Artykuły

Sygnatura życia…

 

 

„O mózgu można powiedzieć, że zachowuje się trochę jak primadonna.

Wymaga mnóstwo uwagi  dotknięty jest samouwielbieniem,

nie znosi wytykania błędów, a nawet wierzy, że jest nieśmiertelny.

Zacznijmy od pazerności. Ze wszystkich narządów ustroju wymaga najwięcej energii. Pochłania 20% zasobów energetycznych ciała, nawet wówczas, gdy jedyną wykonywaną czynnością jest lektura czasopisma poświęconego życiu gwiazd show-biznesu”.

Bill Sulivan

Ludzki mózg w swej strukturze to galaretowata breja wypełniająca głowę. Na przestrzeni dziejów świata mózgowi zajęło dość dużo czasu na uświadomienie sobie, jaki jest fenomenalny. Jednak nie byłby on tak fenomenalny, gdyby nie współpracujące z nim organy! Ma zaspokoić potrzeby własnego istnienia i utrzymania przy życiu organizmu. Mówiąc wprost – mózg nie służy do myślenia, a jedynie do utrzymania nas przy życiu. W drodze ewolucji, zapewne przypadkiem – stał się świadomy sam siebie. Natura dała mu konkretne zadanie: kontrolowanie ciała, zarządzanie równowagą w ciele. Mózg ma przewidywać potrzeby energetyczne, zanim pojawią się. Ma to zapewnić przetrwanie gatunku i doprowadzenie do przekazania genów kolejnym pokoleniom. Wszystkie nasze reakcje, odruchy, emocje, kreatywność, umiejętności, wspinanie się po drabinie awansu zawodowego, itd., służą jednemu celowi: przetrwać. Może nie jest to zbyt romantyczne, ale prawdziwe. 

Skoro nasz mózg nastawiony jest na zapewnienie przetrwania organizmowi, stąd musiała zaistnieć samoświadomość i reszta funkcji, które uznawane są za inteligencję (wyposażony jest w nie tylko gatunek ludzki), które tak naprawdę zajmują znikomą część naszego mózgu. Reszta, bowiem dba o to, żebyśmy przetrwali jako gatunek. Uczenie się, dostosowywanie się do ciągle zmieniających się warunków oraz sposoby reagowania na te warunki są głównymi zadaniami mózgu. Cel to przetrwanie, stąd większość mózgu właśnie nad tym pracuje – używając rozmaitych narzędzi. Narzędzia te w miarę rozwijania się cywilizacji i techniki zmieniają swoją postać.

Mózg, to jedyny organ w ciele, który potrafi myśleć sam o sobie. Zwykle myśli o sobie w samych superlatywach. Tak się jednak składa, że nie jest on niezależnym organem od innych części ciała. Wręcz przeciwnie. Powiedziałabym nawet, że stanowi część maszyny życia ludzkiego organizmu. Wyjątkową część, ale jednak część, a nie głównego dowodzącego. Przecież czym byłby mózg bez reszty naszego ciała? Po pierwsze nigdy nie zaistniałby – gdyby nie ciało, które w drodze ewolucji go stworzyło.  Po drugie bakterie jelitowe mają ogromny wpływ na pracę mózgu. Po trzecie czy mózg żyje gdy serce przestaje bić?

Jest wiele tajemnic związanych z działaniem ciała, których jeszcze nikt nie odkrył i nie zrozumiał, są one cały czas są wyzwaniem dla naukowców.

Mózg waży średnio 1300 g, co stanowi około 2 proc. masy ciała człowieka. Mimo niewielkiej wagi, zużywa blisko 1/5 energii dostarczanej organizmowi wraz z pożywieniem. Chociaż w 80% jest zbudowany z wody, mieści w sobie ponad 100 miliardów neuronów, które są zespolone w jedną elastyczną strukturę. Pozwalają one na odbiór około 100 megabajtów informacji na sekundę. Między tymi neuronami istnieje ponad 500 bilionów połączeń.

Nasz mózg to sieć. Jest to zbór połączonych ze sobą elementów, które razem stanowią i działają jako całość. Owa sieć neuronów sięga do jelit! W jelitach mamy drobnoustroje, które komunikują się z mózgiem przy pomocy neuroprzekaźników. Neuroprzekaźniki wpływają na przetwarzanie danych i funkcje Twojej pamięci. Czyli decydują o jej możliwościach.

Gdy siedzisz sobie spokojnie, „nic nie robiąc”, Twój mózg w ciągu 30 sekund przetwarza więcej informacji niż eksploatowany przez 30 lat bez przerwy Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Wycinek kory mózgowej wielkości jednego milimetra sześciennego – czyli mniej więcej ziarenka piasku – może pomieścić dwa tysiące terabajtów informacji, co wystarczy do przechowywania wszystkich filmów, jakie kiedykolwiek wyprodukowano, łącznie z ich zwiastunami, lub około 1,2 miliarda kopii średniej długości książki.

Szacuje się, że ludzki mózg może przechować w sumie 200 eksabajtów informacji, co równa się „całej cyfrowej treści dzisiejszego świata”.

Mózg. JUŻ WIESZ, że to organ w głowie, który zarządza  całym ciałem. Jest naczelnym dowódcą. To on decyduje czy w danej chwili możesz ruszyć ręką czy nogą. On podpowiada Ci czy warto uczyć się do sprawdzianu z historii. Ba! Podejmuje nawet decyzje, czy lubisz historię, geografię, czy może coś innego. To mózg główkuje jakby tu przeskoczyć trudności szkolne, iść na wagary… lub – jak być najlepszym uczniem mimo trudności. Cała zabawa życia – podejście do sukcesów i porażek – to wynik pracy naszego mózgu. Jest coraz więcej naukowców, myślicieli czy coachów (trenerów) personalnych – którzy uważają, że to TY decydujesz o swoim podejściu do nauki. Czyli krótko mówiąc – TY decydujesz, czy Ci się chce… Jako ciekawostkę zdradzę Ci, że uczenie się to nie tylko szkoła, choć zdaję sobie sprawę, że z reguły ze szkołą się kojarzy. Uczenie się nowych rzeczy następuje każdego dnia. Uczysz się świadomie lub nieświadomie. Podczas zdobywania nowej wiedzy w Twoim mózgu tworzą się cały czas nowe połączenia między komórkami nerwowymi. Następnie Twoja wiedza segregowana jest i układana na pewnego rodzaju „półkach” w mózgu, w celu zapamiętania. To tak jak w supermarkecie – cukier biały stoi przy cukrze trzcinowym, różnego rodzaju mąki stoją obok siebie, artykuły do pieczenia ciast obok siebie, makarony i sosy do makaronów tez.  Idąc do sklepu – wiesz gdzie czego szukać. To samo robi mózg, by usystematyzować wiedzę…  Czyli jeśli widzisz węża, to Twój mózg położy to pojęcie na „półce” ze zwierzętami, niezbyt miłymi, wręcz odrażającymi (no, chyba, że jesteś fanem węży).

Uwierz mi na słowo – warto jest włożyć trochę wysiłku i poznać swoje możliwości. Tak naprawdę, mózg ma olbrzymi potencjał…, ale pod pewnymi warunkami, które MUSISZ spełnić jesli chcesz w pełni korzystać ze swoich mocy.

Po pierwsze MUSISZ poważnie podchodzić do potrzeb SWOJEGO MÓZGU, jeśli chcesz żyć w zdrowiu, być szczęśliwym i spełnionym uczniem/dzieckiem/człowiekiem. Zgadzasz się?

Pamiętaj, cały czas będę Ci przypominać, że mózg nie jest samowystarczalny w organizmie! Sam nie zdziałałby nic. Wspomagany jest przez cały system naczyń krwionośnych, wątrobę, (która odtruwa organizm z toksyn), nerki, serce, jelita i bakterie w jelitachorazwiele innych narządów. Człowiek to całość, o którą należy dbać. To właśnie TY jesteś tą całością!

Cudowne, prawda?

Ale jak wszędzie, tak i tutaj tkwi pewien haczyk. Jaki? Mózg sam nie rozwinie się i nie będzie pracował na wysokich obrotach, jeśli mu nie pomożesz! Tak, tak! Mózg potrzebuje twojej pomocy by działać sprawnie i przynosić ci sukcesy każdego dnia. Co za ironia, że ty (przecież to mózg nadaje ci świadomość bycia sobą), masz współpracować ze sobą, żebyś ty mógł się rozwijać… Czy nie brzmi to, co najmniej – dziwnie? 

Kilka pozycji literatury, z której korzystałam (jakieś 20%) 😉

  1. Podgórska., A., Tak działa mózg. Jak mądrze dbać o jego funkcjonowanie. Wydawnictwo WAB, Warszawa 2023
  2. Magrini, M., Mózg. Podręcznik użytkownika. Uproszczona instrukcja obsługi najbardziej skomplikowanej maszyny świata, JK Wydawnictwo, Łódź 2021
  3. Feldman Barret, L., Mózg nie służy do myślenia, JK Wydawnictwo, Łódź 2021
  4. Jandial, R., Jak otworzyłem mózg, JK Wydawnictwo, Łódź 2021
  5. Pedre,  V., Szczęśliwe jelita, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019
  6. Fleck, A., Uzdrawiająca moc mózgu. Wielkie kłamstwa o tłuszczu., Wydawnictwo Amber, Warszawa 2019
  7. Lugavere, M., Jedz jak geniusz. Kompania Mediowa sp. z o.o., Warszawa 2021
  8. Bryson, B., Ciało. Instrukcja dla użytkownika., Wydawnictwo Zysk i spółka, Poznań 2022

 

 

Na początek przytoczę kilka wypowiedzi osób, które zajmują się na co dzień leczeniem ludzi  dietą, dietetyką, nauką o żywieniu, itp. by pokazać różnicę w podejściu do suplementacji. „Związki chemiczne, które spożywamy wraz z żywnością, biorą udział w serii reakcji współgrających ze sobą dla naszego zdrowia. Zawiłe mechanizmy kontrolne w naszych komórkach i organizmach zarządzają tymi związkami chemicznymi i decydują, gdzie trafiają składniki odżywcze, jak dużo ich potrzeba oraz kiedy zachodzą odpowiednie reakcje. Tak działa natura. (…) Organizm czerpie korzyści ze związków chemicznych obecnych w żywności, gdy dostarczane są razem. (…) Przekonanie, że wyizolowane składniki odżywcze stosowane w formie suplementów mogą zastąpić nieprzetworzoną żywność, jest pozbawione sensu. Suplementy to nie jest droga do trwałego zdrowia, a ich stosowanie może wywołać nieprzewidziane skutki uboczne.” (Campbell, T. M., Campbell T., C., Nowoczesne zasady odżywiania, Wydawnictwo Galaktyka, wydanie 2, Łódź 2021). „W całym procesie przemiany materii w organizmie ludzkim,  a więc w ciągłych procesach mających na celu zachowanie człowieka przy życiu, bierze udział 10000 różnych enzymów w każdej komórce (…) Witaminy wyróżniają się nie tylko bliską współpracą między enzymami, ale kooperują również ze sobą. Dlatego przyjmowanie tylko jednej określonej substancji z pominięciem innych byłoby zwykle pozbawione sensu, a nawet niebezpieczne. Zazwyczaj konieczne jest istnienie całego kompleksu”. (Strunz, U., Witaminy, czy i dlaczego pomagają. Kiedy i jak bezpiecznie je stosować, Wydawnictwo Vital, Białystok 2019).
 „Owoce i warzywa już w niewielkim stopniu chronią przed rakiem. Prawda jest taka, że kupowane przez nas owoce i warzywa są w dużej mierze pozbawione wartości. (…) Jeśli nie posiadasz własnego ogrodu i nie uprawiasz własnych warzyw, powinieneś pomyśleć o dostarczeniu swojemu organizmowi dodatkowych witamin”. (Strunz, U., Witaminy, czy i dlaczego pomagają. Kiedy i jak bezpiecznie je stosować, Wydawnictwo Vital, Białystok 2019). Wiadomo, że uprawa warzyw czy owoców z użyciem pestycydów obniża ilość witamin występujących w danej roślinie. Ponadto podgrzewanie, gotowanie czy duszenie mają także destrukcyjny wpływ na witaminy. Jeśli owoce czy warzywa, które kupujemy długo przetrzymywane są w magazynach – to także wpływa na obniżenie jakości tych produktów. „Wysokoprzetworzone produkty z supermarketu dostarczają nam dwa razy mniej tłuszczu, 10 razy więcej cukru, 1/3 witamin oraz połowę minerałów i mikroelementów, które przyjmowali ludzie z epoki kamienia”. (Joop, A., Minerały niezbędne w codziennej diecie, Wydawnictwo Vital, Białystok 2018).

„Z góry ostrzegam, że rynek suplementów diety rządzi się własnymi prawami, dlatego zawsze warto zaopatrywać się w produkty najwyższej jakości”.  (Myers, A., Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne, Wydawnictwo Vital, Białystok 2020).

„Ludziom wmówiono, że zbilansowana dieta dostarczy im wszystkich składników odżywczych. Nie jest to prawda. Odpowiednia ilość witamin i minerałów może zapewnić jedynie dieta składająca się z nieprzetworzonych, naturalnych produktów oraz inteligentne stosowanie suplementów żywieniowych, co jest nie tylko dobrym pomysłem, ale wręcz koniecznością”. (Campbell, Ralph K., Saul, Andrew W., Choroby dzieci. Leczenie mega dawkami witamin”, Oficyna Wydawnicza ABA, Warszwa 2017).

Jedni naukowcy zajmujący się żywieniem i badacze gleb mówią, że gleby w ostatnich 50 latach zostały wyjałowione ze składników mineralnych i w związku z tym owoce i warzywa pozbawione są wielu mikroelementów, z kolei inni naukowcy twierdzą, że to nieprawda. Trudno odnaleźć się w tym gąszczu często sprzecznych opinii i publikowanych wyników badań. Każdy naukowiec, czy zwykły człowiek w swoim domu mają różne zdania na ten temat. Są zwolennicy suplementacji, ale są także j je przeciwnicy. Wydaje się, że tak jak wszystko w życiu tak i do tego trzeba podchodzić z rozsądkiem znając obie opcje. Produkcja witamin, składników mineralnych, odżywek, czy ziół stała się zyskownym rynkiem zbytu. Najlepszym rozwiązaniem dla konsumenta jest trzymanie się umiaru. Ten, kto przyjmuje suplementy dobrej jakości (ze źródła, które przeprowadza badanie jakości) w sposób inteligentny z umiarem i po konsultacji z lekarzem lub innym specjalistą, może na tym zyskać.

Wyjaśnienie pojęcia suplement

Według ustawy z dnia 25 sierpnia 2006r. o bezpieczeństwie żywności i żywienia suplement diety to środek spożywczy, który ma za zadanie uzupełnienie normalnych codziennych posiłków. Jest to skoncentrowane źródło witamin, składników mineralnych oraz innych substancji, których zadaniem jest wywołanie efektu odżywczego lub fizjologicznego. Wg przepisów prawa farmaceutycznego suplementy nie mają właściwości produktu leczniczego (to nie są leki). Spożywanie suplementów ma na celu profilaktykę i wspomaganie funkcjonowania organizmu. Suplementy mogą mieć formę: kapsułek, tabletek, drażetek, płynu, proszku, ampułek w odmierzonych ilościach gotowych do spożycia. Profesor Mirosław Jarosz podzielił suplementy ze względu na: skład i przeznaczenie.

Podział suplementów ze względu na skład:

a)suplementy zawierające witaminy i składniki mineralne,

b)suplementy zawierające składniki i ekstrakty roślinne,

c)suplementy zawierające niezbędne kwasy tłuszczowe,

d)suplementy zawierające błonnik pokarmowy,

e)suplementy zawierające pro- i prebiotyki,

f)suplementy zawierające aminokwasy.

Podział suplementów diety ze względu na przeznaczenie:

a)suplementy wspomagające odchudzanie,

b)suplementy wspomagając układ odpornościowy,

c)suplementy wpływające na narządy układu ruchu,

d)suplementy wpływające na opóźnienie procesów starzenia,

e)suplementy wpływające na układ nerwowy, koncentrację oraz wzmacniające witalność,

f)suplementy wpływające na układ sercowo-naczyniowy,

g)suplementy wspomagające układ pokarmowy,

h)suplementy wpływające na stan skóry, paznokci i włosów,

i)suplementy dla sportowców,

j)suplementy stosowane w celu zmniejszenia ryzyka osteoporozy.

Normy polskie wskazują poziom średniego zapotrzebowania organizmu na daną witaminę czy składnik mineralny. W zależności od płci, stanu zdrowia, sposobu żywienia, wykonywanego zawodu i aktywności fizycznej, przebytych lub aktualnych chorób, stosowane używki i inne aspekty życia dobiera się dawki suplementów. Przed rozpoczęciem suplementacji warto jest ocenić swój stan zdrowia i określić, na które substancje organizm ma zapotrzebowanie i czy nie da się tego uzupełnić dietą. Jeśli decyzją lekarza lub dietetyka okaże się, że niezbędna jest suplementacja w celu poprawienia stanu zdrowia, niedoborów witamin czy minerałów wówczas można zdecydować się na nią.

Środki ostrożności przy wyborze i stosowaniu suplementów diety

W Polsce, aby wprowadzić dany suplement na rynek niewymagane jest uzyskanie pozwolenia Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Wprowadzając po raz pierwszy tego typu produkt do obrotu trzeba jedynie powiadomić Głównego Inspektora Sanitarnego, wskazując nazwę produktu i producenta oraz przedstawiając wzór oznakowania w języku polskim. Suplementy leków w odróżnieniu od leków nie podlegają ścisłym wymogom jakościowym. Oprócz tego, że kupowane suplementy mogą zawierać inne substancje czynne niż te podane w ulotce, ale również istnieje ryzyko, że zawierają substancje niedozwolone. Wiele suplementów jest zanieczyszczonych i oszukanych. Nie ma instytucji, która bada skład suplementów. Bywa, że w kapsułkach znajdują się dodane substancje zagrażające życiu. Biorąc te wszystkie fakty pod uwagę nie da się sprawdzić skuteczności danego suplementu.

W związku z tak małymi wymaganiami co do składu i skuteczności należy krytycznie podchodzić do przyjmowania tego typu środków. Dla prawidłowego funkcjonowania organizmu najważniejsza jest dieta. Powinna być tak zbilansowana by dostarczała wszystkich niezbędnych składników do rozwijania się organizmu oraz do utrzymywania go w zdrowiu. Powinna być to dieta przeciwzapalna, oparta na żywności nieprzetworzonej. W pokarmach, które spożywamy znajduje się dużo więcej substancji biologicznych w odpowiednich proporcjach i łatwo przyswajanych przez organizm. W suplementach nie da się wyprodukować wszystkich składników jakie znajdują się w owocach, warzywach czy dobrych białkach. Nie znajdziemy w kapsułkach czy tabletkach: polifenoli, antyoksydantów, związków aktywnych, enzymów czy błonnika.

Przed podjęciem decyzji o przyjmowaniu suplementu powinno się przeanalizować swój stan zdrowia, sposób odżywiania, przyjmowane leki, skonsultować się z lekarzem lub dietetykiem. Zbyt duże dawki suplementów mogą być szkodliwe dla zdrowia. Podczas przyjmowania leków jednoczesna niekontrolowana suplementacja może przyczynić się do powikłań zdrowotnych. Leki bowiem wchodzą w interakcje z witaminami, składnikami mineralnymi czy tak zwanymi super foods.

Suplementacja w codziennym życiu

Wiadomo już od dawna, że witaminy i składniki mineralne odgrywają ważną rolę w funkcjonowaniu komórek, tkanek, narządów i organów człowieka. Każdy z tych mikroelementów ma swoje znaczenie i niedobór któregoś z nich może wpłynąć na powstanie niektórych chorób przewlekłych. Niedobór któregokolwiek z tych składników może doprowadzić do zmian morfologicznych lub fizjologicznych. Zmiany te mogą powodować pogorszenie zdolności poznawczych, odporności na stres, zwiększenie wrażliwości na działanie czynników środowiskowych, zaburzenia wzrostu, itd. Jednak pamiętać trzeba, że w organizmie ludzkim istnieje równowaga i homeostaza. Każdy składnik występuje w odpowiedniej proporcji do innego a przekroczenie ilości jednego składnika, witaminy czy minerału względem innego może również przyczynić się do wystąpienia choroby.

Ważne jest też, aby zdawać sobie sprawę, że przyjmowanie suplementów powinno odbywać się według pewnych zasad. Są bowiem witaminy, minerały czy składniki odżywcze, które działają na siebie antagonistycznie i nie należy ich przyjmować łącznie. Są też takie, które wspierają się nawzajem i te powinno przyjmować się jednocześnie. Oprócz witamin istnieją też zioła czy warzywa, które wchodzą w interakcje z lekami. Warto pamiętać o najważniejszych czy najliczniejszych powiązaniach i potencjalnych skutkach interakcji. Zawrę tu kilka przykładów. Witaminy z grupy B powinno stosować się kompleksowo (uzupełniają się wzajemnie i minimalizuje się ryzyko zachwiania między mini subtelnej równowagi), preparatów z żelazem nie przyjmuje się z cynkiem, zbyt duże dawki żelaza utrudniają wchłanianie witaminy E.

Sok z grejpfruta zwiększa wielokrotnie stężenie statyn we krwi, leków nasercowych i innych. Aby zachować ostrożność należy zachować co najmniej 4-godzinny odstęp między spożyciem tych składników. Dziurawiec wchodzi w reakcje z lekami przeciwdepresyjnymi powodując zespół serotoninowy. Miłorząb japoński wpływa na krzepliwość. Stosowanie go razem z lekami na krzepliwość może powodować krwawienia. Krwawienia mogą pojawić się nie tylko w przewodzie pokarmowym, ale także w ośrodkowym układzie nerwowym. Miłorząb stosowany razem z lekami nasercowymi może wpływać na ciśnienie krwi. Żeń-szeń występuje często w suplementach witaminowych, których zadaniem ma być pobudzenie i wzmacnianie. Niestety wchodzi w liczne reakcje z lekami. Czosnek i cebula również bywają nieobojętne dla leków. Zielone warzywa: kapusta, kalafior, brukselka, brokuły, szpinak, zielony groszek, zmniejszają efekt przeciwzakrzepowy leków. (Food Forum, nr 1(47)/2022, Brandys Anna, artykuł: „Interakcje pomiędzy składnikami diety a lekami”, str. 44-47). Błonnik zmniejsza wchłanianie składników odżywczych, witamin,

Prawidłowo skomponowana dieta powinna dostarczać wszystkie potrzebne składniki odżywcze dla naszego organizmu. Tak jest w teorii. Zdarza się jednak, że populacja ludzka ma niedobory w zakresie jakiejś substancji i badania na to wyraźnie wskazują. Tak jak w każdej dziedzinie życia, tak i tutaj mamy do czynienia ze zwolennikami suplementowania się, jak i z przeciwnikami. Jedni i drudzy mają swoje argumenty. Suplementacja powinna być dobierana indywidualnie, jednak doskonale wiemy, że nie można liczyć na polską opiekę zdrowotną w tym zakresie. W dalszym ciągu bywa, że lekarze bardziej skłonni są do wypisywania leków na receptę lub bez recepty, aniżeli do skierowania pacjenta na wyniki krwi i wskazanie niedoborów witamin. W związku z tym często pacjent sam decyduje się na rozpoczęcie procesu suplementacji „na własną rękę” nie zdając sobie sprawy, że niewinna herbatka ziołowa czy witamina mogą zmienić działanie branego leku. Istnieją jednak składniki, które według wielu dietetyków należy suplementować nawet bez konsultacji z lekarzem. Do nich zaliczają się: witamina D3, kwasy omega3, magnez oraz witaminy z grupy B. Jeżeli postanowiliśmy przeprowadzić suplementację, to należy pamiętać, że trzeba znaleźć wiarygodnego producenta suplementów. Wiarygodnego, czyli takiego, który uczciwie podchodzi do wyprodukowania danej witaminy czy mikroelementu. Zawartość opakowani nie powinna zawierać substancji szkodliwych dla zdrowia, zbyt wielu wypełniaczy, dodatkowego cukru czy innych „dodatków”. Na opakowaniu suplementu powinno widnieć: określenie „suplement diety”, nazwę kategorii składników odżywczych charakteryzujących dany produkt (lub wskazanie ich właściwości), dawkę produktu zalecaną ciągu dnia, ostrzeżenie o nieprzekraczaniu danej dawki w ciągu dnia, informacja, że suplement diety nie może być stosowany jako zamiennik zdrowej/zróżnicowanej diety, informacja, że suplement diety musi być przechowywany we właściwych warunkach i z dala od dzieci. Ponadto powinna być zawarta informacja o przeliczeniu procentowym danego składnika odżywczego czy witaminy odnośnie dziennego zalecanego spożycia w ciągu dnia. Należy także pamiętać, że suplementy mogą wchodzić i często wchodzą w różne reakcje z lekami. Przed przyjmowaniem jakiegokolwiek preparatu z witaminami, mikroelementami czy wyciągiem roślinnym należy dokładnie zapoznać się z ewentualnymi działaniami niepożądanymi wskutek połączenia się składników.

