteoporoza, – lęki, depresja, zmiana nastroju, – zaburzenia uczenia się, kłopoty z pamięcią, choroba Alzheimera, – upośledzona reakcja immunologiczna, częste infekcje,
– choroby autoimmunologiczne, – wiele innych.
Stres pożera duże ilości mikroelementów i witamin przez co organizm jeszcze bardziej wpada w pułapkę braku ochoty do życia, zmęczenie, apatię, rozgoryczenie – a to pociąga za sobą rozwijanie się nałogów, które nie rozwiązują problemu, a wręcz dokładają nowych. Bo nie dość, że dodatkowo ograniczają przyswajanie witamin czy składników mineralnych, to jeszcze sieją spustoszenie w psychice i narażają jelita na choroby. To wszystko czyni człowieka agresywnym lub apatycznym… I koło zamyka się. Magnez jest minerałem, który szczególnie narażony jest na utratę podczas stresu. Stosowanie używek typu alkohol czy papierosy (które złudnie rozładowują stres) również wpływa na wypłukiwanie magnezu z organizmu. Jeśli nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jesteśmy zestresowani, to żyjemy na granicy choroby. Warto mieć to na uwadze i we własnym interesie poczytać sobie w mądrych książkach na ten temat. Człowiek powinien starać się okiełznać stres, bo raczej sytuacji stresowych nie wyeliminuje się. Służą temu ćwiczenia relaksacyjne, joga, medytacje, często książki traktujące o technikach radzenia sobie ze stresem, itp. Trzeba radzić sobie z tym, by zachować jak najdłużej zdrowie.