Czas spędzany z dziećmi do łatwych nie należy. Dlaczego? Bo wymaga od rodzica cierpliwości, poświęcenia swojego czasu (kosztem np. przyjemności). Wymaga uwagi, często zaawansowanej logistyki (czyli odrobiny wysiłku), odpowiadania na milion pytań, słuchania hałasu 😉 i sprzątania po pracy plastycznej czy gotowaniu. Taki oto „koszt” przebywania w jednym pomieszczeniu z dziećmi. 😉
Jednak jest to czas, który przemija z minuty na minutę i NIGDY nie powtórzy się. Nie wrócimy do chwili, która już minęła.
I choć wiadomo, że kariera, pieniądze czy realizacja własnych aspiracji jest ważna, to jednak często rodzice zapominają, że dzieci potrzebują czasu wspólnie spędzanego z nimi. Wspólne doświadczenia na podwórku, w kuchni, w lesie, w sklepie, itd. , dawany przez opiekunów przykład postepowania budują więź, uczą dzieci życia i przygotowują do pokonywania trudności. A z roku na rok te trudności są coraz większe.
Społecznie i ewolucyjnie ludzie zawsze przebywali ze sobą. W ostatnich latach tendencja ta zmienia się w stronę samotności, co już staje się problemem psychologicznym i społecznym. Nie ma już więzi rodzinnych, plemiennych, sąsiedzkich. Anonimowość, brak potrzeby kontaktu z innymi jest już opisywane w książkach naukowych.
Nie da się żyć bez innych ludzi. Nie da się dobrze rozwijać bez kontaktu z matką lub/i z ojcem. Zwyczajnie ewolucyjnie gatunek ludzki nie jest jeszcze na to gotowy.
Podsumowując: plemiona, grupy społeczne, rodzina, więzi międzyludzkie mają sens i „misję”. Pozytywne relacje i emocje budują mózg, zdrowie i charakter. Wspólne zajmowanie się dziećmi przez rodzinę (szeroko rozumianą), opieka babć i dziadków nad wnukami, zabieranie dzieci przez ciocie na wspólne wypady – to namiastka tego, co działo się w dawnych czasach w gronach rodzin, wiosek i plemion. Tamci ludzie byli zdrowsi psychicznie i odporniejsi na niepowodzenia. Mieli wsparcie w rodzinie.
Nie zawsze mamy wybór, wszak nie zmusimy nikogo by chciał spotykać się z nami czy z naszymi dziećmi (a jak wspomniałam: ludzie w dzisiejszych czasach zwyczajnie nie chcą się spotykać ze sobą). Jednak mamy wybór w zakresie tego ile czasu my spędzimy z naszymi dziećmi. Oby było go jak najwięcej! Szkoła czy przedszkole traktujmy jako instytucje edukacyjne, a nie wychowujące i stanowiące „substytut” rodziny.
