Literatura:

  1. Ihnatowicz, P., Suplementy. Wszystko, co musisz wiedzieć, aby bezpiecznie i skutecznie wspierać swój organizm, Wydawnictwo Znak, Kraków 2023
  2. Maffeis, G., Magnez. Pierwiastek życia, Agencja Wydawnicza Jerzy Mostowski, Warszawa 2015 (pozycja polecana przez dr Jadwigę Górnicką)
  3. Grzymisławski, M., (red.), Dietetyka kliniczna, PZWL Wydawnictwo Lekarskie, Warszawa 2020
  4. Włodarek, D., Lange, E., Kozłowska, L., Głąbska, D. Dietoterapia. PZWL, Warszawa 2015.
  5. Cohen, S., Cukrzyca bez lekarstw, Oficyna Wydawnicza ABA, Warszawa 2018
  6. Świątkowska, K., Mity medyczne, które mogą zabić. Fakty, które ratują życie. O tym producenci leków mówią tylko po cichu. Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2016
  7.    Junger A., Dieta oczyszczająca jelit, MT Biznes, Warszawa 2015
  8. Pedre V., Szczęśliwe jelita, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019
  9. Vollmer, J.B., Zdrowe jelita zdrowe życie, Vital, Białystok, 2017
  10. Łyszczek, M., Suplementy od A do Z, Wydawnictwo Publikat, Poznań 2022
  11.  Bulsiewicz, W., Zdrowie energia lekkość. Błonnikowy program dla jelit, JK Wydawnictwo, Łódź 2022
  12. Mizera, J., Mizera, K., Dietetyka sportowa, co jeść by trenować efektywnie, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2017
  13. Campbell, T. M., Campbell T., C., Nowoczesne zasady odżywiania, Wydawnictwo Galaktyka, wydanie 2, Łódź 2021
  14. Strunz, U., Witaminy, czy i dlaczego pomagają. Kiedy i jak bezpiecznie je stosować, Wydawnictwo Vital, Białystok 2019
  15. Masley, S., Zdrowy mózg, Czarna Owca, Warszawa, 2019
  16. Verburgh, K., Klepsydra żywienia, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2015
  17. Joop, A., Minerały niezbędne w codziennej diecie, Wydawnictwo Vital, Białystok 2018
  18. Michalden, A., Zamień leczenie na jedzenie, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2020
  19. Myers, A., Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne, Wydawnictwo Vital, Białystok 2020
  20. Campbell, Ralph K., Saul, Andrew W., Choroby dzieci. Leczenie mega dawkami witamin”, Oficyna Wydawnicza ABA, Warszwa 2017
  21. Holistic Health, nr 5/2023, artykuł „7 naturalnych substancji ratujących życie”, str. 18-30.
  22. Food Forum, nr 5(45)/2021, Wojciechowska Olga, artykuł „Stosowanie probiotyków u osób aktywnych fizycznie”, str. 15-18
  23. Food Forum, nr 1(47)/2022, Brandys Anna, artykuł: „Interakcje pomiędzy składnikami diety a lekami”, str. 44-47
  24. Food Forum, nr6(46)/2021, Przewoźny Zuzanna, artykuł: „Choroby autoimmunologiczne a dieta i suplementacja”, str. 35-38
Środki ostrożności –
SUPLEMENTY Diety

 

Wpływ aktywności fizycznej na mózg (uczenie się i pamięć) 

…i resztę ciała

 

 

„Ruch to przepływ, to życie i stymulacja maszynerii biochemicznych. Bezruch z kolei możemy porównać do zastoju i zatrzymania (co oczywiście także jest potrzebne i stanowi jeden z fundamentów regeneracji), jednak wiemy, że powinien nieustannie przeplatać się z aktywnością.”

Dr Asia Podgórska

 

„Mózg staje się inteligentniejszy, gdy uważa, że może się taki stać”.

Marco Magrini

 

„Niewielka aktywność wpływa na ponad 100 różnych genów. Wystarczy od 20-30 minut aktywności fizycznej dziennie, by uaktywnić setki genów”.

Anders Hansen

Człowiek stworzony jest do ruchu i przemieszczania się. Fundamentalnym elementem istnienia naszego gatunku i nas samych jako jednostek jest stymulacja mięśni. W kręgach naukowych mówi się nawet, że ludzki mózg ewaluował po to, żeby organizm mógł się poruszać. Odżywianie mózgu poprzez ruch cały czas jest niezbędne do utrzymania jego zdrowia i wydajności. Cywilizacja doprowadziła do tego, że nie czujemy potrzeby ciągłego ruchu, ale nasz mózg czuje. Stąd wynikają różnorodne problemy w zakresie działania i zdrowia, zarówno tego kluczowego dla nas narządu, jak i reszty ciała.

Geny, które posiadamy to wynik milionów lat rozwijania się, udoskonalania lub… ewolucji. Od dziesiątków tysięcy lat mają niezmienioną formę. Obecnie ludzie żyją całkowicie innym życiem, w którym aktywność fizyczna zeszła na daleki plan, bowiem ruch nie jest niezbędny do przetrwania. W konsekwencji współczesny człowiek zminimalizował chęć ruchu. Ale… nasze geny w dalszym ciągu dostosowane są do stylu życia ludzi sprzed 5000-10000 lat. Wtedy większość dnia ludzie spędzali chodząc, planując jak zdobyć pożywienie, uciekając przed drapieżnikami, jedząc tylko wtedy, kiedy zdobyli pożywienie.

Bezruch zabija mózg i całe ciało. Ciągłe siedzenie prowadzi do przedwczesnej śmierci. Ocenia się, że co roku na świecie będzie umierało ponad 5 milionów ludzi z powodu braku ruchu. Organizm człowieka stworzony jest do poruszania się i bycia w ciągłej drodze. Jeśli ta potrzeba nie jest zaspokojona, dopadną skutki „kanapowego” trybu życia. Siedzenie lub leżenie powyżej 8 godzin dziennie znacznie zwiększa ryzyko pojawienia się chorób sercowo-naczyniowych, neurodegeneracyjnych, nowotworów, problemów kostnych.

Jesteśmy gatunkiem stworzonym do poruszania się i przemieszczania! Ćwiczenia fizyczne są jednym z najbardziej efektywnych sposobów na poprawę funkcji poznawczych, redukowanie stresu, pozytywne nastawienie do życia i ludzi.

Terminem aktywność fizyczna można objąć wszystko, co sprawia, że poruszamy się i nasze ciało spala kalorie. Może to być: chodzenie po schodach, spacer, regularne ćwiczenia, jazda konna, taniec, sporty zimowe czy letnie, spacer z psem, stanie zamiast siedzenia, itd. Każda forma ruchu powoduje zwiększenie dopływu krwi do mózgu. W ten sposób dostarczana jest większa ilość tlenu, składników odżywczych i innych niezbędnych substancji do naszego ośrodka dowodzenia. Ruch zwiększa rozmiar hipokampu, odpowiedzialnego między innymi za pamięć.

Każdego dnia naukowcy, obserwują bardzo silny związek między aktywnością fizyczną, a funkcjonowaniem mózgu. Przeprowadzono wiele badań, związanych z wpływem ruchu na efekty uczenia się i okazuje się, że aktywność fizyczna ma pozytywny wpływ na pamięć, koncentrację i zachowanie. Podnosi także poziom zaangażowania w naukę, wzbudza ciekawość i kreatywność.

Regularna aktywność fizyczna przyczynia się do modelowania naszego mózgu. Uczniowie czy studenci, ruszający się, uprawiający sport, mają lepsze wyniki w nauce, aniżeli ci, którzy siedzą przed telewizorami i komputerami. Iloraz inteligencji sprawdzany za pomocą testów również wypada dużo lepiej u osób uprawiających jakąkolwiek aktywność fizyczną. Co więcej, jeśli będziesz ćwiczył fizycznie – staniesz się bardziej kreatywny! Podczas ćwiczeń mózg jest bardziej ukrwiony, czyli wzrasta przepływ krwi, utleniając w ten sposób komórki mózgowe. Wówczas nasza prywatna mega maszyna pracuje lepiej, efektywnie. Co więcej – zwiększony przepływ krwi i lepsze utlenienie mózgu przekłada się na wyższą przyswajalność składników odżywczych z pożywienia. W ten sposób z grubsza rozwiązaliśmy tajemnicę lepszej pracy mózgu po ćwiczeniach fizycznych. Rzecz jasna aktywność nie może się ograniczać do sporadycznych porywów, a musi być systematyczna. Wówczas efekty będą widoczne.

Dlaczego ruch ma tak wielki wpływ na pamięć  uczenie się? Kiedy systematycznie ruszamy się powiększa się nasz hipokamp. To on odpowiada między innymi za pamięć i uczenie się. Dzięki ćwiczeniom, codziennemu ruchowi powiększa się kora przedczołowa, dzięki której lepiej wyciągamy wnioski i podejmujemy decyzje. Ćwiczenia fizyczne przyczyniają się do wzrostu i długowieczności neuronów. W różnych obszarach mózgu pod wpływem systematycznie uprawianej aktywności fizycznej poszarza się istota szara (a zwłaszcza w korze przedczołowej i hipokampie). Aktywność fizyczna przyczynia się do usprawnienia komunikacji między płatami: czołowym, skroniowym i potylicznym.

Najbardziej pierwotną formą ruchu, od momentu kiedy stanęliśmy wyprostowani na dwóch nogach – jest chodzenie. To prosty sposób na utrzymanie zdrowia, zadowolenia z życia, dotlenienia mózgu, homeostazy psychicznej.

Człowiek ewolucyjnie stworzony jest do chodzenia. Mózg  doszedł do obecnego poziomu funkcjonowania, dzięki bardzo dużej aktywności fizycznej w długim okresie ewolucji. Dwa miliony lat temu, kiedy to nasi dalecy przodkowie stali się łowcami i zbieraczami, musieli pokonywać bardzo dalekie odległości, aby zdobyć pokarm. Ten wysiłek przyczynił się prawdopodobnie do rozwoju mózgu. Stąd obecnie, aby zdrowo żyć – oprócz prawidłowej diety, potrzebujemy ruchu. Warto uzmysłowić sobie, że nie trzeba wykonywać wielkiego wysiłku, ponad swoje możliwości. Wystarczy, że codziennie będzie się szybko spacerować przez około pół godziny – i już Twój mózg będzie sprawniej pracować! Zamiast jechać samochodem czy autobusem, warto iść piechotą!

Ważne by być świadomym tego, że aktywność fizyczna to nie tylko dobry wpływ na mózg, myślenie i pamięć. To także fantastyczne wzmocnienie serca, płuc, podnoszenie odporności organizmu, obniżenie ryzyka chorób infekcyjnych czy przewlekłych. Aktywność fizyczna sprawia, że dobrze śpimy, jesteśmy szczęśliwi i mamy wyższą wydajność organizmu. Tym samym mamy większą motywację do nauki i zdobywania nowych umiejętności, ponieważ zwyczajnie odnotowujemy sens naszych działań poprzedzonych sukcesami! Wiele funkcji życiowych nie przebiega prawidłowo, jeśli nie poruszamy się wystarczająco dużo w ciągu dnia.

Kiedy człowiek jest aktywny fizycznie, (czyli nie siedzi w miejscu w pozycji skrzywionej i nieruchomej), wówczas mózg w większym zakresie wytwarza między innymi takie neuroprzekaźniki jak: serotonina, dopamina, noradrenalina oraz endorfiny. Dzięki tym substancjom czujemy się dobrze, pewnie, chce nam się żyć!  Ta pewność siebie i chęć do nauki sprawia, że opanowujemy więcej wiedzy niż byśmy siedzieli w miejscu i tylko uczyli się. Oprócz walorów czysto fizycznych i mierzalnych (takich jak wyniki w testach), mamy też korzyści ze społecznego funkcjonowania, wiary w siebie, rozwijanie swoich pasji, panowania nad emocjami.

Skutkiem braku ruchu może okazać się, że będziesz mieć problem z czytaniem ze zrozumieniem, pisaniem, a nawet wyrażaniem swoich emocji.

Brak ruchu jest przyczyną:

– co piątego przypadku choroby wieńcowej,

– co dziesiątego przypadku udaru,

– co siódmego przypadku cukrzycy wieku dorosłego,

– co siódmego przypadku nowotworu jelita grubego,

Co dziesiątego przypadku nowotworu piersi.

 

Korzyści płynące z aktywności fizycznej:

– przedłużenie życia o kilka lat,

– poprawa jakości życia,

– poprawa pamięci i zdolności koncentracji,

– zmniejszenie zagrożenia depresja i stanami lękowymi,

– ochrona przed: choroba wieńcowa, udarem cukrzycą wieku dorosłego, osteoporozą, demencją,

– zmniejszenie zagrożenia nowotworem piersi i jelita grubego,

– utrzymanie wagi ciała.

Zatem ruszaj się po zdrowie!

 

 

GARŚĆ CIEKAWOSTEK

Z punktu widzenia ewolucji człowieka – pierwszy raz w dziejach naszego gatunku w ogóle nie ruszamy się. Setki tysięcy lat temu, a nawet w mniej odległej przeszłości – ludzie chodzili POKONUJĄC BARDZO DŁUGIE ODLEGŁOŚCI. We wcześniejszych dziejach człowiek polował, co wiązało się z setkami kilometrów wędrówek za zwierzyną. Rzeczą oczywistą wówczas było to, że nie zawsze chodziło się z pełnym brzuchem. Obecnie przy dramatycznym braku ruchu, dodatkowo człowiek jest obciążony nadmierną ilością spożywanego pożywienia (które bierze się bez nadmiernego fizycznego wysiłku), a oprócz tego pożywienie to jest przetworzone z nadmiarem rozmaitych toksyn.

Trzy podstawowe wymogi energetyczne dla naszego mózgu to: pożywienie, aktywność fizyczna oraz sen. Do tego można jeszcze dodać odpoczynek/relaks/pasje/śmiech, bez których ludzki mózg nie będzie istniał w pełnym zdrowiu. Można urodzić się najinteligentniejszym człowiekiem na świecie, ale jeśli nie zapewni się swojemu mózgowi odpowiedniego pożywienia i nawodnienia, nie dostarczy się codziennej dawki ruchu fizycznego i snu oraz jeśli systematycznie nie zrelaksuje się go – wówczas mózg „zatrze się jak silnik bez oleju”.

Zarówno pamięć, jak i uczenie się – w toku ewolucji rozwinęły się po to, by unikać zagrożeń. W pewnym czasie w burzliwych dziejach Ziemi gatunki zaczęły na siebie polować. Wówczas to zmuszone były do identyfikowania zagrożeń i zapamiętywania ich do kolejnego razu. Pamięć przestrzenna wykształciła się po to, by sprawniej poruszać się w otoczeniu (umiejętność potrzebna i drapieżnikom, i ofiarom). Ludzka pamięć działa na zasadzie skojarzeń (mechanizmów asocjacyjnych). Pamięć długotrwała kataloguje informacje, magazynuje i w razie potrzeby je odnajduje. Cały ten proces zapamiętywania związany jest z uczeniem się, czyli wzmacnianiem synaps. Celem zapamiętania czegoś – musimy dany materiał powtarzać. Jednakże samo powtarzanie do niczego nas nie doprowadzi – jeśli nie będzie towarzyszyła temu motywacja wewnętrzna, ciekawość i nagroda.

Ośrodkami mózgu odpowiedzialnymi za uczenie się i pamięć są hipokampy (uczenie się i pamięć przestrzenna) i ciała migdałowate (proces konsolidacji pamięci długotrwałej), które umieszczone są w obu półkulach.  Niestety, z wiekiem te części mózgu kurczą się, stąd z upływem lat, jeśli nie trenujemy mózgu na różne sposoby, wówczas coraz trudniej nam się uczyć. Ten proces zanikania komórek hipokampu rozpoczyna się już od 20. roku życia. Jednak nie należy załamywać się, bowiem komórki mózgowe są plastyczne, można trenować przez całe życie. Formą takiego treningu mózgu jest między innymi ruch. Okazuje się, ze podczas aktywności fizycznej komórki mózgowe regenerują się. Ba! Powstają nowe komórki, rosną niejako mięśnie u sportowca! Proces powstawania nowych komórek mózgowych nazywa się neurogenezą. Nasze mózgi zmieniają się nieustannie. Wystarczy, że obejrzysz jakiś program, zagrasz w nową grę komputerową, porozmawiasz z kolegą – każda nowa informacja, każde doświadczenie – zmienia twój mózg pod względem fizycznym, coś przesuwa się w nanoświecie neuronów.

Każda godzina spędzona na oglądaniu telewizji skraca życie o średnio 22 minuty? A JEŚLI DODAMY TERAZ DO TEGO PANDEMIĘ SIEDZENIA PRZED TELETOANMI (ZWŁASZCZA DZIECI) !!! Dwie godziny dziennie przed telewizorem skracają życie przeciętnego człowieka o ponad półtora roku. W przeciwieństwie do tego – ruch: taniec, pływanie, spacery, joga, itp. – rozwijają nasz mózg, usprawniają pamięć i koncentrację, przedłużają życie!

ZADANIEM DOROSŁYCH POWINNO BYĆ ZAPOBIEGANIE PATOLOGIOM ZWIĄZANYM Z BRAKIEM RUCHU U DZIECI, A NIE KUPOWIANIE KOLEJNEGO MODELU TELEFONU, PLAY STATION CZY TELEWIZORA!

Bowiem dzieci, które ruszają się minimum 40 – 60 minut dziennie:

– mają większą zdolność koncentracji i wyższą samoocenę,

– lepiej znoszą stres,

– mogą być lepsze w przedmiotach teoretycznych w szkole,

– dzieci ruszające się, biegające, itd. są lepsze z matematyki i języków,

– szybciej, sprawniej i bardziej odpowiedzialnie podejmują decyzje,

– zmniejszony jest u nich strach i niepokój,

– cechuje je większa kreatywność,

– maja wyższą odporność na choroby,

– przedłużają sobie życie,

– poprawiają kondycję na całe życie

 

ZADANIE:

Zapisuj swoją codzienną aktywność fizyczną. Może to być spacer, pozycja stojąca podczas odrabiania pracy domowej, robienie brzuszków podczas oglądania telewizji, pobyt na świeżym powietrzu, itp. Postaraj się, aby każdego dnia móc z czystym sumieniem coś wpisać. Jednym zdaniem – NIE OSZUKUJEMY!

  

Aktywność fizyczna

1.

Poniedziałek

 

2.

Wtorek

 

3.

Środa

 

4.

Czwartek

 

5.

Piątek

 

6.

Sobota

 

7.

Niedziela

 

Literatura:

  1. Podgórska, A., Tak działa mózg. Jak mądzre dbać o jego funkcjonowanie., Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2023.
  2. Hansen, A., Sundberg, C. J., Projekt zdrowie. Szwedzki poradnik inteligenta, Wydawnictwo Smak Słowa, Sopot 2017
  3. O czym lekarze ci nie powiedzą, nr 9 (2019) , artykuł: Rośnij zdrowo, str. 26-33
  4. O czym lekarze ci nie powiedzą, nr 9 (2019) , artykuł: Mały bystrzak, str. 34-37
  5. O czym lekarze ci nie powiedzą, nr 2 (20219), artykuł: Skazani na odsiadkę, str. 24-31
  6. O czym lekarze ci nie powiedzą, nr 3 (2019), artykuł Oczyszczający ruch, str. 38-41
  7. Robinson, K., Aronica, Lou., Ty, Twoje Dziecko i Szkoła, Wydawnictwo Element, Gliwice, 2018
  8. Magrini, M., Mózg. Podręcznik użytkownika. Uproszczona instrukcja obsługi najbardziej skomplikowanej maszyny świata, JK Wydawnictwo, Łódź 2021
  9. Wyszomirski, K., Biohaking 2, Przewodnik dla zaawansowanych, Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2021
  10. Bryson, B., Ciało. Instrukcja dla użytkownika. Wydawnictwo Zysk i Spółka, Poznań 2022
  11. Sherzai, D., Sherzai, A., Sposób na Alzheimera, Wydawnicteo Albatros, Warszawa 2018
A bakterie żyją sobie cichutko…

Fascynujący świat przyrody każdego dnia mnie zadziwia. Zatrważa mnie także fakt ignorowania przez ludzi, że są jedynie częścią przyrody. Człowiek nie jest królem świata zwierząt i roślin – a tylko jej składową częścią. Gdyby gatunek ludzki nagle wymarł, przyroda świetnie by sobie z tą stratą poradziła. A nawet jestem zdania, że dobrze na tej stracie wyszłaby. Splot wydarzeń w dziejach przyrody sprawił, że człowiek jest tym, kim jest. Nikt nie dał mu to prawa do niszczenia wszystkiego, czego dotknie się. A jednak niszczy.

Na ironię losu – człowiek niszczy również swój gatunek! Idzie mu to całkiem nieźle!

Mikroorganizmami, które istnieją od czasów powstania pierwszej komórki – są bakterie. One przetrwają w najtrudniejszych warunkach. Traf chciał, że za swój dom w obecnym przedziale dziejów świata wybrały między innymi: trzewia, skórę, jamę ustną, mózg, stawy, itd. w ciele człowieka. Właściwie to dzięki nim człowiek żyje…

Dążenie człowieka do samozagłady poprzez sferę żywieniową, szpikowania chemią wszystkiego, co się da, modyfikacji genetycznych, nadużywania antybiotyków, braku ruchu , itp., z roku na rok zbiera żniwo w postaci zmasowanych różnorodnych chorób fizycznych, alergii, chorób psychicznych, a co za tym idzie – początku zapaści opieki zdrowotnej.

I tak oto – inteligencja, do której dążyła ewolucja… okazała się…

 

A bakterie żyją sobie cichutko…

 

„Geny ładują pistolet, a styl życia pociąga za spust”

Z książki „Zdrowie, energia, lekkość.

Błonnikowy program dla jelit”

Will Bulsiewicz

 

„Wszelka choroba ma swoje źródło w trzewiach”

„Złe trawienie jest przyczyną wszelkiego zła”

Hipokrates (ojciec w spółczesnej medycyny)

 

Jelita to nasz „drugi mózg”. Zarówno układ nerwowy mózgu, jak i układ nerwowy jelit wywodzą się z tych samych komórek embrionalnych. Te części ciała powstają ze wspólnej tkanki! Na osi jelita – mikrobron – układ odpornościowy – mózg odbywa się nieustanny ruch czteropasmowy!

Jelita i mózg znajdują się daleko od siebie, jednak łączy je nerw błędny. Biegnie z pnia mózgu aż do jelit, zahaczając i oplatając gardło, krtań, serce, żołądek, itd. Nerw ten jest najdłuższym nerwem w organizmie, który łączy układ pokarmowy z ośrodkowym układem nerwowym. Nerw błędny odgrywa ważną rolę w trawieniu pokarmów. Jego funkcja podstawowa to zapewnienie „dwukierunkowych transmisji sygnałów pomiędzy mózgiem a jelitami”. Mózg i jelita to towarzysze na dobre i na złe. Co sekundę ponad 500 milionów komórek nerwowych znajdujących się w twoich jelitach wysyła raport do mózgu!

A co tam słychać w tych jelitach?

Masz w nich około 1,5 do 2 kg  (około 39 bilionów) mikroorganizmów, w większości są to przyjazne bakterie, które wspomagają Twoje zdrowie na wielu płaszczyznach. Można powiedzieć, że tylko w 10% jesteś człowiekiem, a pozostałe 90% to bakterie. Jesteś ekosystemem dla: eubakterii, grzybów, arche bakterii i protisty.  Żyje w tobie ponad od 300 do 1000 różnych gatunków bakterii.

Mikrobiota pełni rolę dbania o nasze zdrowie. Dlaczego? Bo w zasadzie dba o swoje zdrowie – a ty po prostu jesteś im potrzebny do bycia ich środowiskiem. Bakterie w jelitach produkują witaminy, hormony, neuroprzekaźniki, które wpływają na twoje zdrowie i samopoczucie oraz na sprawność psychiczną, mają na bieżąco wpływ na działanie mózgu, stąd bakterie te, (jeśli o nie nie dbasz) mogą doprowadzić nawet do choroby psychicznej. Stan emocjonalny i umysłowy zależy od stanu naszych jelit. Depresja, zaburzenia lękowe, autyzm i inne tego typu problemy mogą zależeć od kondycji jelit. Mało tego! Odporność organizmu oraz poczucie szczęścia (serotonina) zależą od zdrowia jelit. Ponad 70% odporności zależy od kondycji Twoich trzewi. Nie da się rozdzielić mikrobioty od układu odpornościowego. Jeśli zaszkodzisz jednemu, to także drugi układ ucierpi. Co więcej bakterie jelitowe komunikują się z mózgiem również przy pomocy układu odpornościowego, a także przy pomocy wydzielanych przez siebie neuroprzekaźników i hormonów.

Skuteczność uczenia się nowych rzeczy, pamięć, kreatywność, dostosowywanie się do nowych warunków życia – również zależą w ogromnej mierze od bakterii jelitowych. Jeżeli nie dba się o ich zdrowie, wówczas mogą one wywołać stany zapalne w mózgu, które mają szkodliwy wpływ na pamięć. Napisano już wiele książek odnośnie wpływu kondycji bakterii w jelitach na nasz mózg! Pamiętaj, że mózg ten w głowie cały czas jest w kontakcie z „mózgiem” w jelitach.  Naukowcy uważają, że nasze myśli, kreatywność, chęć życia uzależnione są od składu flory bakteryjnej w jelitach.

 

Nasi przyjaciele w jelitach dostarczają nam niezbędnych witamin, metabolizują substancje trawienne zwane kwasami żółciowymi, detoksykują obce związki chemiczne, trawią błonnik spożywczy i cukry złożone. Tym samym oczyszczają nasz organizm, wspomagają układ trawienny, układ nerwowy i krwionośny.

Mikroflora w jelitach trawi to, co jest niemożliwe do strawienia! Zaspokaja blisko 10% potrzeb energetycznych człowieka. Trawienie poprzez wchłanianie substancji odżywczych odbywa się wyłącznie w jelicie cienkim. Nie ma tu, a przynajmniej nie powinno być wielu bakterii. Znajdują się one natomiast w jelicie grubym. Resztki pokarmu z jelita cienkiego przechodzą do grubego – i tutaj zaczyna się zabawa. 😉 W zależności od tego, co zjadłeś.

Jedzenie wpływa na kształt sygnałów chemicznych wysyłanych do mózgu poprzez nerw błędny. Od tych sygnałów zależy czy będziemy czuć się dobrze, pełni energii czy przygnębieni i bez energii do działania.

Bakterie przyjazne twojemu organizmowi nie znoszą przetworzonego jedzenia, sztucznych suplementów, metali ciężkich, używek (oprócz kawy – kawa akurat ma dużo plusów 😉). Każdy twój wybór żywieniowy zasila inną partię bakterii. Niezdrowe jedzenie żywi niezdrowe bakterie.

W jelitach mieszczą się też grzyby, nieprzyjazne bakterie, które cały czas toczą walkę z tymi dobrymi bakteriami. Przez 24 godziny na dobę jelita są polem walki o przetrwanie.

Co wspomaga nasze bakterie? Zdrowe odżywianie się, ruch, pasje, woda, towarzystwo. Czyli znowu to samo, co wcześniej! Widzisz? Organizm to naczynie połączone. To, co jest dobre dla mózgu – jest dobre dla jelit i całego organizmu. Bo to, co dobre dla jelit – wpływa na mózg!

Dużym zagrożeniem dla jelit i w związku z tym całego organizmu jest nadmierne i nieuzasadnione przyjmowanie antybiotyków, które oprócz unicestwiania złych bakterii powodujących daną chorobę – niszczą również te dobre. Warto, być świadomym tej zależności i skutków. Ale także przetworzone potrawy, fast foody czy słodycze mają zły wpływ na proporcje dobrych i złych bakterii.

Mikroflora jelitowa jest centrum dowodzenia naszym zdrowiem! Właściwie 80% chorób wywoływane jest złą kondycją jelit. Pozostałe 20% to choroby o podłożu genetycznym.

Jak należy wspomagać jelita oprócz typowego zdrowego odżywiania się bez dodatków chemicznych? Czy słyszałeś o probiotykach i prebiotykach?

Probiotyki to żywe szczepy bakterii, które, gdy pojawią się w odpowiednio dużej ilości pełnią funkcję korzystną dla swego gospodarza. To między innymi forma kapsułki z dobrymi bakteriami, które można kupić w aptece czy dobrym sklepie. Zawierają różne szczepy bakterii, które dostarcza się organizmowi celu natychmiastowego odzyskania przez niego równowagi w mikroflorze bakteryjnej. Bakterie jelitowe, mikrobom, chronią przed wieloma chorobami autoimmunologicznymi, chorobami jelit, z rakiem jelit włącznie. W ramach dostarczania probiotyków możesz również spożywać np. jogurt naturalny, kiszoną kapustę, kiszone ogórki, chleb na zakwasie, zakwas buraczany, i inne. Przeczytaj jednak najpierw skład tych produktów, aby były rzeczywiście naturalne i koniecznie niesłodzone cukrem!

Prebiotyki to pożywienie wspomagające rozwój korzystnej flory bakteryjnej. Są to składniki pokarmowe, które nie podlegają trawieniu. Stymulują one w jelicie grubym wzrost własnych bakterii jelitowych, które zakłada się, że poprawiają fizjologię organizmu gospodarza. Przede wszystkim wchodzi tu błonnik, który stanowi dużą część pożywienia dla naszych bakterii jelitowych. Przyśpiesza ich wzrost i w naturalny sposób prowadzi do szybkiego przetwarzania pokarmu, co ostatecznie poprawia także przebieg procesów trawiennych. Błonnik jak wiadomo, znajduje się w dużych ilościach w warzywach i owocach (owoce powinno spożywać się raz dziennie, najlepiej tylko w godzinach porannych), pestkach, pełnych ziarnach, orzechach, ryżu, siemieniu lnianym, soczewicy. Oprócz tego wymienić tu można cykorię, cebulę, por, karczochy, inulinę, zielone banany, szparagi, karczochy, zimny ugotowany ryż, zimne ugotowane ziemniaki,  inne.

Nasz mózg, jelita i żyjące w nich drobnoustroje porozumiewają się ze sobą w swoim języku biologicznym. Mikroby wpływają na nasze emocje, poczucie stresu, samoocenę, podejmowane przez nas decyzje. Jelita są naszym drugim mózgiem i tak powinno się je traktować, tym bardziej, że złożoność działania jest porównywalna z działaniem naszego mózgu. Do tego dochodzi niebagatelny wpływ serotoniny (hormonu, który sygnalizuje nam radość, zadowolenie z życia i dobrostan) – wg różnych źródeł w 90 – 97% produkowanej przez mikroby. Dużej części tego narkotyku szczęścia potrzebują bakterie jelitowe do swego funkcjonowania, więc to nie jest tak, że ich szlachetność nie zna miary. Właśnie dlatego to co jemy na wielki wpływ na ilość serotoniny w organizmie. Im więcej serotoniny zostanie zużytej to transportu jedzenia, tym mniej zostanie na potrzeby naszych uczuć. To co jemy ma także znaczenie w utrzymaniu równowagi w żywotności dobrych bakterii lub opanowaniu ich przez te złe (patogeny).

 Literatura:

  1. Bulsiewicz, W., Zdrowie, energia, lekkość. Błonnikowy program dla jelit, JK Wydawnictwo, Łódź 2022
  2. Pedre,  V., Szczęśliwe jelita, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019
  3. O czym lekarze ci nie powiedzą, Nr 9 (2021), artykuł: Jak wspomóc uczenie się?, Joanna Brejecka – Pamungkas str. 44-45
  4. O czym lekarze ci nie powiedzą, Nr 12 (2020), artykuł: Zawróć ze ścieżki neurodegeneracji, str. 48-53
  5. O czym lekarze ci nie powiedzą, Nr 8 (2020), artykuł: „Nakarm swój tajemniczy organ”, str. 36 – 40
  1. Wyszomirski, K., Biohaking 2, Przewodnik dla zaawansowanych, Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2021
  1. Naidoo, U., Dieta dla zdrowia psychicznego, JK Wydawnictwo, Łódź 2021
  2. Auquier, M. A., Wszystko zaczyna się od bakterii, Wydawnictwo Vivante, Białystok 2018
  3. Zschocke, A. K., Bakterie jelitowe kluczem do zdrowia, Wydawnictwo Vital, Białystok 2021
  4. Kass, A., Jelstad, J., Tajemnice odporności, Muza, Warszawa, 2020
  5. Sullivan, B., Więcej niż DNA, NationalGeographic, Burda Media Polska, Warszawa 2020
  6. Masley, S., Zdrowy mózg, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, 2018
  7. Schulte, A., Kupa szczęścia, Wydawnictwo Vital, Białystok, 2019
  8. Triaire, A., Zdrowie na talerzu, Wydawnictwo KDC, Warszawa, 2009
  9. Junger, A., Dieta oczyszczająca jelita, Laurum, Warszawa, 2015
  10. Pedre, V., Szczęśliwe jelita, Wydawnictwo kobiece, Białystok, 2019
  11. Vollmer, J.B., Zdrowe jelita zdrowe życie, Vital, Białystok, 2017
  12.  Popławska W., „Ile jest człowieka w człowieku?”,   www.wiolettapoplawska.pl, www.wiolettapoplawska.pl/artykuly/

UMIEJĘTNOŚĆ ZDROWEGO ODŻYWIANIA SIĘ I PROWADZENIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA POWINNY ZNALEŹĆ SIĘ NA LIŚCIE KOMPETEMCJI PRZYSZŁOŚCI I BYĆ NAUCZANE W SZKOŁACH I PRZEDSZKOLACH. 

Zajęcia z najmłodszymi dziećmi niosą ze sobą wiele radości i satysfakcji.  Małe dzieci są otwarte, zaciekawione, chłoną wiedzę, starają się wykonać coś na tyle dobrze, na ile pozwalają im możliwości. Nie są jeszcze zainfekowane tak zwaną cywilizacją, która niestety niszczy w ludziach to co najlepsze. 

Małe dzieci mówią, co myślą, nie owijają w bawełnę, nie kalkulują komu co powiedzieć, żeby im się opłacało… W takiej atmosferze miło się pracuje i przeprowadza zajęcia. 😉

Zajęcia dotyczyły między innymi podstaw zdrowego odżywiania się. Rozmowa dotyczyła witamin, warzyw, owoców, zdrowych słodyczy, itp.

———————————

Umiejętność zdrowego odżywiania się i prowadzenie zdrowego stylu życia – powinny zostać oficjalnie zakwalifikowane do kompetencji przyszłości i systematycznie kształtowane w drodze edukacji w szkołach i przedszkolach. 

Obecnie do kompetencji przyszłości zalicza się:

  1. Kreatywność
  2. Umiejętności przetwarzania i interpretacji złożonych informacji.
  3. Przedsiębiorczość i inicjatywa.
  4. Przywództwo i zarządzanie innymi.
  5. Podstawowe umiejętności cyfrowe.
  6. Zaawansowane umiejętności informatyczne i programowanie.

Wszystkie te kompetencje ze szczególną uwagą i dużymi środkami finansowymi – rozwijane są w szkołach. Edukacja nastawiona jest na komputeryzację, kształtowanie umiejętności posługiwania się komputerami, tabletami, elementami robotyki, kodowania i programowania, itd. Takie są wytyczne.

Dla mnie istotnym pytaniem jest: Dlaczego zapomina się o nawykach dotyczących zdrowia? Czy kreatywne myślenie i programowanie komputerów będzie możliwe przy ogromie chorób i dolegliwości, o których wiadomo, że będą ciemiężyć ludzi w niedalekiej przyszłości? jak organizm poradzi sobie z tymi „kompetencjami”, jeśli będzie niedożywiony, zgarbiony, nieszczęśliwy?

Coraz częściej mówi się o postępujących (w bardzo szybkim tempie) chorobach cywilizacyjnych. Choroby przewlekłe, nowotwory, depresje, inne, stają się plagą, epidemią 21 wieku. Niestety żywienie staje się coraz mniej jakościowe, organizmy są niedożywione, jakość pracy narządów ciała zwyczajnie obniża się.

Naukowcy, psycholodzy, lekarze, dietetycy biją na alarm. Rządzący kierują się innym tokiem myślenia. 😉

Już lekarze, psycholodzy, psychiatrzy maja ręce pełne roboty. Brakuje lekarzy zaś  chorób przybywa, a nie będzie wcale lepiej.

Jest duży rozdźwięk między tym jak być powinno, a tym jak jest.

Jadłospisy w przedszkolach i szkołach właściwie wołają o pomstę do nieba! Niestety wytyczne, które obowiązują placówki oświatowe są „nie na czasie”. Produkty typu biała mąka, biały cukier, gotowe paluszki rybne w panierce, ziemniaki pięć razy w tygodniu, mięso cztery razy w tygodniu, mleko, itd. są dalece odbiegające od promowania zdrowia. Ktoś, kto ustala wytyczne powinien zweryfikować swoją wiedzę. 

Reasumując – zdrowe odżywianie i zdrowy styl życia powinny być w czołówce kompetencji i umiejętności kształtowanych w szkołach i przedszkolach. Potrzebne tu jest ogromne wsparcie rządu, Ministerstwa, ludzi podejmujących decyzje i egzekwujących ich wykonywanie.

Trudno jest kształtować dobre nawyki żywieniowe dzieci i młodzieży, jeśli dorośli ignorują wagę tego obszaru życia. Ignorancję w tym temacie łatwo zauważyć patrząc na statystyki chorób dietozależnych, które stają się epidemią 21 wieku.

Według mojej filozofii życia najpierw należy zadbać o zdrowie, dobre samopoczucie, dostarczenie organizmowi odpowiedniej dawki wartościowego pożywienia i witamin, a dopiero potem brać się za komputery, kodowanie i programowanie.

Nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego przy obecnym stanie wiedzy na temat ważności prawidłowego odżywiania się – jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, by prowadzić profilaktykę chorób. Często możemy zapobiec chorobom poprzez zmianę diety.

Moim marzeniem jest, by w szkołach obowiązkowo uczono o wpływie diety i stylu życia na nasze zdrowie. By odgórnie wprowadzono takie przedmioty do szkół i zaczęto traktować to jako inwestycję. Profilaktyka chorób, a przez to oszczędność w obszarze wydatków na opiekę zdrowotną w przyszłości – to powinien być cel rządów rozmaitej maści.

Dzieci w kuchni.

Czy zajęcia kulinarne z dziećmi i młodzieżą, tudzież z ich rodzicami, mogą stać się sposobem na prowadzenie profilaktyki zdrowotnej społeczeństwa?

 

Proste hasło: „Dzieci w kuchni”, a może nieść ze sobą wiele treści, rozwiązań, działań, profilaktyki, itp. Może być przygodą, misją, sposobem na szczęście. Może być podtrzymywaniem więzi społecznych, przyczynić się do poznania nowych ludzi, zacieśniać więzi. Jeśli pójdziemy krok dalej i zaangażujemy także dorosłych w działania kulinarne – to mogą wyjść z tego całkiem fajne rezultaty. 😉

 

Pożywienie, które spożywamy jest częścią naszych ciał. To, co zjadamy wpływa na funkcjonowanie organizmu. Człowiek jako gatunek istnieje tylko dzięki temu, że od najbardziej swych prymitywnych postaci do dnia dzisiejszego – pije i je. Jedzenie to podstawa życia i egzystencji. Gdyby nie pożywienie setki milionów lat temu – jako gatunek nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy. Kiedy jest się głodnemu, niedożywionemu, wówczas nie interesujemy się wartościami wyższymi, nie rozmyślamy o dziełach sztuki czy  rozwiązaniu zadania matematycznego, bowiem zwyczajnie jesteśmy głodni. Woda, składniki mineralne, witaminy zawarte w pożywieniu sprawiają, że chce nam się żyć i pokonywać codzienne trudności. Brak wymienionych bogactw… nie zachęca do działań. W obecnych czasach sztuka kulinarna zaczyna osiągać miano dzieła sztuki. Powstaje mnóstwo książek, programów telewizyjnych czy kanałów w Internecie, pokazujących wspaniałą sztukę gotowania. Poznajemy coraz to nowe warzywa, owoce, których jeszcze kilka lat temu nie widzieliśmy na oczy. Naukowcy piszą artykuły o zdrowotnym, leczniczym czy profilaktycznym działaniu wielu warzyw, owoców, pestek czy ziół. Przyroda potrafi leczyć – co jest fascynujące.

Może powinno się to wykorzystać w kuchni z dziećmi?

Czy angażowanie dzieci w gotowanie może rozwijać ich inteligencję? Czy wspólne gotowanie rozwija umiejętność planowania, ćwiczy cierpliwość, uczy znoszenia porażki, zachwyca rezultatami? Czy gotowanie z dziećmi rozwija je motorycznie? Czy gotowanie z dziećmi uczy je pojęć matematycznych? Czy wyzwania kulinarne i potrzeba korzystania z przepisów uczy dzieci czytania ze zrozumieniem? Czy uczy logicznego myślenia? Czy poznawanie w kuchni poszczególnych produktów uczy je biologii, chemii, przyrody, fizyki? Czy wspólne przygotowywanie posiłków uczy współpracy? Czy uczy samego siebie, swoich możliwości, ograniczeń? Czy uczy podstaw zdrowego żywienia, które w obecnych czasach są bardzo ważne? Czy uczy działań profilaktycznych w zakresie zdrowia?

Uważam, że angażowanie dzieci w gotowanie, krojenie, przygotowywanie sałatek, zup, itp. uczy wielu umiejętności, które można posiąść tylko poprzez działania. Ośmielę się nawet postawić tezę, że wartość zajęć kulinarnych jest tak duża, że powinna znaleźć się w programach nauczania w szkołach jako część zajęć tzw. obowiązkowych. Warto wykorzystać naturalną potrzebę i chęć dzieci do przygotowywania posiłków. Dzieci to kochają!

 

Mierzymy się z plagą chorób przewlekłych, poważnie obciążających nasz system opieki zdrowotnej. Społeczeństwo mimo wysokiego stanu wiedzy na temat zdrowego żywienia, nadal lekceważy problem. Fabryki jedzenia, oparte na masowej produkcji substancji chemicznych, zwanych pożywieniem mają się dobrze. Dodatki chemiczne w jogurtach, konserwach, mięsie, makaronie, zupach błyskawicznych, i innych gotowych daniach, dosłownie przyprawiają o ból głowy, nerek, wątroby, serca, (i nie tylko). Społeczeństwo w większości przypadków bezkrytycznie podchodzi do sprawy robienia zakupów spożywczych w sklepach. Przekłada się to na masowe choroby przewlekłe, obniża poziom życia jednostek, rodzin, społeczeństwa.

Stoimy przed paradoksem: wiedza kontra wygoda.

Stoimy przed wyborem: zdrowie kontra choroby przewlekłe.

 

Dzisiejszy stan wiedzy mówi wprost, że większość artykułów spożywczych, które kupujemy w sklepach, przyczynia się do chorób. Gotowe pożywienie w plastikowych opakowaniach to bomba z opóźnionym zapłonem. Argumenty ludzi, że zdrowe jedzenie jest drogie i nie stać ich na nie, nie zawsze przemawiają. Często gotowe jedzenie jest droższe aniżeli produkty, z których można by wykonać danie całościowo. Człowiek nie potrzebuje ilościowo dużo jedzenia, a potrzebuje jakościowo dobre pożywienie – pełne witamin i składników mineralnych, których w gotowcach z białym cukrem i białą mąką – po prostu nie ma.

 

Stoimy przed przepaścią i powinniśmy wykonać „krok do tyłu”, jeżeli zależy nam na zdrowiu. Dosłownie – cofnijmy się do czasów naszych pradziadków! Nasze geny tkwią daleko w przeszłości, one nie nadążają za przemianami w zakresie żywienia i stylu życia. Pamiętać także należy, że zdrowie człowieka to nie tylko jedzenie. Zdrowie to stan ducha, to czyste powietrze, to dbanie o przyrodę, o zwierzęta. Zdrowie to życzliwość i pozytywne charaktery ludzkie nas otaczające.

Wioletta Popławska

Chcę podzielić się z Wami swoją wiedzą z zakresu
zdrowego żywienia, wychowania czy codziennego życia.
W związku z tym zamieszczam tu swoje artykuły
podejmujące różne tematy: zdrowotne, psychologiczne,
pedagogiczne, suplementacji czy żywieniowe. Wszystko
to napisane na bazie książek naukowych i artykułów z
czasopism branżowych.

 

 

Otyłość wśród dzieci. Odżywianie dzieci.

Zasady racjonalnego żywienia i błędy żywieniowe.

Otyłość to ogólnoustrojowa, przewlekła choroba metaboliczna, wynikająca z zaburzenia równowagi między poborem i wydatkowaniem energii (homeostazy energetycznej organizmu), objawiającą się zwiększeniem ilości tkanki tłuszczowej w organizmie (Tatoń J., Czech A., Bernas M., 2007, w Oblacińska A., 2013). Nadwaga wśród dzieci i młodzieży jest narastającym problemem w Polsce i na świecie. Obecnie nadwagę w Europie ma jedno dziecko na czworo.

Według badań 90% dzieci w Polsce odżywia się nieprawidłowo. Około 30% z nich ma nadwagę, cierpi na otyłość albo z niedożywienia. Niedożywienie to brak dostarczanych składników odżywczych  odpowiedzialnych za prawidłowy rozwój organizmu. Paradoksalnie można jeść bardzo dużo, być nawet otyłym – i jednocześnie niedożywionym. Z nadmierną masą ciała oraz z niedożywieniem wiążą się liczne choroby. Można tu wymienić między innymi: cukrzycę typu2, nadciśnienie, nowotwory, depresję (i inne problemy psychiczne), choroby autoimmunologiczne,  i wiele innych, które już dotykają dzieci. Badania wykazują także, że nadmierna masa ciała w dzieciństwie stwarza ryzyko rozwoju w dorosłym życiu nowotworów złośliwych (tj. rak przełyku, żołądka, trzustki, tarczycy, wątroby czy nerki).

W Polsce co piąte dziecko cierpi na nadwagę lub otyłość. Jest ich u nas około 22%. Niedożywionych dzieci w naszym kraju jest 8,6%. Na przestrzeni ostatnich 30 lat częstość występowania nadwagi i otyłości wśród dzieci zdecydowanie wzrosła. Z wyników badań wynika smutna prawda, że sytuacja zdrowotna dzieci i młodzieży w Polsce jest fatalna. Dzieci przyjmują nadmiar kalorii, spożywają za dużo tłuszczu, cukru i soli oraz za mało witamin C, D, E, folianów, wapnia, potasu, żelaza oraz wielu innych cennych składników pokarmowych.

Stwierdzono, że otyłość w wieku 6 lat pozwala w 25% przewidzieć otyłość w wieku dorosłym, natomiast otyłość w wieku 12 lat to 75% prawdopodobieństwa otyłości w dorosłości. Nadmierna masa ciała czy to u dzieci, czy u dorosłych wiąże się z negatywnymi następstwami zdrowotnymi zarówno w wieku dziecięcym, jak i dorosłym.

Z analizy jadłospisów przedszkolaków wynika, że u 71% dzieci dieta nie pokrywa dziennego zapotrzebowania na niektóre składniki odżywcze. Brakuje witamin i składników mineralnych (niedobór witamin C, D, E, folianów, wapnia, potasu i żelaza, cynku, miedzi i jodu) oraz dobrych tłuszczów  (przede wszystkim omega3). Ponadto dzieci często nie jedzą drugiego lub pierwszego śniadania, a jeśli jedzą to są to słodkie przekąski, niemające żadnych wartości odżywczych, a tylko puste kalorie i niesione ze sobą zagrożenie utraty zdrowia. Owe słodkie przekąski wręcz zabijają obecne witaminy czy składniki mineralne, ponieważ mają w sobie rafinowany cukier lub/i rafinowaną mąkę. Kajzerka z wędliną być może wygląda niewinne – ale taka niewinna nie jest. Niewystarczające spożycie cynku, żelaza, wit.C, A oraz E mogą wpływać na występowanie stanów zapalnych, podwyższonego poziomu cholesterolu we krwi, słabszej wrażliwości insulinowej. Niedobór wielonienasyconych kwasów tłuszczowych może być powiązany z wystąpieniem problemów z czytaniem, słabszą zdolnością literowania, rozwiązywania zadań wymagających zapamiętywania lub/i logicznego myślenia. Ponadto może przyczynić się do nasilenia problemów dyslektycznych.

Obserwuje się, że dzieci i młodzież nie jedzą regularnie oraz nie spożywają odpowiedniej ilości posiłków. Śniadanie powinno zaspokajać około ¼ dziennego zapotrzebowania na składniki odżywcze. Jeżeli dziecko nie zje śniadania, wówczas nie nadrobi już deficytu składników. Te dzieci, które zjadają pełnowartościowe śniadanie łatwiej koncentrują się na zadaniach w szkole, są zrównoważone, opanowane, mniej drażliwe, mają większą odporność i więcej sił witalnych. Brak odpowiednio zbilansowanych posiłków jest źródłem części problemów współczesnych dzieci w szkołach…(często dziecko przychodzi do szkoły bez zjedzenia w domu śniadania, nie mając nic ze sobą lub kupując śmieciowe jedzenie w sklepiku szkolnym). Obecnie dzieci są nerwowe, rozdrażnione, wewnętrznie niezdyscyplinowane, obrażalskie i mające problemy z koncentracją, co może być wynikiem nieprawidłowego, pełnego cukru i chemii odżywiania się. Złe odżywianie negatywnie wpływa na fizyczny, intelektualny oraz psychosocjalny  rozwój dziecka. Powoduje zaburzenie koncentracji, nadpobudliwość, stany lękowe i depresyjne. Dziecko osiąga gorsze wyniki w nauce, wpada w konflikty społeczne (z powodu „złego” zachowania), samodzielnie nie jest w stanie zrozumieć co się z nim dzieje i dlaczego jest nielubiane. To jest taka lawina przyczynowo-skutkowa, z której mało kto zdaje sobie sprawę.

Izomery kwasów tłuszczowych (źródło: żywność typu fast-food, miękkie margaryny, przetwory z margaryną, słodycze, ciasta, ciasta, batony czy zupy) mogą powodować wzrost agresji i poczucie irytacji. Pijąc napoje słodzone cukrem lub substancjami słodzącymi doprowadza się do nadwagi i otyłości. Brak w diecie warzyw i owoców to czynnik decydujący o tym, że długość życia wśród Polaków skraca się. Nasze dzieci będą żyły krócej niż my. Brak spożywania warzyw w znacznym stopniu przyczynia się do problemu nadwagi.

Wśród Europejczyków nadwaga i otyłość są odpowiedzialne za:

– 80% przypadków cukrzycy typu 2,

– 55% przypadków nadciśnienia,

– 35% przypadków nadciśnienia i chorób niedokrwiennych serca.

Prawidłowe żywienie to spożywanie pokarmów, które dostarczają organizmowi (codziennie) optymalnych ilości i składników odżywczych. Takie żywienie umożliwia fizyczny i umysłowy rozwój człowieka jak również wpływa na utrzymanie zdrowia przez całe życie. Do zasad racjonalnego żywienia zaliczamy:

  1. Dbanie o różnorodność spożywanych produktów. Nie ma jednego uniwersalnego produktu spożywczego, który zagwarantowałby dostarczenie organizmowi wszystkich potrzebnych do rozwoju i życia składników, dlatego każdego dnia należy dbać o urozmaicenie diety w taki sposób, aby dostarczało się organizmowi wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Ważna jest tu nie tylko jakość produktów ale także ilość. Dlatego należy dobierać takie produkty i ich ilości, które zapewnią zapotrzebowanie na energię i składniki odżywcze. Powinno spożywać się 4,5 posiłków dziennie.
  2. Głównym źródłem energii powinny być pełnoziarniste produkty zbożowe. Dostarczają one węglowodanów złożonych, białka roślinnego, witamin z grupy B oraz E, a także składników mineralnych: żelaza, miedzi, magnezu, cynku, potasu, fosforu, (oraz błonnika). Węglowodany proste (glukoza, fruktoza, sacharoza) powinny być ograniczane.
  3. Codziennie należy spożywać co najmniej dwie duże szklanki mleka (można je zastąpić jogurtem lub kefirem). Produkty mleczne i mleko są głównym źródłem wapnia w diecie. Zawierają witaminy z grupy B, A, D a także składniki mineralne: magnez, potas, cynk. (Tak mówią wytyczne, choć coraz więcej badań wskazuje na to, że mleko i produkty mleczne wcale nie są takie zdrowe).
  4. Mięso należy spożywać z umiarem ze względu na zawarty w nich tłuszcz. Produkty z tej grupy są bogatym źródłem wysokowartościowego białka i witamin z grupy B (B1, PP, B12), w wątrobie występuje najwięcej witaminy A. Zawarte żelazo w produktach mięsnych jest najlepiej przyswajalne przez organizm. Najlepiej wybierać chude gatunki mięs oraz łączyć je z warzywami. Dwa razy w tygodniu zamiast mięsa powinno spożywać się rybę. Mięsa nie powinno jeść się kilka razy dziennie, a raczej raz na kilka dni. Zamiast tego można spozywać rośliny strączkowe, nasiona chia, komosę ryżową, itp.
  5. Należy pożywać dużą ilość owoców i warzyw (są one bogatym źródłem witamin i składników mineralnych). Zawierają przeciwutleniacze, witaminy C, E, beta-karoten, likopen, flawonoidy, bronią organizm przed atakiem wolnych rodników. Spożywanie warzyw i owoców zmniejsza ryzyko choroby wieńcowej, zawałów serca i nowotworów. Duża ilość błonnika zawarta w warzywach i owocach sprzyja odchudzaniu, reguluje przewód pokarmowy, korzystnie wpływa na stężenie cholesterolu i glukozy we krwi. Należy przyjąć, że połowę tego co dziennie jemy powinny stanowić warzywa (najlepiej surowe). Proporcja warzyw do owoców powinna wynosić 4:1.
  6. Należy ograniczyć spożycie tłuszczów zwierzęcych oraz produktów zawierających duże ilości cholesterolu i izomery trans nienasyconych kwasów tłuszczowych. Nasycone kwasy tłuszczowe trzeba zastąpić nienasyconymi kwasami tłuszczowymi (zawarte są np. w rybach morskich). Do spożywania należy wybierać produkty o małej zawartości tłuszczu a przygotowując je stosować sposoby niewymagające jego użycia (np. gotowanie, pieczenie, duszenie).
  7. Należy ograniczać cukier i słodycze. Cukier przede wszystkim jest źródłem pustych kalorii i nie dostarcza żadnych niezbędnych składników. Osoby próbujące schudnąć powinny całkowicie wyeliminować z diety cukier oraz potrawy w skład których wchodzi cukier. Przemysłowo produkowane ciasteczka, ciastka, czekolady i batoniki nie są wskazane dla nikogo, zawierają bowiem duże ilości szkodliwych tłuszczów cukierniczych. Jeśli chodzi o biały cukier rafinowany to powoduje on w organizmie stany zapalne, utrudnia przyswajanie witamin i jest zapalnikiem wielu poważnych chorób łącznie z Alzheimerem.
  8. Powinno ograniczyć się spożywanie soli. Zbyt duża ilość sodu w diecie wpływa na podwyższenie ciśnienia tętniczego, rozwój cukrzycy, uszkadza nerki, wywołuje dolegliwości wątroby oraz podwyższa stężenie cholesterolu. Nadmierne spożycie soli kuchennej powoduje wypłukiwanie wapnia i magnezu z organizmu. Spożycie sodu nie powinno być większe niż 5-6 g/dzień. Zamiast soli można spożywać mieszanki ziołowe.
  9. Należy pić dużą ilość wody (zwłaszcza przez osoby, które prowadzą aktywny styl życia). Bez wody nie zajdą żadne procesy metaboliczne. Woda stanowi podstawowy składnik komórek w organizmie.

Pierwszym i zasadniczym błędem żywieniowym jest nieregularne spożywanie posiłków. Nie pamiętamy o jedzeniu a co tu mówić jeszcze o jakieś konkretnej godzinie/porze na dany posiłek. W związku z tym jemy gdziekolwiek, jakkolwiek i kiedykolwiek (lub w ogóle nie jemy). W ten sposób człowiek ma zaburzone poczucie łaknienia, nie pamięta kiedy i czy w ogóle jadł, a kiedy dopadnie do jedzenia to zatraca się w tym umiar. To wszystko dotyczy także dzieci.

Spożywamy za mało owoców i warzyw, a są one głównym źródłem witamin, mikroelementów i błonnika. Usprawniają pracę jelit i wzmacniają odporność. Warzywa powinny podawane być do każdego posiłku, z kolej owoce powinny być zjadane na drugie śniadanie i podwieczorek. Proporcja warzyw do owoców powinna wynosić 4:1.

 

Badania prowadzone w Polsce odnośnie odżywienia dzieci i młodzieży oraz ich dziennych racji pokarmowych, wskazują na znaczne nieprawidłowości. Mimo wielkiej wiedzy dorosłych odnośnie zdrowego żywienia, niestety nie ma to przełożenia w praktyce. Ma za to miejsce niedostateczne spożycie białka, nadmiar węglowodanów, nadmiar tłuszczów (a u mniejszych dzieci niedobór), niedostatek owoców i warzyw.  Błędy żywieniowe fundowane dzieciom dotyczą niestety nie tylko rodziców, ale także instytucji takich jak przedszkola i szkoły. Na śniadania czy podwieczorki w szkołach (przedszkolach) serwowany jest nadmiar cukru i niezidentyfikowane płatki śniadaniowe, gotowe słodkie bułki, kajzerki, białe pieczywo, pączki, słodzone mleko (mleko z cukrem jest także dawane do obiadu), słodzone napoje w kartonikach i przesłodzona herbata. Piątkowe obiady to z reguły makarony czy naleśniki ze słodkimi twarogami, jogurtami i musami… Tony cukru (rafinowanego, bo najtańszy) goszczą w stołówkach w postaci dżemów, powideł, smakowych jogurtów, słodkich bułek, itp. Dzieci w szkołach spędzają całe dnie, a z reguły jedzą tam małe ilości surówek, warzyw i owoców (lub w ogóle nie jedzą – odnoszą całe obiady lub surówki do okienka). Gdyby spytać intendentki układające jadłospisy w tego typu instytucjach, to zapewne usłyszy się, że „mają wytyczne” i ich się trzymają.

Podstawą odżywiania dzieci powinna być Piramida Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej dzieci i młodzieży. Jest ona kierowana do osób w przedziale wiekowym 4 – 18 lat. Realizacja założeń piramidy umożliwia uzyskania optymalnej sprawności intelektualnej i fizycznej dzieci i młodzieży jak również zapewnia im zdrowie w dorosłym życiu. Ma ona w swoim zestawieniu wszystkie niezbędne dla zdrowia składniki. Dieta powinna być zbilansowana, różnorodna i zdrowa. Bez chemii, bez zbędnego tłuszczu zwierzęcego, bez cukru czy białej mąki. To naprawdę jest możliwe. Wraz z pożywieniem powinny być dostarczane witaminy, sole mineralne, zdrowe tłuszcze oraz produkty zbożowe pełnoziarniste i bez dodatku cukru.

Rodzice powinni kształtować nawyki żywieniowe swoich dzieci, bo to w rodzinie dziecko poznaje smaki i utrwala przyzwyczajenia odnośnie sposobu odżywiania. Wybieranie się co niedziela na obiad do miejsc gdzie serwowane są potrawy typu Fast food oraz dawanie do picia napojów słodzonych i gazowanych to tylko niektóre błędy rodziców w kształtowaniu nawyków żywieniowych oraz zdrowego ciała i umysłu swego dziecka. Batony, słodycze, czekoladki, ciasteczka, kolorowe napoje, paluszki, słodzone jogurty, gotowe obiady w puszkach czy słoikach, frytki i inne niebezpieczne dla zdrowia dziecka potrawy to wierzchołek góry lodowej.

Woda, zbilansowane śniadania i aktywność fizyczna.

Woda ma bardzo wielkie znaczenie np. dziecko pięcioletnie powinno wypijać minimum półtora litra wody dziennie. Wody, nie zaś kolorowego słodzonego chemią i gazowanego napoju! Niedobór wody w organizmie dziecka zaburza procesy pamięci krótkotrwałej, obniża koncentrację, wydłuża czas reakcji na bodziec, odpowiada za uczucie zmęczenia, znużenia, bóle głowy czy osłabienie apetytu. Odpowiednie nawodnienie zapewnia prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego.

Aktywność fizyczna jest także bardzo ważnym aspektem funkcjonowania dzieci i młodzieży, powinna trwać minimum godzinę dziennie. Jest to minimum konieczne do zachowania dobrej kondycji i zdrowia. Przesiadywanie w jednym miejscu (np. przy komputerze czy telewizorze) nie jest wskazane. Przyczynia się między innymi do skrzywień kręgosłupa i otyłości. Aktywność fizyczna stymuluje i wspomaga nie tylko rozwój somatyczny, ale również psycho-emocjonalny oraz społeczny. Ruch poprawia samopoczucie, uczy radzenia sobie ze zmęczeniem i stresem, wpływa na postępy w nauce, zmniejsza poziom lęku, kształtuje relacje z innymi, uczy wygrywać i przegrywać. Okazuje się niestety, że wraz z wiekiem aktywność fizyczna młodzieży spada (zwłaszcza u dziewcząt).

Należy zrozumieć, że łatwiej jest teraz zapobiegać chorobom aniżeli je potem w przyszłości leczyć. Dorosły człowiek spożywa rocznie pod postacią różnych dodatków konserwujących i smakowych około 6-8 kg szkodliwych związków. Dodatkowo szkodliwe substancje tzw. chemia trafia do nas z lekami, pestycydami, odpadami produkcyjnymi… itp. Zastanówmy się zatem ile chemii dajemy dziecku w postaci płatków śniadaniowych, tanich parówek, ketchupu, kajzerek i słodyczy.

W przyrodzie istnieje wiele antyoksydantów oraz „odtruwaczy” (składników pokarmowych lub ziół, które pomagają pozbyć się toksyn z organizmu), witamin, itd. Zatrważające jest jednak to, że większość dorosłych idzie na łatwiznę, a to przecież my tworzymy przyszłość naszych dzieci.

 

Literatura:

  1. Oblacińska A., Tabak I., red. Jak pomóc otyłemu nastolatkowi? Rola pielęgniarki szkolnej i nauczyciela wychowania fizycznego we wspieraniu młodzieży z nadwagą i otyłością. Instytut Matki i Dziecka, Warszawa 2006
  2. Oblacińska A., Jodkowska M., (red.), Otyłość u polskich nastolatków. Epidemiologia, styl życia, samopoczucie. Instytut Zdrowia Matki i Dziecka, Warszawa 2007
  3. Oblacińska A., Wspieranie dziecka z nadwagą i otyłością w społeczności szkolnej, ORE, Warszawa 2013
  4. Tatoń J., Czech A., Bernas M., Otyłość, zespół metaboliczny, Warszawa, Wydawnictwo Lekarskie PZWL w Obladzińska A., 2013
  5. Jarosz M., Lidl wraz z Narodowe Centrum Edukacji w książce– Supermocni kontra złodzieje zdrowia, Kompedium wiedzy o żywieniu dzieci.
  6. Durajski L., Zdrowie twojego dziecka, Wydawnictwo Esteri, Wrocław 2017
  7. Woś H., Staszewska-Kwak A., Żywienie Dzieci, PZWL Wydawnictwo Lekarskie, Warszawa, 2012
  8. Eugster G., Żywienie Dzieci, Edra Urban & Partner, Wrocław, 2018
  9. Bronikowska P., Zdrowe żywienie. Poradnik dla dzieci. SBM Renata Gmitrzak, Warszawa, 2017
  10. Gawęcki J., Żywienie człowieka. Podstawy nauki o żywieniu. Tom 1., Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, 2017
  11. Simon Langlej-Evans, Żywienie. Wpływ na zdrowie człowieka, PZWL Wydawnictwo Lekarskie, Warszawa, 2013
  12. Grzymisławski, M., (red.), Dietetyka kliniczna, PZWL Wydawnictwo Lekarskie, Warszawa 2020

 

 

Jeśli nie zamienisz swojego życia w opowieść, staniesz się tylko fragmentem cudzej historii – Terry Pratchett

 

Kopmeyer pisał: „Fascynuje mnie fakt, że życie każdego człowieka jest dokładnym odzwierciedleniem jego osobowości. Życie jest zwierciadłem, które zawsze odbija obraz ludzkich myśli, uczuć i uczynków. Stwierdzenie to powinno zmusić każdego człowieka, by zatrzymał się na chwilę w swym pędzie i spojrzał na swe odbicie w zwierciadle życia” (Kopmeyer M.R., 1992). Takie zatrzymacie się, refleksja mogą być iskrą w uświadamianiu sobie, że to my sami jesteśmy kowalami własnego losu. To wszystko co nas otacza, co myślimy i jacy jesteśmy – to suma naszych myśli i działań od dawnej przeszłości do dnia dzisiejszego. Dotyczy to zarówno stylu życia, jak i odżywiania się. Ważne jest jednak to, że możemy to wszystko zmienić na lepsze – jeśli tylko zechcemy.

ZMIANA w życiu człowieka to jest coś, co jest najbardziej pewne – tak jak podatki i śmierć. Słowo ZMIANA definiowane jest jako: „fakt, że coś staje się inne lub ktoś staje się inny niż dotychczas”. Z łatwością można zatem przyznać, że od narodzenia przez całe swoje życie – zmieniamy się każdego dnia.

Jednakże są zmiany zależne od nas oraz te, które „dzieją się same”. Zmiany w naszym ciele powodowane upływem czasu – raczej nie planujemy, ona dzieje się sama. To samo można odnieść do fundamentu psychiki, podświadomości, duchowości – kształtowanej jeszcze wtedy gdy byliśmy nieświadomymi niczego dziećmi – po prostu w naszym odczuciu wydarzyła się. W zależności od tego w co nas wyposażyli nasi rodzice – dajemy sobie radę z życiem lub nie.

To, co my możemy wziąć w swoje ręce to zmiana świadoma, z której zdajemy sobie sprawę. Będąc dorosłymi osobnikami – decydujemy się na zmianę stylu życia, zmianę miejsca zamieszkania, zmianę stanu cywilnego, zmianę odżywiania, zmianę, zmianę zmianę… lub nie decydujemy się, nie podejmujemy ryzyka, nie szukamy lepszych rozwiązań, tkwimy w tym czym tkwimy niezależnie od tego czy nam to się podoba czy nie.

Kiedy wchodzi się w ustawową dorosłość – w te znamienne 18 lat, nikt nas nie ostrzega, że życie w społeczeństwie, cywilizacji, w tym czymś co stworzył człowiek jako gatunek – nie jest łatwym doświadczeniem. Na każdym etapie życia czy to nastoletnim, czy dojrzałym spotykamy się z trudnościami, które nas często przerastają. Trudności dotyczą relacji z ludźmi, odnalezienia się w świecie zawodowym, opanowania własnych lęków, ugruntowania przekonań (które nie są trwałe, bo życie nie jest trwałe), i wielu innych aspektów. Stajemy przed wyzwaniami, zmianami – często nas przerażającymi, choć nie wszystkich i nie zawsze. Tu już wchodzi psychologia indywidualnego człowieka, która nie bierze się znikąd. Samoocena, poczucie wartości, poczucie sprawczości, wiara we własne możliwości i kompetencje, pozytywne myślenie, radość z życia – to są diamenty, które otrzymujemy w prezencie lub sami w pocie czoła musimy je zdobyć. Są one przydatne w przeprowadzaniu różnorakich zmian w życiu, na których chciałabym tu się skupić.

Zmiana – ta konstruktywna, oczekiwana,  nastąpi wtedy gdy: będzie wiązana przez daną osobę z tym, co ma dla niej dużą wartość i jest ważna; osoba chcąca osiągnąć zmianę będzie skupiała się na własnym celu, który chce osiągnąć, a nie na celu kogoś innego; gdy cel będzie realny, czyli dostosowany do rytmu i stylu życia; pozytywnie myśli się o swoim życiu i przyszłości; pozna swoje słabości i zacznie nad nimi pracować (Mijakoska., U. 2016). Cierpliwość i konsekwencja to najważniejsze cechy w procesie zmiany. Ważne jest wsparcie osób z najbliższego otoczenia bo o wiele łatwiej zmienić nawyki, kiedy wokół są ludzie myślący podobnie, lub przynajmniej nie negujący osoby, która chce zmienić swoje życie.

Bariery na drodze do zmiany pokona się wtedy gdy:

– przeanalizuje się obecną sytuację i ustali cel,

– uświadomi się sobie jakie ma się atuty czyli zasoby potrzebne do dotarcia z punktu startu do mety,

– da się sobie szansę i pozwoli na zmianę (uświadomi się sobie, że ma się prawo mieć potrzeby i je realizować, mieć swoje cele i do nich dążyć, mieć swoje przekonania i je zmieniać bądź się ich trzymać, odkrywać siebie, żyć zdrowo i zmieniać swoje nawyki żywieniowe, zmienić swoją wagę i sylwetkę, wyruszyć w drogę i żyć swoim życiem, nagradzać siebie za każde przynoszące zmianę działanie, eksperymentować w kuchni i czerpać z tego przyjemności, poznawać smaki swojego życia, uśmiechać się) (Mijakoska., U. 2016).

Zmiana zachowania możliwa jest po zmianie samooceny. W ten sposób zaczyna się stwarzać nawyki korzystne dla zdrowia. Działanie w taki sposób, by mieć o sobie dobre mniemanie wpływa na podtrzymywanie zdrowych nawyków. Sposób myślenia o sobie ma tutaj ogromny wpływ. Często bywa, że istnieje  duża rozbieżność między tym co uważamy  za stosowne w związku z naszym stylem życia i odżywianiem, a mimo to nie realizujemy zdrowego trybu życia. Może być to związane z brakiem wiary we własne możliwości i zaniechaniem prób zdrowego życia – na zasadzie – „bo i tak nie wytrwam”. Między postanowieniem a rzeczywistym działaniem może być ogromna przepaść. Wybór jednej rzeczy oznacza wyrzeczenie się innej.

Warto tu wspomnieć o wielu badaniach, które jasno mówią, że to co jemy wpływa na nasze zdrowie. „Autorzy znaczącego przeglądu badań na temat odżywiania i nowotworów, przygotowanego na zamówienie Kongresu w 1981 roku oszacowali, że geny determinują jedynie około 2 – 3% całkowitego ryzyka nowotworu” (Campbell, T. M., Campbell T., C., 2021). Wniosek z tego taki, że styl życia jest kluczowy w kreowaniu zdrowego życia. Styl życia to sposób odżywiania, stosunek do odżywiania oraz ruch, stan psychiczny (w tym inteligencja emocjonalna), kontakty ze społecznością i zadowolenie z życia.

Wyznaczanie celów jest ważne. Nikt nie osiągnie wyniku w żadnej dziedzinie, jeśli nie sprecyzuje celu lub kilku celów. Dzięki celom ludzie wiedzą w jakim kierunku podążać. Cel powinien dotyczyć tylko zainteresowanej osoby. Powinien być celem własnym. Jeśli dobrze określi się cel, to do jego realizacji może doprowadzić wiele dróg. Realizując cel ważne jest by zadać sobie pytania, np. Co jest moją prawdziwą potrzebą? Co ważnego dzięki temu zyskam? Kim się dzięki temu stanę? Dokąd mnie zaprowadzi ta droga? (Zubrzycka-Nowak, M., Rybczyńska, K., 2013). Postanowienie poznania siebie, zmiany swoich nawyków i stylu życia na taki, który będzie w zgodzie z daną osobą – jest bardzo ważną decyzją w procesie zmiany (Mijakoska., U. 2016).

Różnorodność sytuacji związana jest z podejmowaniem decyzji. Zmianę wprowadza się po to, by coś osiągnąć. Podjęcie decyzji może być trudne w realizacji, zważywszy na to, że każdy ma swoje wewnętrzne wątpliwości, ograniczenia, lęk przed czymś, czego nie zna. Jest to tak zwana strefa komfortu, z której jest trudno wyjść. Odpowiedzialność to ważny aspekt w podejmowaniu decyzji. „jeśli mówimy, że jesteśmy świadomi odpowiedzialności, to oznacza, że jesteśmy świadomi tworzenia siebie, swojego losu, różnych sytuacji życiowych, uczuć i przekonań” (Mijakoska., U. 2016). To właśnie odpowiedzialność może być źródłem wątpliwości podczas podejmowania decyzji. Dostrzeżenie w swoich decyzjach nowych możliwości może stać się istotnym elementem w pracy nad sobą. Wiara w siebie i swoje możliwości przyczynia się do tego, że uświadamiamy sobie, że cokolwiek się stanie, jakąkolwiek decyzję podejmiemy, to damy sobie radę.

Jeśli przeanalizuje się obecną swoją sytuację i ustali cel, wówczas zauważy się, że to co niemożliwe – może stać się możliwym. Jest to niebywałe uczucie silnie wpływające na motywację osób, chcących zmienić swoje życie i zdrowie na lepsze. Ważne jest, aby nie zamykać przed sobą możliwości rzucając pod nogi kłody typu „to niemożliwe”. Przeformułowanie tego celu w: „jeszcze tego nie osiągnąłem” sprawia, że mamy wewnętrzną ochotę, motywację by to osiągnąć. Osoba podlegająca zmianie poznaje swoje atuty, dowiaduje się nowych rzeczy na swój temat, widzi jakie ma zasoby, potrafi je kształtować. Jednym słowem – zdobywa  wiedzę na swój temat. Każde działanie oparte na wierze w siebie wspomaga osiąganie celu. Tak naprawdę tylko poprzez działanie i podejmowanie wyzwań poznajemy siebie. Innej możliwości w zasadzie nie ma. „Działanie daje nam wgląd w system przekonań i w poczucie własnej wartości” (Mijakoska., U. 2016). Decydując się na dany cel i realizując go, wyciąga się wnioski ze swojego działania i zaangażowania w cały proces.

W procesie zmiany precyzuje się swój zakres działań. Staje się przed koniecznością wyboru. To jest pierwszy krok ku nowemu: start. Kolejny etap to zastanowienie się nad wariantami, które wchodzą w grę w tej zmianie, którą chce się osiągnąć. Potem należy wybrać odpowiednie techniki i narzędzia. Ostatni etap to ewaluacja wybranych opcji i ich ocena (Mijakoska., U. 2016). Całe działanie kończy się w momencie, kiedy dana osoba jest na końcu swej drogi zmiany stylu życia i widoczny jest wynik decyzji. W tym momencie uświadamiane jest to, co się wydarzyło i można podjąć odpowiednie kroki modyfikujące.

Kiedy przyjrzymy się własnej strategii uświadamiania sobie konieczności zmiany oraz jej przeprowadzania, wyróżnia się kluczowe kroki, które mogą poprowadzić do sukcesu. Odkrywanie indywidualnych strategii przeprowadzania określonych zadań i umiejętność zastosowania ich w obszarach, gdzie dana osoba nie radziła sobie najlepiej (ale chce w nich działać skuteczniej) to jest sedno coachingu. (Zubrzycka-Nowak, M., Rybczyńska, K., 2013).

W tym temacie okazuje się ważna znajomość działania ludzkiego mózgu. Mózg to nie tylko świadoma część, nad którą wydaje nam się, że w pełni panujemy, ale także część nieświadoma (o której istnieniu należy wiedzieć). „Nie zawsze zdajemy sobie sprawę ze sposobu funkcjonowania naszego mózgu, od czytania liter po zmianę pasa ruchu. Czy w takim razie świadomość odgrywa jakąś role w przyswajaniu wiedzy praktycznej, a jeśli tak, to jaką? Okazuje się, że bardzo istotną, ponieważ większość mądrości spoczywających w głębi nieświadomości była początkowo częścią świadomych planów” (Eagleman, D., 2012). Okazuje się, że przeczucie jest niezbędne do dokonywania prawidłowego wyboru. Ludzie potrzebują głosu podświadomości (przeczucia), bowiem bez niego nigdy nie nauczyliby się podejmować właściwych decyzji. „Stany fizyczne ciała są źródłem przeczuć, które kierują naszym zachowaniem. Sprawdzają się one częściej niż by na to wskazywał rachunek prawdopodobieństwa, a to dlatego, że nieświadoma część naszego umysłu szybciej orientuje się w sytuacji, zostawiając świadomość daleko w tyle”  (Eagleman, D., 2012). W związku z tym, okazuje , że nie jesteśmy w stanie pominąć naszych uwarunkowań fizycznych i psychicznych podczas planowania działań oraz ich realizacji. Wiara we własne możliwości oraz wiedza na temat działania mózgu są tutaj  kluczowe. Zwiększanie swoich zasobów i redukcja swoich ograniczeń nie będzie miała miejsca, jeśli nie zrozumiemy, że możemy wiele zdziałać – jeśli znamy siebie (także funkcjonowanie organizmu) i wiemy, że damy radę przezwyciężyć każde okoliczności.

Intuicja, która nie zawsze traktowana jest poważnie – okazuje się, że jest umiejscowiona w konkretnym miejscu w mózgu i połączona z jelitami. „Chodzi o specjalną klasę komórek upakowanych w prawej wyspie przedniej i powiązanych z nią tworach. Te rozrośnięte i wysoce rozgałęzione komórki nerwowe występują jedynie u wielkich małp, słoni, delfinów i wielorybów, a noszą nazwę neuronów von Economo (w skrócie VEN) (…). Jak się okazuje, komórki te znajdują się w idealnym miejscu, by umożliwiać nam dokonywanie szybkich, intuicyjnych ocen” (Mayer, E., 2020). Komórki intuicyjne występują w większości w prawej półkuli. W okresie dorosłym mamy ich około 193 tysiące. „Zawierają receptory mózgowych cząsteczek chemicznych związanych z więziami społecznymi, oczekiwaniem nagrody w warunkach niepewności oraz wykrywaniem zagrożenia, a także receptory pewnych cząsteczek sygnałowych zlokalizowanych w jelitach, takich jak serotonina  – wszystko to stanowi składniki intuicji” (Mayer, E., 2020). Okazuje się, że komórki te uaktywniają się, kiedy w głowie pojawia się myśl – nowa, którą chcielibyśmy wdrożyć w życie. Zaczyna działać tu podświadomy mechanizm przeszłych doświadczeń, analiza danych, przeczucie… cała reszta zależy wtedy od nas – a właściwie od naszej świadomości nas samych.

Świadome trenowanie nowych zachowań przy każdej okazji. Jeśli zachowanie ćwiczy się systematycznie przez co najmniej trzy tygodnie, wówczas przestaje być to „nowym”. Dzieje się tak dlatego, że im częściej i dłużej coś się utrwala (zachowanie, czynność), tym silniejsze staje się odpowiadające mu połączenie w mózgu (Mijakoska., U. 2016). Wyrabianie w sobie nowych nawyków, zdobywanie nowych doświadczeń i utrwalanie ich w drodze ćwiczeń, rutynowego powtarzania czynności – wzmacnia połączenia międzyneuronalne. Trening, systematyczność i dyscyplina sprawiają, że rzeczy nowe stają się mniej nowe, aż w końcu przyjmują formę rutyny. To samo dzieje się z nawykami dotyczącymi naszej diety oraz zdrowego stylu życia.

Biologia i nauka dowiodły, że ludzki mózg składa się z kilku części. Każda z nich odpowiedzialna jest za inne funkcje w naszym organizmie. Są to: mózg gadzi (rdzeń przedłużony i móżdżek), mózg ssaka starszego (mózg limbiczny) i mózg ssaka młodszego – kora mózgowa (Zubrzycka-Nowak, M., Rybczyńska, K., 2013). Mózg gadzi zapewnia organizmowi przeżycie (odpowiada za np. bicie serca, kurczenie się mięśni gładkich, trawienie, oddychanie, wzrost włosów, paznokci; agresja lub ucieczka w obliczu zagrożenia itd.). Mózg ssaka starszego odpowiada za generowanie emocji, utrzymuje równowagę wewnątrzustrojową. Odpowiada za nasze uczucia, pragnienie głodu, hormony, popęd płciowy, odczuwanie przyjemności, przemianę materii, funkcje odpornościowe i pamięć długotrwałą. Spełnia ważną funkcję w kontrolowaniu zachowań emocjonalnych nakierowanych na poszukiwanie celów. Ocena stanu organizmu należy do części mózgu – ssaka młodszego, czyli do kory mózgowej. Kora mózgowa odpowiada za słuch, wzrok, inwencję twórczą, myślenie i mowę – za wszystkie formy wyższej inteligencji. W tej części mózgu rozgrywają się decyzje, gromadzone są doświadczenia, konstruowania indywidualnego świata, podejścia do rozwiązywania problemów, dostrzeganie piękna natury,  docenianie życia, uczenie się nowych rzeczy, podejmowanie ryzyka, przeżywanie muzyki i dzieł sztuki; tutaj rozumiana jest mowa i tutaj tworzona. Kora mózgowa odpowiada za układanie hierarchii i systemów, generuje symbole – dźwięki, obrazy, słowa, strategie działania. Odpowiada za myślenie abstrakcyjne.  (Zubrzycka-Nowak, M., Rybczyńska, K., 2013). Nasz mózg nastawiony jest na zapewnienie przetrwania organizmowi, stąd samoświadomość i reszta funkcji, które uznawane są za inteligencję (wyposażony jest w nie tylko gatunek ludzki), tak naprawdę zajmują znikomą część naszego mózgu. Reszta bowiem dba o to, żebyśmy przetrwali jako gatunek. „Główna część naszego mózgu pracuje nad tym, byśmy się uczyli, reagowali i dostosowywali i dostosowywali do stale zmieniających się warunków, przede wszystkim po to, by przetrwać” (Zubrzycka-Nowak, M., Rybczyńska, K., 2013).

Kora mózgowa interpretuje stan emocjonalny jako dobry lub zły, korzystny lub niekorzystny, porównuje do innych doświadczeń z minionego życia (osobistych czy społecznych). „Bodziec – emocja – ocena – w taki sposób tworzą się pakiety reakcji nawykowych, które im częściej są powtarzane, tym sprawniej i szybciej działają” (Zubrzycka-Nowak, M., Rybczyńska, K., 2013). Takie nawyki stają się z dnia na dzień coraz mniej uświadamiane oraz coraz mniej zauważalne. Ćwiczenie nowych zachowań aż staną się naszym nawykiem, jest korzystne również w aspekcie zdrowia, zdrowego odżywiania i stylu życia.

Zatem starajmy się być kowalami własnego losu…

Literatura:

  1. Mijakoska, U., Diet coaching, Wydawnictwo Samo Sedno, Warszawa 2016

2. Zubrzycka-Nowak, M., 2. Rybczyńska, K., Coaching zdrowia, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2013

  1. Campbell, T. M., Campbell T., C., Nowoczesne zasady odżywiania, Wydawnictwo Galaktyka, wydanie 2, Łódź 2021
  2. Sullivan, B., Więcej niż DNA, National Geographic, Burda Media Polska, Warszawa 2020

5.Masley, S., Zdrowy mózg, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, 2018

6.Eagleman, D., Mózg incognito, Carta Blanca Grupa Wydawnicza PWN, Warszawa 2012

7.Mayer, E., Twój drugi mózg, JK Wydawnictwo, Łódź 2020

  1. Goleman D., Inteligencja emocjonalna, Media Rodzina, Poznań 1997

9.Kopmeyer, M.R., Potęga myśli, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1992

 

„Szkoła po prostu boli” (Jesper Juul)

„Szkoła po prostu boli”… wszystkich boli: uczniów, nauczycieli i rodziców. Jednakże można to powoli  zmieniać – jeśli ma się chęci oraz wsparcie urzędników kierujących edukacją państwową. Słowo „jeśli” jest tu kluczem.

 

 

„Systemowi szkolnemu brakuje, jeśli tak można powiedzieć, humanistycznego fundamentu”

Jesper Juul

„Nauczyciele, uczniowie i rodzice powinni razem wyjść na ulicę i zaprotestować przeciwko obecnemu systemowi szkolnemu.

Jeśli kiedyś do tego dojdzie, wstanę i pójdę razem z nimi”.

Jesper Juul

„Proszę zauważyć, że strzelaniny, do których dochodzi w USA, Niemczech czy Finlandii, nie zdarzają się w przedszkolach, urzędach pocztowych czy bibliotekach, ale często właśnie w szkołach. Zamachowcami są piętnasto- albo siedemnastolatkowie, którzy mają za sobą upokarzające doświadczenia szkolne”.

Jesper Juul

            „Jeśli chcemy uczynić szkołę miejscem bardziej znośnym dla dzieci, to najpierw musimy sprawić, żeby stała się ona miejscem bardziej znośnym dla nauczycieli. Gdy zajmiemy się nauczycielami, będzie to miało także dobry skutek dla uczniów”

Jesper Juul.

 

 

 

„Najwyższy czas, żeby poważnie zatroszczyć się o nauczycieli, ale jednocześnie trzeba im uświadomić, że dotychczasowy styl pracy odchodzi w przeszłość. Nie możemy już dłużej pozwalać sobie na taką nieskuteczność. Nie chcemy ciągle zwalać winy na rodziców i uczniów (…). Szkoły są jak rodziny: dzieciom jest dokładnie tak samo dobrze jak dorosłym. Jeśli dorosłym wiedzie się źle, to i dzieci będą źle się czuły. A w danym momencie nauczyciele rzeczywiście nie mają się najlepiej. Musimy więc zatroszczyć się o nauczycieli” (Jesper Juul). „Absurdalne jest stawiać im (nauczycielom) żądania, kiedy sami są fatalnie traktowani przez dyrektorów, urzędników czy polityków (Jesper Juul).

Jednak nauczyciele także muszą nauczyć się kilku rzeczy. Przez długi czas żyli w fałszywej rzeczywistości i muszą się wreszcie przestawić. Rodzice, z którymi mają do czynienia, nie są już tymi posłusznymi rodzicami sprzed kilkudziesięciu lat” (Jesper Juul). Nauczyciele muszą wykształcić w sobie zupełnie nową postawę, inną niż ta, której nauczyli się przez szereg lat.

„Dzisiejsza szkoła do złudzenia przypomina fabrykę z pionierskich czasów industrializacji. Mówiono wtedy, że trzeba pracować, a nie myśleć”. Dzieci/uczniowie nadal traktowani są jak przed pięćdziesięciu laty (żeby nie powiedzieć, że sprzed stu czy dwustu lat). Od nauczycieli często słyszy się zdania: „za moich czasów była zadawana praca domowa, więc moi uczniowie też będą ją odrabiać”, „za moich czasów to, za moich czasów tamto…, więc moi uczniowie będą żyć tak samo…” Do większości przedstawicieli zawodów pedagogicznych nie dotarły najnowsze wyniki badań, które jasno mówią, że współczesna szkoła niszczy ludzi. (Jesper Jull,). Niszczy kreatywność, samodzielne myślenie, psychikę, marzenia, itd.

„Wszyscy wiemy, że szkoła w obecnym kształcie jest absurdalna – a mimo to wielu rodziców godzi się na ten edukacyjny absurd” (Mikołaj Marcela). „Szkoła kształtuje wszystkich wg jednego, określonego wzorca, a sama jest wymysłem sprzed dwustu lat i nijak nie przystaje do obecnej rzeczywistości. (…) Z punktu widzenia ewolucji szkoła jest więc paradoksalnie instytucją, która w gruncie rzeczy utrudnia przetrwanie w zmieniającym się środowisku” (Mikołaj Mrcela).

Pracujący w systemie edukacji oraz przedstawiciele rządu, powinni zastanowić się, co można uczynić, by te sytuację zmienić! Co jako nauczyciele możemy zrobić dla dobra ucznia i społeczeństwa? Jasno należy podkreślić, że ci uczniowie będą tworzyć nasze społeczeństwo ze wszystkimi problemami psychicznymi nabytymi w latach szkolnych! Smutne jest to, że „kreatywni nauczyciele nie są w cenie, ponieważ kreatywność wiąże się z popełnianiem błędów, a biurokraci nienawidzą błędów” (Jesper Juul). Kreatywny nauczyciel często nie chce „kopać się z koniem”, dochodzi do wniosku, że najlepiej ograniczyć się do beznamiętnego przestrzegania programu (tzw. podstawy programowej) i z roku na rok przetrwać do emerytury.

Zadziwiające jest to, że mnóstwo inteligentnych i wykształconych rodziców zdają sobie z tego wszystkiego sprawę, a mimo to, codziennie wysyłają swoje dzieci do szkoły i godzą się z traktowaniem wyniszczającym ich psychikę. Ludzie powinni wyjść na ulice i żądać zmiany podejścia do ucznia w szkole/systemie edukacji. W końcu to obywatele płacą podatki utrzymujące cały ten system. „Dlaczego nikt nie wychodzi na ulicę, żeby protestować? Dlaczego ci wszyscy inteligentni, kreatywni i wykształceni ludzie posyłają swoje dzieci do szkoły i w milczeniu dopasowują się do systemu? Dlaczego nie buntują się nauczyciele, którzy wiedzą ile można by zrobić z uczniami, gdyby nie biurokratyczne przepisy?” Powstaje coraz więcej szkół prywatnych, wszyscy to widzą. Najlepsi nauczyciele, rodzice i dzieci do nich uciekają, ale nikt nie wyciąga z tego wniosków (Jesper Juul).

„Zawsze jest dla mnie strasznym doświadczeniem, kiedy widzę wspaniałe, radosne i inteligentne dzieci, które dzień w dzień muszą cierpieć. I nie jest to wina jakichś konkretnych złych nauczycieli, ale ogólnej atmosfery nauczania w szkole, której nie da się określić inaczej niż jako nieludzka” (Jesper Juul).

Dzieci na początku edukacji nie czują strachu przed szkołą. Po kilku latach edukacji w fabrykach zwanych szkołami – lęk sięga zenitu, a przebywanie na lekcjach jest pasmem cierpień. Szkoła nadal jest siedzibą zasad i oceniania – sprzed stu lat, kiedy nauczyciel przez to tylko, że jest nauczycielem – wymagał traktowania go jako autorytetu. Dla znakomitej większości nauczycieli nawet nie przemknie przez głowę myśl, że na autorytet trzeba sobie zapracować i zasłużyć. Naukowcy uważają, ż obecna szkoła jest dobrym miejscem dla 15% uczniów. Są to uczniowie tzw. grzeczni, niesprawiający żadnych problemów, siedzący w pierwszych ławkach i gorliwie słuchający kazań i monologów nauczycieli. Niestety, okazuje się, że ci sami grzeczni uczniowie mają w dorosłym życiu najwięcej problemów psychicznych, częste są u nich zaburzenia odżywiania, jak anoreksja czy bulimia. Okazuje się, że nie warto być posłusznym, ale tacy uczniowie nie podobają się systemowi szkolnictwa. (Jesper Juul). Nazywani są uczniami trudnymi z zaburzeniami zachowania. „Rygorystyczne wychowanie i przywiązanie do posłuszeństwa nie przekłada się na powodzenie dzieci w ich dorosłym życiu” (Mikołaj Marcela, nawiązujący do Jesper’a Juul’a).

Szkoły nie biorą na siebie odpowiedzialności. Zamiast tego spełniają się w roli krytyka. Europejscy politycy w zakresie edukacji wyznaczyli jeden zasadniczy cel: posłuszny uczeń/posłuszne dziecko. Nakłada się więcej granic, więcej zasad, więcej stopni z poszczególnych przedmiotów. Robi się więcej sprawdzianów, testów, żeby udowodnić uczniom kto ma władzę. Dzieci, które wychowywano w posłuszeństwie, niezbyt radzą sobie w życiu, ponieważ nie nauczyły się brać odpowiedzialności za siebie. Jedyne co potrafią, to wykonywać polecenia dorosłych (Jesper Juul), stad właśnie zabijanie tej kreatywności i działanie przeciwko naturze.

„Prace domowe zadawane przez nauczycieli to prawdziwie wybuchowy temat, który może rozsadzić niejedno życie rodzinne. Od zawsze panowało przekonanie, że praca domowa jest koniecznością, jeśli dzieci mają robić postępy w nauce. Obecnie mamy poważne opracowania badaczy z Danii, Wielkiej Brytanii i USA, które prowadzą do przeciwnego wniosku. Duńskie czteroletnie badanie dowodzi nawet, że odrabianie zadań w domu jest kontrproduktywne i hamuje postępy w nauce, zamiast jest wspierać. (…). Nakładanie odpowiedzialności za prace domowe na rodziców jest dość bezsensownym pomysłem”. (Jesper Juul).

W wielu rodzicach tkwi prastary lęk, że jeśli będą napominać nauczyciela to mogą nastawić go przeciwko swojemu dziecku. Stąd zaniechanie rozmów z nauczycielami jeśli nawet wiadomo, że dany rodzic ma rację. Szkoła jako instytucja nadal kreuje się na nieomylną, a rodzice z własnym zdaniem (często z szerokim światopoglądem) nie są traktowani poważnie. Obserwuje się także złe opiniowanie rodzica dbającego o dobro dziecka – jako konfliktowego. Rodzic staje się wrogiem dla nauczyciela, zamiast partnerem do rozmów o dobru dziecka. Dlaczego wrogiem? Bo nauczyciele boją się rozmów z rodzicami. Nie są przygotowani na rozmowy, na otwartość i relacje zarówno z rodzicem, jak i uczniem.

Wielu nauczycieli przeżywa zaskoczenie, Kiedy zauważają, że ich autorytet już nie działa. Autorytet zbudowany na funkcji jaką pełnią względem swoich uczniów (jestem nauczycielem i należy mi się szacunek) szybko kończy się, jeśli dany nauczyciel nie jest dla nich autorytetem osobistym. To, kim jest nauczyciel, jakim jest człowiekiem – tworzy trwały autorytet wśród dzieci.

Nauczyciele powinni posiąść kompetencje w zakresie budowania relacji. „Jest to umiejętność postrzegania dziecka, takim, jakie ono jest – jako jedynego w swoim rodzaju indywiduum – i dostosowania swojego zachowania tak, aby nie rezygnować z przywództwa, a zarazem pozostawać w autentycznym kontakcie. Takie kompetencje są elementem rzemiosła każdego pedagoga, ale są także nieodzowne dla rodziców”. Wielu funkcjonariuszy państwowych tzw. nauczycieli nie jest jeszcze gotowych na ten szerzący się proces końca dotychczasowej hierarchii władzy w szkole. Dotychczasowa  funkcja nauczyciela, opierająca się na tylko na tym, że jest się nauczycielem – przestaje istnieć. Oczywiście wielu jeszcze miota się we własnych wyobrażeniach swojej wielkości przez sprawowaną funkcję, ale to miotanie się jest krzykiem rozpaczy i nieumiejętności dopasowania się do nowej rzeczywistości. Potrzeba teraz zmiany kultury szkolnej, na taką, w której szanuje się zarówno nauczyciela, jak i ucznia jako żywe jednostki z uczuciami, emocjami i całym bogactwem bycia człowiekiem. Najpierw powinno stworzyć się dobre relacje między nauczycielami, wszystkimi pracownikami oraz zarządzającymi  szkołą, następnie przejść do kształtowania dobrych relacji z uczniami jako ludźmi o równorzędnych prawach. Tego niestety nie ma w szkołach. Nauczyciele zwykle po prostu znoszą swoje wzajemne towarzystwo, bo nie mają innego wyjścia, dyrektorzy nie wspierają swoich podwładnych w ciężkiej roli bycia nauczycielem (wymagając od nich bycia przede wszystkim urzędnikiem). Emocje, potrzeby nauczycieli nie są wysłuchiwane, są niezauważane lub lekceważone. Nijak to się ma do nowoczesnych metod zarządzania zasobami ludzkimi… do wielu szkół cywilizacja jeszcze nie dotarła. Pamiętać należy o tym, o czym wspomniane było wcześniej, że jeśli jest dobrze dorosłym w danym miejscu – to również jest dobrze dzieciom. Nie trzeba wtedy wkładać szczególnego wysiłku w relacje i godne traktowanie uczniów – to samo się dzieje, jeśli nauczycielowi jest dobrze w szkole. Teraz w większości placówek edukacyjnych widzi się „uczniów” a nie ludzi. Nie da się oddzielnie mówić o nauczycielach i uczniach, bowiem jedni i drudzy są częścią tej samej kultury (Jesper Juul).

„Pochwały i nagany to stare metody, potwierdzone przez Pawłowa w eksperymentach na psach. (…) Kiedyś myślano, że stopnie motywują, ale nowe badania pokazują, że jest tak tylko w przypadku najlepszych uczniów”. Nauczyciele zachowują się tak, jakby w szkole chodziło tylko o przekazywanie wiedzy. Kilkanaście lat, po pięć – osiem godzin każdego dnia,  które dziecko spędza w murach różnych budynków szkół – uczą go także życia jako człowieka. Kształtują jego wyobrażenie o sobie, wiarę w swoje możliwości i wartość samego siebie. Zdaje się wszyscy dorośli zapominają o tym! Stopnie, zaliczenia, testy przyćmiewają potrzebę bycia człowiekiem. Uczeń nie liczy się jako kreatywna jednostka. Jest zwykłym mechanizmem do zaliczania wymyślnych, nikomu niepotrzebnych bzdur, które można w dzisiejszych czasach w pięć minut sprawdzić w zasobach Internetu, zaś w szkołach na lekcjach zająć się w tym czasie kreatywnością i budowaniem relacji! Uczniowie mają być produktem systemu edukacji, a w związku z tym programów nauczania stworzonych przez ludzi niemających do czynienia z dziećmi.

 

„Szkoła po prostu boli”… 

 

 

Literatura:

  1. Juul, J. (2014) Kryzys szkoły, Wydawnictwo MiND, Podkowa Leśna
  2. Juul, J. (2016) Zamiast wychowania, Wydawnictwo MiND, Podkowa Leśna
  3. Greene, R. W., (2014) Trudne emocje u dzieci, Wydawnictwo Samo-Sedno, Warszawa
  4. Marcela, M., (2020) Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku, wszystko co możesz zrobić, aby edukacja miała sens, Wydawnictwo MUZA, Warszawa
  5. Zubrzycka-Nowak, M., Rybczyńska, K., Coaching zdrowia, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Sopot 2013
  6. Goleman D., Inteligencja emocjonalna, Media Rodzina, Poznań 1997
  7. Friedman H.S., Uzdrawiająca osobowość, Wydawnictwo GWP, Gdańsk 2003

„Bądź zmianą, którą chcesz ujrzeć w świecie”

Gandhi

„Możemy zmusić dzieci do zrobienia czegoś, czego nie chcą,

ale nie możemy sprawić, żeby chciały to robić”.

Alfie Kohn

 „Możesz otrzymać samochód w dowolnym kolorze,

pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”

Henry Ford

Dom nie jest filią szkoły, a uczeń to nie drzewko bonsai.

Rozprawa o (bez)sensie pracy domowej.

„Jeszcze nikt na łożu śmierci nie powiedział: Żałuję, że nie odrabiałem więcej zadań domowych”(Kohn A. 2018). „Kiedy musicie coś zrobić, najpierw pewnie kombinujecie jak się z tego wywinąć. Nikt nie lubi robić czegoś z musu. Jeśli natomiast sami chcecie coś zrobić, istnieje bardzo mała szansa, że ktoś was powstrzyma. To dotyczy także nauki” (Marcela M. 2020).

Dostępne dowody nie potwierdzają korzystnych efektów ani skuteczności z odrabiania prac domowych. „Nie ma żadnych dowodów na to, że praca domowa w szkole podstawowej w jakikolwiek sposób przyczynia się do lepszych wyników w nauce” (Kohn A., 2018). Można swobodnie przyznać, że dziesiątki lat badań  w tej dziedzinie nie wykazują pozytywnej korelacji między odrabianiem pracy domowej, a lepszymi wynikami w nauce, a wręcz przeciwnie – zniechęca do nauki. John Hattie z danych, które zebrał podczas dokonywania syntezy pięciu metaanaliz stwierdził, że niezaprzeczalnie „wpływ zadawania i odrabiania prac domowych jest niewielki, a w przypadku szkół podstawowych zupełnie nikły” (Hattie J., 2015).

Zastanówmy się, „czy zmuszanie dzieci do odrabiania zadań szkolnych po powrocie do domu, sprawi iż staną się one szczęśliwe, uczciwe, troskliwe, będą przestrzegać zasad moralnych itd.?” (Kohn A., 2018). Czy odrabiając pracę domową pod przymusem i groźbą kary, dziecko nauczy się dyscypliny i obowiązkowości? Szczerze wątpię, a takie są niestety argumenty tych, którzy opowiadają się za sensem zadawania i odrabiania zadań w domu.

W literaturze klasycznej wskazuje się na wiele pozytywnych stron odrabiania prac domowych. Jest wiele stworzonych teorii i definicji – na potrzeby świata sprzed trzydziestu czy czterdziestu lat. Aż dziw bierze, że do tej pory na poważnie bierze się argumenty np. Czesława Kupisiewicza z 1980 roku, Haliny Kozak z 1984 roku, Elżbiety Miodek z 1988 roku, Ryszarda Więckowskiego z roku 1983, Wincentego Okonia z roku 2003 i wielu innych teoretyków pracujących na uczelniach pedagogicznych, ale mających mało wspólnego z dziećmi i młodzieżą. Rzecz jasna wg wymienionych autorów oraz tych tutaj niewymienionych – praca domowa jest niezbędna w procesie nauczania i ucznia się. Niektórzy pedagodzy – teoretycy (ci, którzy jeszcze żyją i mogą coś dodać) już próbują w kolejnych wydaniach swoich książek uaktualnić wiedzę, dopisując, że prace domowe należy zindywidualizować, jednak nie ma tu nawet cienia propozycji – by je w ogóle zlikwidować. Przez brak zgodności w tym temacie, zarówno rodzice, jak i nauczyciele są podzieleni. Jedni uważają, że praca domowa jest potrzebna jak rybie woda, inni idąc za najnowszymi badaniami – nie zgadzają się z argumentami ze starych książek. Walka toczy się – podsycana także przez polskie Ministerstwo, które promuje zadawanie prac, uważając, że jest to niezbędna forma „douczania się” po lekcjach. Zdaniem MEN „prace domowe są nieodłącznym elementem systemu oświatowego i stanowią jedno z kluczowych narzędzi kształcenia w dyspozycji nauczycieli”. (Karolina Nowakowska, 2019).

Zapomina się o potężnym motorze życia, uczenia się i efektów pracy – jakim jest – motywacja. „Motywacja jest zachowaniem ukierunkowanym na określony cel. Jest to zaangażowanie ucznia, jego aktywność, wysiłek, spontaniczność, subiektywne doznania czy energia działania. Istotne jest, aby działania uczniów wynikały przede wszystkim z ich postawy badawczej, ciekawości, potrzeb odkrywania nowych nieznanych aspektów. To wszystko składa się na motywację wewnętrzną, czyli autodeterminację, która jest bardzo twórcza, ale również jest swobodnym i osobistym wyborem” (Karcz-Taranowicz E.,  2019). Poziom wytrwałości, chęci, zaangażowanie zależą od motywów do nauki. Z wiekiem motywy ulegają zmianie, jednak mechanizm motywacji do działania pozostaje ten sam. Uczymy się, bo mamy jakiś cel i wewnętrzny motor do działania. Niezależnie od wieku – powinno nam się chcieć. Niestety szkoła, monotonne zajęcia oraz zbyt wiele zadawanej pracy domowej demotywują jednostkę. Reakcja na tę demotywację może być różna w zależności od osobowości dziecka. Są uczniowie, którzy traktują naukę jako zawody – w zwycięzca dostaje wszystko, a motywuje ich tylko szansa na zdobycie przewagi nad kolegami. Można nazwać to rywalizacją – co niestety kształtowane jest w drodze ścieżki edukacyjnej nie przez kogo innego jak przez nauczycieli. Są także tacy uczniowie, którzy zamykają się w sobie i nie radzą sobie z emocjami (w konsekwencji nienawidzą danego przedmiotu, nauczyciela czy w ogóle szkoły).

Na sposób podejścia uczniów czy rodziców do prac domowych ma wpływ wiele czynników. Można tu wymienić: wyobrażenia o zadaniach, wiedza, jaką posiada uczący się, oraz właśnie – motywacja, która nadaje kierunek działaniom. „Motywacja uczniów do nauki i odrabiania prac domowych nierozerwalnie łączy się ilością ich zadawania oraz czasem, jaki uczeń poświęca w domu na naukę. Bardzo często nauczyciele, zadając prace domowe, powodują zacieranie się granic pomiędzy czasem poświęconym na pracę a czasem wolnym, w którym uczeń powinien się bawić, odpoczywać czy rozwijać własne pasje” (Karcz-Taranowicz E.,  2019).

Ilość wykonanych zadań w domu oraz czas temu poświęcony (jako kontynuacja lekcji) nie przekłada się w żaden sposób ani na rozwój samodyscypliny, ani odpowiedzialności, nie wpływa także na motywację wewnętrzną dziecka. Za to ma wpływ – i  to negatywny – na panujące w rodzinie emocje, organizację pasji, stres, przeciążenie wszystkich członków rodziny (zwłaszcza rodziców, którzy po pracy i obowiązkach domowych są zmuszani przez szkołę do zasiadania do pracy domowej wraz z dzieckiem). Zadania domowe stają się głównym tematem rozmów między rodzicami i dziećmi, między rodzicami w domu oraz między rodzicami klasowymi. Weekendy zamiast poświęcać na zacieśnianie więzi rodzinnych i relaks – niejednokrotnie poświęca się pracy domowej, która ma rujnujący wpływ na relacje w domu. Niestety, pomimo braku danych wskazujących, że praca domowa ma jakikolwiek sens, to zadaje się jej coraz więcej! Psycholodzy edukacyjni podkreślają, że kiedyś uznawano, że proces uczenia się ściśle zależy od czasu jaki poświęca się nauce (stąd praca domowa jako przedłużenia lekcji szkolnych), jednak ostatnie badania sugerują, że czas nie ma związku z osiąganiem lepszych wyników w nauce. Logiczne jest wręcz to, że nie o czas tu chodzi, a raczej o skupienie uwagi na wykonywanym zadaniu, zainteresowanie tematem, przeżywanie go sobą.

Co ciekawe, uzależnienie od zadawania prac domowych dotyka  nie tylko nauczycieli, ale również rodziców. Rodzice mają przeświadczenie, nieuzasadnione w żaden sposób, że jeśli dziecko będzie siedziało godzinami nad pracą domową, to osiągnie sukces w życiu. Bywa i to dość często, że pod naciskiem rodziców – nauczyciele pomimo zdecydowanego sprzeciwu zadawania prac domowych – zadają je dla świętego spokoju. Właściwie, wychodzi się z założenia, że skoro rodzice domagają się tego – niech siedzą nad pracami razem z dziećmi! Jednakże, jak to zwykle bywa jest też druga strona medalu. Mianowicie istnieją też tacy rodzice, którzy nie chcą mieć organizowanego przez szkołę  prywatnego świata i nie akceptują tego sposobu na życie pozaszkolne.

Jak się okazuje praca domowa to przede wszystkim:

– brzemię dla rodziców,

– stres dla dzieci,

– konflikty w rodzinie,

– mniej czasu na inne zajęcia, zainteresowanie, pasję, relaks, odpoczynek,

– mniejsze zainteresowanie nauką,

– pogłębianie rywalizacji między uczniami.

„Z badań szkolnych uwarunkowań efektywności kształcenia przeprowadzonych w latach 2010-2014 przez Instytut Badań Edukacyjnych wynika, że dla 97 procent nauczycieli w Polsce prace domowe są koniecznym składnikiem procesu edukacyjnego. Niemal wszyscy nauczyciele wskazywali, że głównym celem prac domowych jest między innymi nauka systematyczności i odpowiedzialności oraz utrwalenie materiału. Nieco mniej niż połowa badanych sygnalizowała, że celem zadań domowych jest też przerabianie materiału, na który nie starczyło czasu podczas lekcji” (Karcz-Taranowicz E.,  2019). Można otwarcie powiedzieć, że szkoła przenosi obowiązek nauki do domu ucznia.

Im więcej prac domowych w postaci monotonnych zadań w podręcznikach, tym większe zmęczenie odczuwają uczniowie. Zmęczenie doskwiera zarówno na lekcjach, jak i poza lekcjami – a po szkole dalej pracują w domu kontynuując lekcje. Efektywność nauczania spada, kiedy jest zadawane dużo do domu; uczniowie stają się automatem do wypełniania zadań w ćwiczeniach i podręcznikach, nie mają motywacji do prawdziwego zagłębiania się w problem naukowy danej dziedziny, bowiem podręcznik stał się wyznacznikiem zakresu wiedzy i systemu pracy. Im więcej pracy domowej, tym bardziej pogarszają się relacje w rodzinie. Czas, który można by było spędzić na wspólnych rozmowach i rozwiązywaniu dylematów życiowych (dzieci też je mają), poświęca się na odpytywanie, sprawdzanie, uczenie, wypełnianie i uzupełnianie luk w tekście. Towarzyszą temu nerwy, stres, brak czasu na zainteresowania i pasje. Uczniowie zaczynają kombinować jak tu spisać od innych przed lekcją, jak tu odrobić, żeby „się nie narobić”, odkładają na ostatnią chwilę – mówiąc krótko: praca domowa nic nie wnosi. Im więcej prac domowych, tym więcej chaosu w nauczaniu. Nauczyciele zamiast kreatywnie prowadzić lekcje, to tracą czas na sprawdzanie prac domowych i udoskonalanie regulaminów kar i nagród za ich nieodrabianie. Wiąże się to z dalszym traceniem czasu i zadawaniem kolejnych ćwiczeń do domu w celu nadrobienia czasu, który straciło się podczas sprawdzania pracy domowej na lekcji… Koło absurdu  zamyka się.

„Mimo jednoznacznych wniosków płynących z najnowszych badań dotyczących pracy domowej, żaden autor nie mówi wprost o potrzebie zaprzestania zadawania prac domowych uczniom na etapie edukacji wczesnoszkolnej” (Błażejewska K., 10 (2020) 1). Chodzi tutaj rzecz jasna o Polskę. Dalej autorka artykułu podaje: „Mimo badań ogólnych, wskazujących na niewielki wpływ zadawania prac domowych na efekty nauczania w szkole podstawowej, brakuje konkretnych propozycji, czym je zastąpić w przypadku chociażby potrzeby wyćwiczenia podstawowych umiejętności, takich jak czytanie i pisanie”. Wiadomo, że dzieci w klasach 1-3 uczą się tego, co je zainteresuje. Ciekawie poprowadzona rozmowa na lekcji i własny pozytywny, entuzjastyczny przykład nauczyciela może wskórać więcej niż zadana do domu setka ćwiczeń do uzupełnienia. Ponadto już od dawna wiadomo, że najskuteczniejsza nauka to taka, kiedy dziecko kieruje się motywacją wewnętrzną a nie jest zmuszane do odrabiania prac domowych.  „Z badań Puśleckiego wynika, że u 87,5% uczniów motywacja jest zewnętrzna (polecenie nauczyciela), 68,7% uczniów oczekuje uznania. Tylko 36,9% wskazało na chęć opanowania jakiegoś zagadnienia. (…) 31% uczniów wskazało na zamiłowanie do odrabiania prac domowych” (Błażejewska K., 10 (2020) 1) .

Warto wiedzieć, że „opracowania propagujące zadania domowe zwykle odzwierciedlają tendencję do traktowania dzieci jako biernych obiektów, na które się oddziałuje: zmuś je do ćwiczeń, a nabiorą wprawy. Taki punkt widzenia stanowi nie tylko pozostałość po przestarzałej psychologii bodźca i reakcji, ale jest także przejawem braku szacunku. Na dodatek jest nieskuteczny: dzieci nie można zmusić do nabywania jakichś umiejętności. To nie są automaty, które dostając więcej zadań, zdobędą więcej wiedzy” (Kohn A., 2018).  Jedno z praw psychologii uczenia się mówi, że uczeń powinien doświadczać tego co robi. Jak ma doświadczać takiego samego – sto pięćdziesiątego ćwiczenia z matematyki? Istnieje bowiem związek między jakością a ilością. Jeżeli z różnych względów istnieje potrzeba zadania pracy domowej to powinno iść to za jakością i konkretnym celem, który chce się osiągnąć zadając daną aktywność. Najlepiej byłoby gdyby zadania domowe spełniały następujące kryteria:

  1. Czynności, które najlepiej zrobić w domu. Wchodzi tu rozmowa z rodzicem na temat historii rodziny, eksperymenty chemiczne, sadzenie roślinek, gotowanie, eksperymenty kulinarne, itp.
  2. Czynności wykonywane razem z rodziną, których zazwyczaj nie traktujemy jako pracy domowej. Może to być wielogodzinne spędzanie czasu z rodzicami podczas wykonywania obowiązków związanych z domem, wspólne granie w gry planszowe, robienie listy zakupów, obliczanie kwoty jaką zapłaci się w sklepie, wspólne czytanie przepisów na dania, ustawianie piekarnika i obliczanie czasu pieczenia czy gotowania potraw. Rozmowy na temat zdrowego żywienia, składników mineralnych. Oprócz tego wspólne oglądanie programów edukacyjnych, szukanie informacji w Internecie. Spacery po lesie, parku, rozmowy o życiu i problemach, nazywanie uczuć, rozterek etycznych, itp.
  3. Regularne czytanie pomaga nabycie umiejętności płynnego czytania. Jednakże oprócz mechanicznego opanowania odczytywania liter i wyrazów – czytanie daje dzieciom o wiele więcej pod względem emocjonalnym i społecznych. Polecam mój artykuł odnośnie zalet czytania (www.wiolettapoplawska.pl).

Nie jest tak, że wszystkie dzieci potrzebują udoskonalania tych samych umiejętności, a niestety podczas zadawania prac domowych narzucane są ćwiczenia tego samego rodzaju wszystkim dzieciom. Zadania domowe jeśli już ktoś zdecyduje się by je zadawać, powinny być zindywidualizowane. Każde dziecko powinno udoskonalać ten zakres materiału czy umiejętności, który sprawia jemu najwięcej trudności. Prace domowe takie same dla wszystkich to nie jest najlepszy pomysł. Sytuacja idealna to taka, kiedy uczniowie sami podejmowaliby decyzję co chcą mieć zadane i kiedy chcą być gotowi z realizacją zadania domowego. Monotonne zadania w kartach pracy, podręcznikach czy przymusowe zaliczanie czytania w określonym czasie – nie przyniesie pozytywnych rezultatów w postaci radości płynącej z procesu ucznia się.

Oczywiście istnieją takie rodzaje prac, które warto czy nawet powinno się wykonać w domu, bowiem faktycznie nie ma na to czasu w szkole. Tu oprócz rozmów, wywiadów i wspólnego gotowania z rodzicami, zaliczyłabym także: utrwalanie czytania, tabliczkę mnożenia, ćwiczenie zasad ortografii, poznawanie mapy świata czy Polski, itp. Co do mechanicznego wypełniania setek ćwiczeń to w dzisiejszych czasach jest tyle możliwości, że jeśli tylko dziecko czy jego rodzic  mają  takie życzenie – to praktycznie od ręki można wydrukować czy zakupić zestaw ćwiczeń do utrwalania wiedzy i uzupełniać je do granic wytrzymałości. 😉

Są takie kraje na Ziemi, w których już dawno odeszło się od zadawania prac domowych lub zadaje się ich bardzo mało. Zaliczyć można do tego grona: Japonię, Niemcy, Francję czy Finlandię.

            „Wiecie czego brakuje szkole? Możliwości testowania rzeczywistości. Wasze dzieci całe dnie spędzają słuchając kogoś, kto przekazuje im wiedzę o świecie, podczas gdy one nie mają ani czasu, ani możliwości, by spróbować, jak to wszystko działa naprawdę” (Marcela M. 2020).

Literatura:

  1. Kohn A. (2018). Mit pracy domowej. Podkowa leśna. Wydawnictwo Mind.
  2. Błażejewska K. (2020) Forum Pedagogiczne, 10 (2020) 1
  3. Juul J. (2014) Kryzys szkoły. Co możemy zrobić dla uczniów, nauczycieli i rodziców? Podkowa leśna. Wydawnictwo Mind.
  4. Karcz-Taranowicz E., (2019) Praca domowa ucznia – konieczność versus zbędność – Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Humanitas. Pedagogika, ss. 39-48
  5. Stein A., Zlikwidujmy pracę domową.  (dziecisawazne.pl)
  6. Nowakowska K., (2019) „Szkoła bez prac domowych? RPO apeluje, MEN nie mówi „nie”, szkoły zaczynają je ograniczać”. pl,
  7. Hattie J., (2015) Widoczne uczenie się nauczycieli. Jak maksymalizować siłę oddziaływania na uczenie się. Warszawa. Biblioteka Szkoły Uczącej się.
  8. Dlaczego nie powinno się dzieciom zadawać prac domowych. – Segritta.pl
  9. Chętkowski D., Prace domowe – ostre cięcie (polityka.pl)
  10. Smyk E., Czy praca domowa jest potrzebna? – Blog Edukacja i Inspiracje – Szkoły Paderewski w Lublinie – paderewski.lublin.pl
  11. Gordon T., (2000) Wychowanie bez porażek w szkole. Warszawa. Instytut Wydawniczy PAX
  12. Marcela M., (2020) Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku. Wszystko co możesz zrobić, żeby edukacja miała sens. Warszawa. Wydawnictwo MUZA
  13. Stern A., (2016) I nigdy nie chodziłem do szkoły. Gliwice. Wydawnictwo Element

„Nie nauczę cię jednak tego rzemiosła, mogę ci je jedynie pokazać”

Werner Schar

(Stern A., I nigdy nie chodziłem do szkoły)

 

Stres zabija!

Stres i jego wpływ na człowieka.

 

„Jakkolwiek magicznie to zabrzmi, nasze emocje mają czysto biologiczne podłoże, są generowane przez związki chemiczne, zwane neuroprzekaźnikami, stymulujące określone regiony mózgu”

Bill Sullivan

 

„Nigdy nie gubimy naszych demonów. Uczymy się jedynie mieszkać nad nimi”

Przedwieczny do Karla Mordo, Doktor Strange

 

„Ujawnienie, że geny i biochemia rządzą naszymi odczuciami, wydaje się niektórym niepokojąco techniczne. Nie ma obawy, wiedza o tym dlaczego auto jeździ, nie psuje frajdy z jazdy. Znajomość działania emocji na poziomie cząsteczkowym nie odziera z doświadczeń, których dostarczają”.

Bill Sullivan

 

STRES ZABIJA

Postaram się przedstawić jak stres działa na organizm ludzki. Na podstawie literatury oraz cytatów z książek napisanych przez naukowców i lekarzy, pokażę, że stres zabija! Co ciekawe – jak się czytelnik przekona – oprócz sytuacji i ludzi wywołujących niezbyt pozytywne emocje, mamy czasem w swoim  ciele podatny grunt na „bycie w stresie”. Nasze uwarunkowania genetyczne zapoczątkowane przez życie płodowe nie zawsze idą w parze z tym, co byśmy chcieli. Uszkodzenia mózgu również nie są sprzymierzeńcem w panowaniu nad sobą. Jednak… generalnie, biorąc pod analizę „przeciętnego Kowalskiego”,  bez genetycznych czy mechanicznych uszkodzeń mózgu (np. udary, guzy, bakteria, infekcje, wstrząśnienia) –  mamy w swoim posiadaniu broń/antidotum na negatywne działanie stresu:

ŚWIADOMOŚĆ à PODJĘTE DZIAŁANIA WEWNĄTRZ SIEBIE àSWOJE REAKCJE NA SYTUACJE STRESOWE

ODŻYWIANIE à MIKROBION à REAKCJE NA STRES

Stres przewlekły dotyczy ponad 80% społeczności ludzkiej. Szacuje się, że 75-90% wizyt u lekarzy pierwszego kontaktu wiąże się ze stresem!

Rozważania o stresie nie są łatwym zadaniem. Jest on bowiem w dzisiejszym świecie jest na tyle popularny, że zaczyna się go traktować jako normę. Może jest to norma współczesnego tzw. cywilizowanego świata, jednak z pewnością nie jest normą dla naszego organizmu, który nie nadąża za cywilizacją i reaguje gwałtownie na stres. Nie jesteśmy odporni na wygórowane oczekiwania względem nas, na opinię i ocenę innych osób, na stawianie przed nami wyzwań często nie do pokonania, na brak zrozumienia i tolerancji, na stawianie przed nami obowiązków tzw. wielozadaniowych (multitasking). Nasz organizm nie jest do tego wszystkiego stworzony! Do tego dokłada się brak prawidłowej diety (deficyty witamin i mikroelementów), przetworzona żywność, która dodaje stresu organizmowi od wewnątrz. Tak! Dieta jest niesamowicie ważna w walce z naszymi reakcjami na stres – już od życia płodowego przez dzieciństwo, młodość i wiek podeszły. To co jemy sprawia, że jesteśmy bardziej podatni na oddziaływania sytuacji stresowej, bądź nie wpadamy w stres,  a jeśli poddamy się stresowi – szybciej z niego wychodzimy.

STRES

„Stres przewlekły można zdefiniować jako fizyczną i umysłową reakcję na przedłużającą się emocjonalną presję. Jeśli nie walczymy z tym rodzajem stresu, może on w istotny sposób uszkadzać  ciało, a zwłaszcza mózg” (Sherzai D., Sherzai A., 2018). Wyróżniamy ostry stres oraz przewlekły. Ostry pomaga nam funkcjonować i pokonywać trudności. Przewlekły stres – czyli ten powtarzalny, działa na nas bardzo negatywnie. Prowadzi do dużej straty energii, w dłuższej perspektywie osłabia organizm, prowadzi do przygnębienia, a nawet depresji. (Khayat D. 2019). „Ostra forma stresu przygotowuje ciało do działania. Taki stres jest ograniczony czasowo. Pojawia się nagle, po czym znika. Ale przewlekły stres utrzymuje się” (Sherzai D., Sherzai A., 2018). „Nadaktywność systemu walki lub ucieczki ze stale podniesionym poziomem hormonów stresu krążących po organizmie może prowadzić do poważnych schorzeń psychicznych, w tym zaburzeń lękowych, napadów paniki i depresji” (Mayer E., 2017).

Stałe stresory mają moc obezwładniania umysłu i ciała. Mózg, jelita, serce, mięśnie, wszystko jest zagrożone, kiedy jesteśmy pod wpływem stresu – tego przewlekłego, ciągnącego się latami. Redukcja napięcia nie jest łatwym zadaniem. Trudno jest zmieniać pracę, opcja wymiany rodziców, dzieci, krewnych nie wchodzi w grę; rządu nie interesują i nigdy nie interesowały problemy ludzi, kościół jest taki jaki jest, itp. Codzienne emocjonalne zmagania takie jak: niesmaki rodzinne, dysfunkcyjne związki, problemy w pracy i finansowe, problemy w relacjach z osobami, od których jesteśmy uzależnieni (np. pracodawca, współpracownicy, nauczyciel, lekarz), mogą stać się trudne do rozwiązania i szybko przerodzić się w przewlekły stres.

W ostatnich lalach powstała nowa dziedzina badań naukowych, zajmująca się związkiem czynników psychologicznych i działaniem układu immunologicznego. Określa się ją psychoneuroimmunologią. Wymiary tej wiedzy to psychologia, neurologia i immunologia. Aspekt psychologiczny dotyczy stresu, który odczuwamy w reakcji na trudne doświadczenia życiowe lub ból emocjonalny. Reakcja neurologiczna polega na wyzwoleniu i uwolnieniu hormonów stresu (nadadrenalina i kortyzol). Reakcja na stres oddziałuje na układ immunologiczny (odpornościowy). „Te same substancje chemiczne, które aktywują odruchy neurologiczne i naczyniowe stresu, oddziałują również na komórki układu odpornościowego. Białe krwinki mają na powierzchni receptory wykrywające obecność hormonów stresu i reagują zgodnie z wahaniami poziomu owych hormonów w strumieniu krwi. Niektóre reagują wyzwalając zapaleniotwórcze cytokiny i hemokiny. Nadadrenalina blokują działanie komórek NK (naturalnych zabójców), które tkwią bezczynnie przyczepione do ścianek naczyń krwionośnych, zamiast atakować wirusy i prekursorowi komórki raka” (Servan-Schreiber D. 2019). Odkrycia w dziedzinie psychoneuroimmunologii oznaczają, że umysł jest także przejawem układu odpornościowego. Krótko mówiąc – nasze myśli mogą zdziałać cuda w obszarze kontrolowania stresu. To, jak jesteśmy nastawieniu do sytuacji stresowej i jakie świadomie podejmiemy kroki, działa dosłownie na cały skomplikowany system jakim jesteśmy. U tych ludzi, którzy pogrążają się w depresji i poczuciu bezradności, układ immunologiczny i naturalni „zabójcy komórek” są mniej aktywni niż u ludzi radzących sobie ze stresem. „Psychologiczne mechanizmy stresu mogą w bardzo istotny sposób przyczynić się do wzrostu i rozwoju raka” Servan-Schreiber D. 2019).

„Niekontrolowany stres stwarza o 500 razy większe ryzyko zawału serca i udaru, osłabia gęstość kości i masę mięśniową, spowalnia proces regeneracji skóry i wzrostu, uszkadza działanie układu odpornościowego (co może prowadzić do częstszych infekcji, a nawet raka), podwyższa poziom cukru we krwi, zwiększa obwód talii, powoduje spadek poziomu DHEA (ważnego hormonu produkowanego przez nadnercza, który pomaga w walce ze stresem), a także skraca telomery (co przyśpiesza proces niszczenia DNA). Z badań wynika, że wysoki poziom niekontrolowanego stresu przyśpiesza starzenie się DNA o przynajmniej dziesięć lat.” (Masley S. 2019). Dalej: „Przewlekły stres może sprawić, że komórki odpornościowe w szpiku kostnym zaczną wywoływać stan zapalny – proces, który zaczyna się od zmian na poziomie genów. Jeśli określony czynnik stresujący, taki jak głośny sąsiad, jest obecny każdego dnia, przewlekły stan zapalny, będący jego rezultatem może doprowadzić do choroby serca, nowotworu oraz innych zaburzeń” Chopra D. Tanzi R.E. (2019). Badania udowodniły, że to stres odpowiada za rozwój wielu chorób autoagresywnych, w tym stwardnienia rozsianego, reumatoidalnego zapalenia stawów, wrzodziejącego zapalenia jelita grubego, nieswoistego zapalenia wątroby i zapalenia tarczycy Hashimoto – i to stres spowodował zaostrzenie się objawów tych schorzeń” (Myers A. 2020).

Pod wpływem stresu ludzie odczuwają duże zmęczenie fizyczne, mają bóle brzucha, problemy z trawieniem czy bóle głowy. Typowym objawem wpływu stresu na organizm jest zaburzenie pracy układu odpornościowego, co zwiększa podatność także na infekcje oraz nasila alergie. Dalsze dolegliwości przypisywane są stanowi zapalnemu, który ma różne skutki. Jeden człowiek dostanie wysypki, inny będzie cierpiał na jelito drażliwe, a jeszcze inny umrze na zawał czy udar. W grę wchodzą także nowotwory i choroby psychiczne. Stres „może także wywoływać poważne stresozależne schorzenia somatyczne, miedzy innymi otyłość, zespół metaboliczny, zawał serca, czy udar mózgu. Ponadto powiązana z tym programowaniem nadreaktywność osi mózg-jelita może spowodować przewlekłe zaburzenia jelitowe, takiej jak ZJD i uporczywe bóle brzucha” (Mayer E., 2017).

stres à  stan zapalny  à  miażdżyca   à  choroby serca à choroby autoimmunologiczne à choroby związane z działaniem mózgu à inne dolegliwości i choroby

Stres wpływa w sposób fizjologiczny na strukturę mózgu. Przewlekły stres osłabia komórki nerwowe, osłabia procesy zapamiętywania i uczenia się, a nawet może powodować kurczenie się hipokampu. Długotrwały stres zakłóca produkcję nowych struktur komórkowych i niszczy w pełni ukształtowane komórki w hipokampie. W tym celu wystarczy nawet jedno stresujące wydarzenie. (Sherzai D., Sherzai A., 2018). Badania wykazały, że stres zmienia nasze geny i ich ekspresję. Zakłóca powstawanie nowych komórek i zaburza neuroplastyczność (zdolności adaptacyjne, umożliwiające przetrwanie sieci neuronowej). Sprawcą tego wszystkiego jest kortyzol – hormon stresu wydzielany przez nadnercza. Nagły wzrost poziomu kortyzolu powoduje podniesienie poziomu cukru we krwi, który niszczy mózg oraz powoduje poszerzenie obwodu w pasie. „Kortyzol znany jako hormon walki i ucieczki jest odpowiedzialny za zapewnienie organizmowi energii do bitwy lub ucieczki od „wroga” – to energia w postaci glukozy (cukru we krwi).” (Masley S. 2019). Kortyzol uzbraja organizm w wysoki poziom cukru, jednak nie obchodzi go to co organizm zrobi z tym nadmiarem glukozy po uporaniu się z sytuacją stresową. Dodatkowa glukoza zostaje przetworzona i odłożona w postaci trudnego do pozbycia się tłuszczu. Stres powoduje, że poziom kortyzolu jest ciągle podwyższony w obliczu ciągłych sytuacji i reakcji na nie „walcz lub uciekaj”. W związku z tym poziom cukru cały czas jest podwyższony co może przyśpieszyć rozwój chorób serca, demencji i utraty pamięci. „Nadnercza mogą nie nadążać za ciągłym i nadmiernym zapotrzebowaniem na kortyzol; jeśli tak się stanie, poziom kortyzolu spadnie i w końcu ulegnie załamaniu. Wtedy bez mechanizmu „walcz lub uciekaj” nie potrafimy sprostać dodatkowemu napięciu, co prowadzi do wyczerpania i depresji. Przewlekły stres powoduje podobną nierównowagę DHEA, hormony potrzebnego organizmowi do powrotu do równowagi po stresie. (…) Jeśli poziom DHEA spada, co się zdarza, gdy poziom kortyzolu jest wysoki, nasza umiejętność radzenia sobie ze stresem jeszcze bardziej osłabia się. Ta hormonalna nierównowaga karmi się sama sobą, generując pogłębiającą się spiralę fizyczną i umysłową, którą w miarę upływu czasu coraz trudniej opanować – a jednak da się to zrobić.” (Masley S. 2019).

Jak już wspomniano, „w mózgu stres aktywuje sieć neuronową o nazwie oś podwzgórze-przysadka-nadnercza. Aktywowanie tej osi powoduje nadprodukcję hormonów.(…) podwyższony poziom stresu może doprowadzić do neurotoksyczności, czego dowodzą badania przeprowadzone na ciężarnych kobietach narażonych na działanie stresu. (…) Trudna ciąża, która naraża kobietę na przewlekły stres, może przynieść dużo poważniejsze skutki na poziomie komórkowym i genetycznym niż dotychczas sądzono.”. Chopra D. Tanzi R.E. (2019). Wysoki poziom stresu u kobiety w ciąży wpływa negatywnie na przyszłe zdrowie dziecka. Dzieci, które urodziły się ze zestresowanych matek wolniej rozwijają się, mają mniejszą masę urodzeniową i są podatniejsze na infekcje. Badania wykazały, że stres matki zmienia mikrobiotę jelitową. (Odkryto, że noworodki zestresowanych małp miały mniej dobrych bakterii jelitowych Lactobacollus i Bifidibacteria). Stres matki może także wpływać na mózg nienarodzonego dziecka. „Wiele zaburzeń mózgowych w tym lęk, depresję, schizofrenię i autyzm i najprawdopodobniej ZJD uważa się obecnie za zaburzenia neurorozwojowe” (Mayer E., 2017). Stres przed narodzeniem stanowi istotny czynnik zmian neurorozwojowych.

Jest już pewne, że stres w ciąży oraz poważne spory rodzinne czy stres związany z nieprawidłowymi relacjami w rodzinie, są szkodliwe dla rozwoju mózgu w okresie dorastania dzieci. Stres niesie także wysokie ryzyko trwałej zmiany na osi mózg – jelita – mikrobron.

Trochę o mózgu: Mózg składa się z sieci złożone z ponad 100 miliardów neuronów (zwanych komórkami nerwowymi). Pomiędzy każdą parą neuronów znajduje się punkt styczności zwany synapsą. Dzięki neuroprzekaźnikom synapsy przesyłają informacje między komórkami nerwowymi. Neuroprzekaźniki to naturalnie występujące związki chemiczne, które pracują jako kurierzy układu nerwowego. I tutaj mamy między innymi dopaminę (nasz dobry nastrój) oraz serotoninę (która kontroluje wszystko – od apetytu po nastrój). Jak już wiadomo, serotonina w 90% produkowana jest przez bakterie jelitowe (w niektórych źródeł w 95%). Największy przyrost ludzkiego mózgu następuje tuż po urodzeniu i przed osiągnięciem dwóch lat osiąga około 80% objętości dorosłego mózgu. Do wieku około 30 lat ludzki mózg jest w pełni rozwinięty. Po tym wieku słabną możliwości naszego centrum dowodzenia – mózgu. Depresja, która wywoływana jest przez działania czynników stresogennych, wpływa nie tylko na jakość życia; zwiększa również ryzyko choroby Alzheimera. „Kobiety z depresją w wywiadzie są o 300% bardziej zagrożone z zapadnięciem na demencję w przyszłości” (Mayer E., 2017).

Pod wpływem stresu może pojawić się lęk i biegunka. Biegunka powstaje dlatego, że stres pobudza jelita do silniejszych skurczów i szybszego przesuwania pokarmów. Zwiększa on wydzielanie różnych soków trawiennych do jelit, a to z kolei wywiera drastyczny wpływ na warunki życiowe drobnoustrojów jelitowych. Spada ilość bakterii kałowych (w tym przede wszystkim ochronnych Lactobacillus) zaś podnosi się liczba bakterii chorobotwórczych.

            Warto pamiętać, że mikrobiota wytwarza neuroprzekaźniki i hormony potrafiące bezpośrednio wpływać na nasz sposób myślenia, działania i uczucia. Bakterie w jelitach potrafią wpłynąć na osobowość, nastrój czy podatność na depresję (Sullivan B. 2020).

            Jedno napędza drugie. Sytuacja stresowa niszczy przyjazne  bakterie w jelitach, te zaś które zostają – negatywnie oddziałują na ciało i mózg. Mózg zarządza naszym zachowaniem poprzez te bakterie, stąd nie potrafi uporać się z działaniem mechanizmu, który został napędzony przez stres… Toteż następnym razem Czytelniku, zanim dasz się wciągnąć w gierki znajomych, sąsiadów, rodziny, pracodawcy, itp. – NAJPIERW POMYŚL O SOBIE, WŁASNYM ZDROWIU, ZASTANÓW SIĘ CZY WARTO… bowiem nawet jedno wdanie się w sytuację stresową i pozwolenie jej na zapanowanie nad Twoim ciałem niesie za sobą WIELKIE RYZYKO UTRATY ZDROWIA, którego nikt Tobie nie zwróci. Można, oczywiście, chronić swoje zdanie i je wyrażać w sposób neutralny, oczyszczający i wzbogacający. Umiejętności tej można nauczyć się, z tyłu głowy zawsze pamiętając o SOBIE.

RADZENIE SOBIE ZE STRESEM

„Radzenie sobie ze stresem obejmuje dwie rzeczy: oczyszczenie organizmu z nagromadzonych starych czynników stresujących i niedopuszczenie do tego, aby nowe czynniki miały na nas zbyt silny wpływ”. Chopra D. Tanzi R.E. (2019).

Stres dosłownie „pożera” duże ilości mikroelementów i witamin, przez co organizm jeszcze bardziej wpada w pułapkę braku ochoty do życia, zmęczenie, apatię, rozgoryczenie – a to pociąga za sobą rozwijanie się nałogów, które nie rozwiązują problemu, a wręcz dokładają nowych. Bo nie dość, że dodatkowo ograniczają przyswajanie witamin czy składników mineralnych, to jeszcze sieją spustoszenie w psychice i narażają jelita na choroby.

Przytoczę tu przykład z książki, mówiący jak pożywienie, witaminy i składniki mineralne (lub ich brak) wpływają na zachowanie: „Przeprowadzone w 2007 roku badania wykazały, że dzieci ciężarnych jedzących tygodniowo ponad 340 gramów ryb są lepiej rozwinięte społecznie i mają wyższy iloraz inteligencji, Źle wróży rozwojowi mózgu nieodpowiednie żywienie przez całe dzieciństwo i okres dojrzewania. (…) U znacznej liczby młodocianych przestępców stwierdzono niedobór cynku i żelaza (…) Obniżona zawartość kwasów omega3 sprzyja agresji. (…) Mimo mnóstwa pożywienia wielu osobom brakuje podstawowych witamin i substancji mineralnych, których nie dostarcza dieta bogata w cukry, tłuszcze i sól”. Sprzyja to wszystko nieprawidłowemu działaniu bakterii jelitowych, które wpływają bezpośrednio na nasze reakcje (Sullivan B. 2020). Takich dowodów na działanie tego co jemy – jest mnóstwo w literaturze naukowej!

Magnez jest minerałem, który szczególnie narażony jest na utratę podczas stresu. Stosowanie używek typu alkohol czy papierosy (które złudnie rozładowują stres) również wpływa na wypłukiwanie magnezu (ale nie tylko) z organizmu. Jeśli nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jesteśmy zestresowani, to żyjemy na granicy choroby.

Można nie mieć wpływu na środowisko czy ludzi, którzy są dla na s stresorami, ale można kontrolować swoją reakcję na stres, który oni tworzą. Stres to nie tylko sytuacja, w której znaleźliśmy się, to także reakcja na ten stres. A to jest ważna sprawa dla naszego mózgu. Warto sobie po raz kolejny powtórzyć i uświadomić, że nie zmienimy świata wokół nas, ale możemy zmienić nasze podejście. Nie jest to łatwe, kiedy obserwuje się dookoła ignorancję w stosunku do człowieka pomimo wysokiego rozwoju cywilizacji – władze czy w mniejszym zakresie – pracodawcy, korporacje, itd. nie liczą się z człowiekiem. Jednakże dla własnego dobra trzeba znaleźć sposób na relaks, bowiem nie ma co liczyć na zrozumienie, empatię i szacunek wszystkich ludzi. Należy zadbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne.

Hormonem, który redukuje stres jest oksytocyna. Inna grupa związków chemicznych, które modulują stres, są endorfiny, wydzielane w trakcie ćwiczeń fizycznych, łagodzące ból i sprzyjające odprężeniu. „Nie można wykonać biopsji stresu. On istniej w sferze umysłu. Dlatego narzędzia, którym musimy użyć, aby stawić czoła nadmiernemu napięciu, muszą opierać się na uważności” (O czym lekarze ci nie powiedzą, 1/2020).

Jak redukować napięcie:

Tak jak wspomniałam wyżej – dieta jest jednym z kluczowych elementów w wspomaganiu organizmu w reakcjach na sytuacje stresowe.

Na stres dobre są rośliny. Prof. Thomas Lenz z Creighton University uważa, że melisa jest najbardziej skuteczna w radzeniu sobie ze stresem. Ponadto jest bezpieczna. Melisa zalecana jest w stanach pobudzenia nerwowego, niepokoju, zaburzeniach rytmu serca oraz pracy przewodu pokarmowego. Ponadto ułatwia zasypianie. Innymi roślinnymi „pomocnikami” w redukowaniu stresu mogą być: korzeń kozłka lekarskiego, chmiel zwyczajny, kwiat lawendy, ziele męczennicy, adaptogeny. Oprócz ziół powinno stosować się odpowiednią dietę bogatą przeciwutleniacze: witaminy A, C, E, selen, cynk, zieloną herbatę. Kwasy omega3, witamina D3, dobre tłuszcze – to podstawa funkcjonowania naszego mózgu. Ponadto nie należy zapominać o bakteriach w jelitach i odpowiedniej diecie dla nich. Bakterie jelitowe to 90% naszej odporności. Więcej można przeczytać w artykule mojego autorstwa: „Ile jest człowieka w człowieku?” na www.wiolettapoplawska.pl/artykuly/ Stres obniża poziom dobrych bakterii w jelitach, co prowadzi do dodatkowego stresu (błędne koło zamyka się). Dowiedziono bowiem, że mieszkańcy mikrobiomu jelitowego, produkując neurotransmitery, takie jak: GABA, noradrenalina, dopamina, acetylocholina korzystnie wpływają na zachowanie człowieka oraz na funkcje mózgowe. Warto do swojej diety włączyć dobrej jakości probiotyki i prebiotyki, jeść dużo warzyw, sałat i owoców (mniej niż warzyw). Należy unikać przetworzonej żywności, ograniczyć spożywanie produktów mlecznych i z glutenem, wyeliminować cukier, który ma działanie niszczące, wywołujące choroby i prowadzące do depresji. (Popławska W. 2019).

 Codzienne ćwiczenia, porządne wysypianie się, nie nadużywanie alkoholu i substancji pobudzających, dobre odżywianie się, chociaż raz dziennie wyłączenie się, zresetowanie, naładowanie baterii, obcowanie z naturą, chodzenie na spacery, znajdowanie przyjemności w kojących zapachach i dźwiękach, medytowanie, ćwiczenie jogi, tai chi, zrobienie sobie wakacji, unikanie toksyn (tytoń, alkohol, nitrozoaminy, rtęć, ołów, miedź, pestycydy), picie czystej wody, suplementowanie się (kurkumina, chlorella, spirulina, witamina C, E, D, witaminy z grupy B, itp.), mogą zmienić jakość życia i pozwolić na złapanie dystansu.

Zdrowe relacje z innymi (zakończenie relacji stresogennych, toksycznych), uporządkowanie otoczenia (posprzątanie domu, wyrzucenie niepotrzebnych rzeczy), słuchanie muzyki, znalezienie celu w życiu, rozwijanie pasji i zainteresowań, odpowiednia samoocena, proszenie o pomoc, okresy wyciszenia każdego dnia (Sherzai D., Sherzai A., 2018) to sposoby na głębokie oczyszczenie ze złych toksyn powstałych wskutek stresu.

Już od roku żyjemy w świecie pandemii koronawirusa. Konsekwencje zamknięcia ludzi w domach – te emocjonalne, psychologiczne i fizjologiczne – są dramatyczne. Ludzie nie są dla siebie wsparciem, rodzina nie jest wsparciem, normy społeczne coraz bardziej zacierają się, a przecież my jako gatunek nie wyewoluowaliśmy, żeby od razu sobie z tym wszystkim poradzić! Nie radzimy sobie i nikt nam w tym  nie pomaga. Ludzie tracą pracę, szkoły są zamknięte, przedszkola niby otwarte/czasem zamykane, rodzice stają się nauczycielami podczas tzw. nauczania zdalnego, nie możemy pójść na miasto zjeść obiad, na plac zabaw, do kina czy teatru! Opieka zdrowotna wskutek zawirowań i wielu zakażeń jest na skraju wyczerpania, nie można dostać się do lekarza, profilaktyka chorób jest na słabym poziomie, diagnostyka również – co jeszcze bardziej przyczynia się do sytuacji stresowych. Koło zamyka się. To wszystko czyni człowieka agresywnym, apatycznym, zmęczonym, bez motywacji do życia – zwłaszcza tych, którzy są wrażliwi i refleksyjni.

Odczuwany stres i bezsens w pracy prowadzi do między innymi wypalenia zawodowego (burn-out), które nie dość, że jest samo w sobie stresujące, to jeszcze powoduje dodatkowy stres w postaci braku zrozumienia społeczeństwa, pracodawcy i współpracowników. Prawdziwą sztuką jest radzenie sobie w obecnej rzeczywistości. Nie każdy jest świadomy mechanizmów działania stresu i wielkiego znaczenia w zaakceptowaniu, prawidłowym „upuście” emocji, które ten stres wywołuje. Warto zatem takie tematy podejmować.

Bibliografia:

  1. Masley S., 2019, Zdrowy mózg. Jak walczyć z insulinoopornością, zatrzymać demencję i poprawić funkcje poznawcze mózgu. Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa
  2. Mayer E., 2017, Twój drugi mózg. Komunikacja umysł, jelita. JK Wydawnictwo. Łódź
  3. Chopra D., Tanzi R.,E. 2019, Uzdrów sam siebie. Wydawnictwo Helion SA, Gliwice
  4. Khayat D., 2019, Oskarżony rak. Śledztwo kryminalne. Wydawnictwo Amber, Warszawa
  5. Sherzai D., Sherzai A., 2018, Sposób na Alzheimera, Wydawnictwo Albatros, Poznań
  6. Myers A., 2020, Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne, Wydawnictwo Vital, Białystok
  7. Sullivan B., 2020, Więcej niż DNA, Burda Media Polska Sp. Z o.o., Warszawa
  8. Servan-Schreiber D., 2019, Antyrak. Nowy styl życia, Albatros, Warszawa
  9. O czym lekarze ci nie powiedzą, „Bat na stres”, Nr 1, styczeń 2020
  10. Popławska W., „Ile jest człowieka w człowieku?”, wiolettapoplawska.pl, www.wiolettapoplawska.pl/artykuly/
  11. Popławska W., „Cukier – trucizna 21 wieku”, 29 X 2019 www.optimafidee.blogspot.com ; Optima Fide: Cukier – trucizna 21 wieku (optimafidee.blogspot.com)
  12. Popławska W., „Stres – choroba 21 wieku”, 17 VII 2019, Optima Fide: Stres – choroba XXI wieku (optimafidee.blogspot.com)

Ile jest człowieka w człowieku?

„Mimo inteligencji, humoru czy uwielbienia dla sztuk pięknych musimy zaakceptować istotę bytu: jesteśmy maszyną – przetrwalnikiem stworzonym przez DNA, a kierują nami sekretne moce wymykające się spod kontroli”. Bill Sullivan

To, co teraz napiszę zrewolucjonizuje myślenie wielu osób. Może kogoś rozweseli, uświadomi, oburzy czy obrazi. Życie.

Zaczynamy…

Jeśli myślisz, że jesteś panem swego życia, to nie tkwij już w tym błędnym przekonaniu. Zapisz to sobie gdzieś na jakiejś karteluszce i przypnij magnesem do lodówki, jeśli boisz się, że nie zapamiętasz. Mianowicie – „panem” Twojego życia, są bakterie. Jednak nie smuć się, bo życie Twego sąsiada, szefa, prezydenta czy premiera, a nawet króla i królowej – też ułożone jest według scenariusza bakterii, które w nich mieszkają.

Właściwie dzięki bakteriom jesteś tu gdzie jesteś. Dosłownie! Wnętrze człowieka i jego funkcjonowanie jest jak wielka fabryka. Zero romantyzmu. Im więcej naukowcy z roku na rok wiedzą, tym bardziej „romantyzm” umysłu, cielesności i wyjątkowości człowieka – przepada z kretesem. Wyobrażasz sobie? Ty „świadomy” – nieświadomie rozmawiasz z bakteriami i ustalasz rytm życia poprzez swoje zachowania (w szerokim tego słowa znaczeniu). Okazuje się, że bakterie wiedzą coś, o czym Ty nie wiesz – bo nie byłeś jeszcze świadomy swojej świadomości… toteż one przejmują nad Tobą kontrolę, choć Tobie wydaje się, że to Ty kontrolujesz swoje życie! Jednak nie przejmuj się! Na szczęście podświadomość/dobre bakterie, które mają łączność ze wszystkim co jest na świecie – wiedzą co robią. Ty im służysz do dostarczania pokarmu i przenoszenia ich z miejsca na miejsce – co posłusznie czynisz (podróżując i wydalając kał w 30% złożonym z bakterii).

Każda istota na Ziemi to mechanizm. Jeden mniej złożony, wręcz prymitywny, zaś inny na najwyższym poziomie rozwoju jaki znamy. Jednak jest coś, co łączy wszystkie istoty – żeby żyć, muszą dostarczać paliwo do swojego mechanizmu zwanego organizmem. Tym paliwem jest odpowiednie dla danego gatunku – pożywienie. Przez miliony lat rozwoju gatunków – został wyspecjalizowany układ pokarmowy, którego zadaniem jest pochłanianie, trawienie oraz wydalanie resztek pokarmu. Jedna z koncepcji mówi, że człowiek jest produktem zasiedlenia się bakterii. Bakterie stworzyły niejako pożywkę do tego, żeby żyć, przemieszczać się w rożne miejsca (tym samym rozsiewać się po świecie). Człowiek nosi w swoich jelitach średnio ponad dwa kilogramy bakterii. Oprócz jelit bakterie mieszczą się dosłownie wszędzie: oczy, pochwa, skóra, włosy, miejsce pod paznokciami, nos, gardło, jama ustna, zęby, dziąsła, uszy, mózg… można tak długo wymieniać. W ciele człowieka toczy się odwieczna walka między dobrymi bakteriami a złymi. Jeśli kondycja tych pierwszych jest słaba, wówczas kontrolę przejmują te złe (zamieszkujące organizm lub dostające się z zewnątrz). Mało tego… skoro bakterie odżywiają się, to i wydalają… znajduje się to w zależności od ich miejsca pobytu – na skórze, języku, pod pachami (kojarzysz ten nie zawsze przyjemny zapach?), jelitach, i tak dalej. Jak myślisz, dlaczego puszczane bąki śmierdzą? Mieszkając z kimś przejmujemy jego florę bakteryjną. Wyprowadzając się i zamieszkując z kimś innym – przekazujemy dalej swoje bakterie zaś sami otrzymujemy unikatową porcję od swego partnera. Cóż bardziej romantycznego w wydaniu biologii życia? Dzielenie się… 😉 Jesteś u fryzjera, kosmetyczki, lekarza czy w kinie, restauracji, toalecie w galerii… tamte bakterie chętnie przyjdą w odwiedziny do Twego organizmu… Lubisz spotkania z przyjaciółmi u siebie w domu lub u nich? Bakterie też lubią…

Nie wiem czy może być jeszcze mniej romantycznie – ale spróbuję… Okazuje się z wielką dozą prawdopodobieństwa, że to bakterie podejmują za nas decyzje! To one kształtują nasz gust, wybierają partnera, pracę, kształtują nasz temperament, gust, upodobania! To bakterie w jelitach są naszą intuicją, którą często kierujemy się podejmując wybory życiowe.

Sposób w jaki karmimy bakterie przyjmując pokarm – kształtuje naszą osobowość, dobiera przyjaciół, decyduje o podatności na choroby, może być jednym z powodów ADHD, autyzmu, czy cukrzycy, nerwic, depresji, itd. Nie ma ani jednej komórki w ciele, która nie byłaby kierowana przez bakterie z jelit.

No i pada brutalne pytanie: Czy to my żyjemy dla baterii czy bakterie dla nas? Bo pewne jest, że człowiek bez bakterii żyć nie będzie, ale bakterie bez człowieka również nie. Powstanie mózgu i późniejsze osiągnięcie ewolucyjne jakim jest świadomość może okazać się, skutkiem ubocznym rozwijających się w organizmach (także w człowieku) bakterii. BUM! Czyżby świadomość swego żywiciela była potrzebna bakteriom? Jak już wspomniałam nasze bakterie w układzie pokarmowym chronią nas przed chorobami – jeśli dobrze o nie dbamy. Opieka nad nimi to nie tylko odpowiednia dieta, ale także dbałość o emocje… bowiem te negatywne dziesiątkują dobre bakterie jelitowe, dając przewagę tym złym i jednocześnie prowadząc do chorób. Tak więc kiedy widzisz koleżankę w pracy tryskającą opryskliwością, szefową tzw. podstępną żmiję… to już wiesz, że ich flora bakteryjna jelit została przejęta przez złe bakterie – pewnie już w dzieciństwie… 😉 Warto bowiem wiedzieć, że każde nasze doświadczenie, relacja, zdarzenie – od życia płodowego do chwili obecnej – zapisywane jest w archiwach naszej tzw. podświadomości… poniekąd bakterii…

To jak? Może trochę historii naszego życia? Jesteś gotowa/wy?

Około czterech miliardów lat temu na Ziemi pojawiło się życie. Były to mikroorganizmy jednokomórkowe – archeony. Przez kolejne trzy miliardy lat były jedynymi organizmami żyjącymi na naszej planecie. Jest wiele teorii odnośnie przyczyn pojawienia się tych mikroorganizmów na Ziemi. Jedna z nich mówi, że przybyły one z kosmosu wraz z pędzącą asteroidą, która uderzyła w Ziemię. Te pierwsze żyjące organizmy mieściły się w wodach pomiędzy miliardem gatunków różnych drobnoustrojów (bakterii klasyfikowanych jako prokariota oraz pozostałych organizmów klasyfikowanych jako eukariota). Trzy miliardy lat to bardzo długi okres czasu, w których to mikroby zaczęły porozumiewać się między sobą, tworząc język biologiczny. W związku z tą potrzebą porozumiewania się, wytworzyły cząsteczki sygnałowe do wysyłania informacji oraz cząsteczki odbiornikowe do dekodowania sygnałów. Taka sygnalizacja sprawiała, że z biegiem czasu zmieniała się funkcja mikrobów wysyłających lub odbierających te zakodowane informacje. Naukowcy badający życie na Ziemi oraz system działania neuroprzekaźników w naszych ciałach, wskazują na fakt, że te pradawne cząsteczki sygnałowe i odbiornikowe są do złudzenia podobne do tych, które obecnie służą mikrobocie jelitowej do porozumiewania się z naszym mózgiem. Można też uznać, że miliard lat temu w morzach i oceanach powstawały pierwsze prymitywne systemy hormonalne.

Dalej… około pięciuset milionów lat temu zaczęły ewoluować pierwsze zwierzęta wielokomórkowe morskie, a niektóre drobnoustroje osiedlały się w ich układzie pokarmowym. „Stopniowo (powstające) zwierzęta i mikroby wypracowały relacje symbiotyczne a drobnoustroje zdołały przenieść ważne informacje genetyczne do swych gospodarzy. Informacje te wyposażyły zwierzęta w rozmaite cząsteczki chemiczne, których wytwarzanie mikroby opanowały w ciągu miliardów lat prób i błędów. Część z tych cząsteczek stała się neuroprzekaźnikami, hormonami, peptydami jelitowymi, cytokinami i innymi rodzajami cząsteczek sygnałowych wykorzystywanych dzisiaj przez nasze organizmy.” (Emeran Mayer, Twój drugi mózg, JK Wydawnictwo, Łódź 2020).

Kolejne miliony lat były zarezerwowane na rozwijanie się prymitywnego układu nerwowego oplatającego pierwsze zaczątki prymitywnych jelit (układu pokarmowego). Działały one podobnie do tego jak działa obecnie nasz układ nerwowy oplatający jelita. Zaczątkami ludzkich neuroprzekaźników były sieci nerwowe, które wykorzystywały instrukcje genetyczne od mikrobów do wytwarzania kodów sygnałowych. W ten sposób neurony przekazywały wiadomości między sobą i wydawały polecenia skurczu komórkom mięśniowym.

Symbioza nawiązana między pradawnymi zwierzętami morskimi a żyjącymi w nich mikrobami dawała mnóstwo korzyści zarówno zwierzętom, jak i bakteriom w ich układzie trawiennym. Zwierzęta te zyskały umiejętność trawienia pokarmów, wytwarzania witamin, wytwarzania pewnych neuroprzekaźników, usuwania toksyn z organizmu. Z kolei mikroby miały cieplutkie, zaciemnione środowisko, w którym mogły rozwijać się, mieć pokarm i przemieszczać się w różne miejsca. We wszystkich wielokomórkowych organizmach na Ziemi przetrwała owa relacja gospodarza i mikroorganizmów w jego układzie trawiennym.

Początkowo to jelitowy układ nerwowy kontrolował zewnętrzne zachowania organizmu takie jak np. zbliżanie się do innych organizmów, odczuwanie zagrożenia, itp. Potem funkcje te zostały przeniesione do obszarów mózgu  regulujących emocje, a jelitowy układ nerwowy miał kontrolować procesy trawienne. Oczywiste jest jednak to, że mimo ewolucji i z racji tego przeniesienia wielu funkcji do mózgu (wcześniej pełnionych przez układ nerwowy jelit), jelita jako takie nie zapomniały swoich umiejętności i w dzisiejszych czasach pracują dla nas jako tzw. intuicji.

W naszych jelitach żyje ponad sto trylionów mikrobów. W związku z tym tylko 10% komórek w ludzkim ciele jest ludzkich. Jeśli wzięłoby się wszystkie bakterie z jelit i uformowało kulę, to ta kula ważyłaby 1 – 3 kg. Jest to ciężar naszego mózgu znajdującego się w czaszce. W mikrobiocie jelitowej, znajduje się sto tysięcy gatunków drobnoustrojów, zawierającej tysiąc razy więcej komórek niż mózg wraz z rdzeniem kręgowym, a dziesięć razy więcej niż wynosi liczba komórek ciała. Ludzkie geny w organizmie każdego z nas zajmują jedynie 1%. Na każdy ludzki gen przypada 360 genów mikrobów jelitowych. „Bardzo istotne jest tu, że składniki makrobiotyczne znacznie przeważają nad czysto ludzkim wkładem w ten super organizm. Ponieważ składnik makrobiotyczny jest ściśle powiązany wspólnym biologicznym systemem komunikacyjnym ze wszystkimi innymi mikrobronami w glebie, powietrzu i morzach oraz z pozostającymi w symbiozie w niemal wszystkich istotach żywych jesteśmy ściśle i nierozerwalnie włączeni w sieć życia oplatającą całą Ziemię. Ta nowa koncepcja ludzko-mikrobowego superorganizmu ma daleko idące implikacje co do rozumienia naszej roli na Ziemi oraz wielu aspektów zdrowia i choroby” (Emeran Mayer, Twój drugi mózg, JK Wydawnictwo, Łódź 2020).

Jak już wiadomo, DNA człowieka zawiera dużo DNA mikrobiomu, który asymilował się z nim podczas milionów lat życia na Ziemi.

Nasz mózg, jelita i żyjące w nich drobnoustroje porozumiewają się ze sobą w swoim języku biologicznym. Mikroby wpływają na nasze emocje, poczucie stresu, samoocenę, podejmowane przez nas decyzje. Jelita są naszym drugim mózgiem i tak powinno się je traktować, tym bardziej, że złożoność działania jest porównywalna z działaniem naszego mózgu. Symbioza mikrobioty i człowieka polega na tym, że bakterie mają ciepły dom z dostawami pożywienia, bezpiecznym miejscem i szlakiem płynących informacji/sygnałów chemicznych naszego organizmu zaś my zyskujemy niezbędne witaminy, metabolizowanie substancji trawiennych (kwasy żółciowe), detoksykację niebezpiecznych dla nas związków chemicznych, trawienie błonnika i cukrów złożonych, z czym sam organizm nie poradziłby sobie. Do tego dochodzi niebagatelny wpływ serotoniny (hormonu, który sygnalizuje nam radość, zadowolenie z życia i dobrostan) – wg różnych źródeł w 90 – 97% produkowanej przez mikroby. Dużej części tego narkotyku szczęścia potrzebują bakterie jelitowe do swego funkcjonowania, więc to nie jest tak, że ich szlachetność nie zna miary… Właśnie dlatego to co jemy na wielki wpływ na ilość serotoniny w organizmie. Im więcej serotoniny zostanie zużytej to transportu jedzenia, tym mniej zostanie na potrzeby naszych uczuć. To co jemy ma także znaczenie w utrzymaniu równowagi w żywotności dobrych bakterii lub opanowaniu ich przez te złe (patogeny). Bakterie jelitowe uczestniczą także w formowaniu się stolca stanowiąc blisko trzecia część jego masy, stymulują aktywność wyściółki jelitowej i nie wpuszczają wrogich organizmów. Rozkładają nieprzyswajalne resztki pokarmowe na mniejsze i łatwiejsze do usunięcia fragmenty. Zwalczają substancje wywołujące nowotwory oraz utrzymują nas z daleka od szkodliwych substancji. Dzielą na części kwas żółciowy, który uchodzi za zasadniczy czynnik wywołujący raka piersi oraz raka jelit. Odpowiednia flora bakteryjna bierze udział w detoksykacji organizmu. Usuwa z organizmu około 40 procent toksyn z pożywienia. Gdyby nie to, wątroba musiałaby pracować nieustannie.

Czyż nie jest to cudem natury? Zdawałoby się prymitywne istoty, które w nas mieszkają, dają nam możliwość życia, sprawiając, że ich żywiciel jest pod względem ewolucji – na szczycie.

Złe bakterie, które wtargną do organizmu w pierwszej kolejności trafiają na mikrobiotę jelitową. Nasza flora bakteryjna walczy z nimi, aby obronić swoje terytorium i zapobiec wrogiemu przejęciu przez podstępnych intruzów. Zatem układ odpornościowy ma wsparcie w postaci naszych przyjaciół – dobrych bakterii w jelitach (mają one zdolność do regulowania układu odpornościowego). Jeżeli bakterie z jelita nie będą próbowały dostać się do układu odpornościowego, wówczas układ immunologiczny żyje z nimi niejako w rozejmie. Dobre bakterie mogą przedostać się do krwiobiegu wówczas, kiedy ściany jelita nie są szczelne (co nie jest dobre nie tylko ze względu na przedostanie się bakterii z jelita, ale także innych drobnoustrojów oraz resztek niestrawionych pokarmów). Nieszczelność bariery jelitowej sprawia,  że do krwiobiegu przedostają się cząsteczki, które nie powinny się tam znaleźć – a to z kolei drażni układ immunologiczny i może uruchamiać mechanizmy alergii lub autoagresji. Zrównoważone odpowiednią ilością zdrowych bakterii nasze jelita wspierają zdrowie i szczęście mózgu. Jeśli zaburzy się tę równowagę, wówczas niekorzystne bakterie w jelitach przejmą kontrolę, co powoduje powstawanie różnorakich toksyn. Toksyny te będą wchłaniane przez cały organizm wywołując także szkody dla naszego mózgu oraz powodując zmianę naszych zachowań na gorsze. Wchodzi tu w grę złe samopoczucie psychiczne, rozdrażnienie, depresja, nieprzewidywalne/nerwowe zachowania, problemy z pamięcią. Mózg połączony jest z jelitami – ale o tym było już wielokrotnie tutaj wspominane.

Równowaga i ogólny stan naszej mikroflory w bardzo dużym stopniu zależy od nas samych – naszej diety, trybu życia i nawyków. Antybiotykoterapia – która nie zawsze jest potrzebna, inne leki, które przyjmujemy, stres, brak błonnika w diecie, toksyczne substancje i polepszacze (tzw. konserwanty) zawarte w gotowej żywności, antybiotyki zawarte w żywności zwierzęcej (mleko, sery czy mięso) negatywnie wpływają na naszą florę bakteryjną. Do tego zestawu można zaliczyć także wszechobecny biały rafinowany cukier, białą mąkę. Żywność obfitująca w wyżej wymienione składniki powoduje namnażanie szkodliwych bakterii i drożdży. Takie dolegliwości jak: bóle głowy, alergie, migreny, choroby układu odpornościowego, wysypka, tycie, trądzik, zmęczenie, zaburzenia hormonalne, niska odporność organizmu – mają związek ze stanem, zdrowiem i kondycją naszych jelit. Niestety, prawdą jest, że żyjemy w czasach panowania przetworzonej żywności, leków na każdą dolegliwość (w zasięgu naszej ręki i bez recepty), używek, łakoci z białej mąki oraz cukru, i innych tego typu szeroko dostępnych „substancji”. Nie służy to naszemu organizmowi – a w pierwszej kolejności nie służy to w żaden sposób naszej florze bakteryjnej, od której zależy nasze życie. Żywność wymienionego typu przyczynia się do zmniejszenia różnorodności populacji drobnoustrojów jelitowych co ma wymierny wpływ na zdrowie człowieka. Niestety istnieje także kategoria czynników, nad którymi nie zawsze mamy panowanie, a nawet nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia, np. metale ciężkie, zanieczyszczenie powietrza, pestycydy, plastik, stres organizmu (którego świadomie nie odczuwamy, ponieważ istnieje na poziomie komórkowym).

            Nie tylko to co zjadamy ma wpływ na mikrobiotę jelitową. Takie emocje jak gniew, smutek, lęk, wstyd, zawiść i inne tego typu, mają szkodliwy wpływ na mieszkańców naszych jelit, a tym samym mają negatywny i szkodliwy wpływ na naszą jakość życia – i czasem dosłownie na nasze życie. Jeżeli nasz gniew, stany lękowe, strach, smutek czy złość oraz niezakończone lub trudne relacje z ludźmi – mają charakter przewlekły wówczas niszczą bakterie, dzięki którym prawidłowo funkcjonujemy.

Problem jest tylko taki, że nie zawsze wiadomo czy to nasz mózg w czaszce spowodował złe samopoczucie, depresję, chciwość, żal, smutek, itp. czy może to zaniedbana flora bakteryjna swoim działaniem spowodowała powyższe stany psychiczne. Naukowcy bowiem zgodnie twierdzą, że bakterie w naszym brzuchu są zdolne do sterowania naszym nastrojem, a nawet zdrowiem psychicznym. Istnieje bowiem silna korelacja między zaburzeniami jelitowymi a zdrowiem psychicznym. Mózg i jelita łączy „superszybka autostrada”. Zarówno układ nerwowy mózgu, jak i układ nerwowy jelit wywodzą się z tych samych komórek embrionalnych. Te części ciała powstają ze wspólnej tkanki! (Vincent Pedre, Szczęśliwe jelita, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019). Na osi jelita – mikrobron – układ odpornościowy – mózg odbywa się nieustanny ruch czteropasmowy! 70 – 80% komórek układu odpornościowego znajduje się w jelitach, a konkretnie w tkance limfatycznej przewodu pokarmowego, współistniejąc z rozmaitymi drobnoustrojami cały czas trwa między nimi wymiana informacji. Dobre bakterie kontrolują i regulują podstawową aktywność układu immunologicznego. Zdrowe jelita to zdrowe ciało, a choroba jelit oznacza chorobę układu immunologicznego.

Stad przyjmuje się, że takie choroby jak Hashimoto, toczeń, sma i inne choroby autoagresywne (czyli układ immunologiczny atakuje własne komórki organizmu), mogą być przyczyną między innymi chorych jelit.

Często zdarza się, że dolegliwości, z którymi idziemy do lekarza nie są wiązane ze stanem jelit. Wydają się pozornie niezależne od nich. Można tu wymienić:

– wysypkę, egzema, pokrzywka,

– nowotwory,

– choroby serca,

– problemy z kręgosłupem, bóle pleców,

– depresje,

– alergie,

– refluks,

– Hashimoto,

– stany zapalne w organizmie,

– atopowe zapalenie skóry,

– astma,

– nadwaga,

– nerwica serca,

– zaburzenia odżywiania,

– chroniczne zmęczenie,

– bóle głowy,

– zaparcia,

– ADHD,

– artretyzm,

– choroba autoimmunologiczna,

– przewlekły kaszel,

– zaburzenia równowagi hormonalnej,

– skurcze jelit,

– niski poziom białych krwinek,

– bezsenność,

– bezpłodność,

– zaburzenia poziomu cukru wekowi,

– zaburzenia koncentracji,

– zawroty głowy.

Ważne jest co jemy, ale także jak jemy i z kim jemy. To wszystko bowiem ma wielkie znaczenie w działaniu naszych jelit oraz naszego stanu emocjonalnego. Aspekt emocjonalny ma wielkie znaczenie w procesie przyswajania pokarmu przez organizm, a nie zawsze (a wręcz nigdy) nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nie da się jeść szybko, na kolanie lub w towarzystwie, którego nie znosimy/nie lubimy. Jedzenie powinno stanowić czas relaksu, spokoju, wyciszenia. Powinno się długo przeżuwać pokarm i czuć jego smak wręcz trzewiami. Pośpiech, hałas czy oglądanie telewizji/maili/telefonu komórkowego wywołują stres dla organizmu (jeśli nie na poziomie świadomym, to na pewno na poziomie komórkowym). Posiłki powinny być małe, co 3-4 godziny. Pożywienie powinno pochodzić z upraw ekologicznych, przygotowane samemu we własnej kuchni.

W krótkim zestawieniu nie da się wszystkiego dokładnie omówić. Można co najwyżej zainteresowane osoby – nakierować na źródła wiedzy w postaci książek czy artykułów. Co, mam nadzieję właśnie czynię (bibliografia pod tekstem). Najważniejsze są chęci zmiany nawyków, świadomość i odpowiedzialność za siebie i innych. 

Co jeść by wspomagać naszą florę jelitową?

Według różnych lekarzy i wg różnych źródeł/książek – diety zdrowe dla jelit odrobinę różnią się między sobą. Trzeba pamiętać o tym, że każdy organizm jest inny. To, co jednej osobie przynosi korzyść i ulgę, niekoniecznie może służyć innej osobie. Podstawa to obserwacja własnego organizmu i jego reakcje na poszczególne pożywienie. Istnieje bowiem wiele dolegliwości i chorób jelit, tarczycy, żołądka, wątroby oraz przebyte lub aktualne choroby nowotworowe – w związku z czym należy w takich przypadkach konsultować się z lekarzami i dietetykami.

Poniżej zostaną przedstawione pokarmy jako ogólna wskazówka i raczej dla osób zdrowych, które pragną wspomagać swoje jelita.

Według wielu lekarzy i dietetyków – w diecie ukierunkowanej na zdrowe jelita powinno ograniczyć się spożycie mleka i jego przetworów, wyeliminować z diety kawę, żywność przetworzoną, uważać gluten (czyli większości zbóż), soję i jej przetwory. Należy całkowicie zrezygnować z rafinowanego cukru i mąki. Alkohol i papierosy wyzerować i zapomnieć o nich na zawsze. Dieta dla jelit jest bardzo ważna i generalnie podlega pod lekkostrawną i bez chemii (czyli żywności przetworzonej). Posiłki powinno przygotowywać się samodzielnie w domu z ekologicznych produktów i odpowiednich dla jelit. Nie powinno się smażyć, grillować lub dusić w tłuszczu.

Zacznijmy od:

Prebiotyki – pożywienie wspomagające rozwój korzystnej flory bakteryjnej. Przede wszystkim wchodzi tu błonnik, który stanowi dużą część pożywienia dla naszych bakterii jelitowych. Przyśpiesza ich wzrost i w naturalny sposób prowadzi do szybkiego przetwarzania pokarmu co ostatecznie poprawia także przebieg procesów trawiennych. Błonnik jak wiadomo, znajduje się w dużych ilościach w warzywach i owocach (owoce powinno spożywać się raz dziennie w godzinach porannych), pestkach, pełnych ziarnach, orzechach, ryżu, siemię lniane, soczewica, i inne. Innym prebiotykiem jest proszek z inuliny, korzeń z cykorii, czosnek, pory, cebula.

Probiotyki –  które zawierają różne szczepy bakterii, i które powinno się dostarczać organizmowi np. w postaci kapsułek (dobrej jakości).

Siara – rodzaj mleka wytwarzanego przez ssaki (np. krowy, kozy,)  tuż przed urodzeniem potomstwa. Wykazuje właściwości sprzyjające powracaniu jelit do zdrowia. Zawiera czynniki wzrostu gojące uszkodzenia wyściółki jelit, zmniejsza ilość szkodliwych bakterii.

Sfermentowane pokarmy – kiszonki, są lekkostrawne i zawierają dobre bakterie.

Pożywienie odpowiednie dla jelit i mikrobów jelitowych:

 

  1. Codziennie na czczo – 2 szklanki wody z wyciśniętym sokiem z cytryny.
  2. Nasiona, komosa ryżowa i gryka – zamiast zbóż, które zawierają gluten (wg wielu źródeł gluten nie jest zdrowy dla jelit).
  3. Błonnik rozpuszczalny: fasola i groch, pełne ziarna (w tym płatki owsiane, chleb razowy pełnoziarnisty, chleb wieloziarnisty), wszystkie owoce, warzywa z rodziny kapusiowatych, siemię lniane.
  4. Nierozpuszczalny (niestrawny) błonnik: fasola, otręby, siemię lniane, orzechy i nasiona, nasiona strączkowe, warzywa i owoce, orzechy, ryż brązowy.
  5. Inulina, cebula, czosnek, pory, szparagi, karczochy.
  6. Fermentowane warzywa i napoje: kiszona kapusta, kim chi, kefir, sok z kiszonych buraków.
  7. Orzechy: zwłaszcza pistacje, migdały i orzechy włoskie (dobrej jakości).
  8. Probiotyki (dobrej jakości)
  9. Suplementacja: wit D3, kwasy omega3, wit. A, C, K, E, kwas foliowy, magnez, wapń, selen, cynk, colostrum (siara czyli pierwsze mleko po porodzie ssaków), Wit. B6, B12
  10. Miód.
  11. Warzywa liściaste.
  12. Dzikie ryby.
  13.  
  14.  
  15.  
  16. Tłuszcze i oleje: olej z awokado, oliwa z oliwek, olej lniany, sezamowy, z orzechów włoskich, z pestek dyni i kokosowy.
  17. Przyprawy i zioła, sól morska.
  18. Gorzka czekolada

 Pożywienie potencjalnie niszczące jelita/prowadzące do zespołu nieszczelnego jelita:

  1. Nabiał, produkty mleczne.
  2.  
  3. Gluten (czyli produkty zawierające gluten – jest ich mnóstwo).
  4. Rośliny strączkowe (mogą prowadzić do nieszczelności jelit).
  5. Warzywa z rodzaju psianka (m.in. pomidory, papryka)
  6. Cukry przetworzone (biały rafinowany, syrop glukozowo-fruktozowy, syrop kukurydziany i inne).
  7. Przyjmowane leki np. od refluksu czy zgagi, a nawet aspiryna i leki przeciwzapalne dostępne bez recepty
  8.  
  9.  
  10.  
  11.  

Pożywienie niszczące mikroby jelitowe:

  1. śmieciowe jedzenie, przetworzone z chemicznymi dodatkami.
  2. Gotowe wyroby cukiernicze z utwardzanymi tłuszczami trans, rafinowanym cukrem i dodatkowo stosowanymi polepszaczami.
  3. Mięso i tłuste dania.
  4. Zboża z glutenem.
  5. Leki na zgagę, niestrawność, refluks, leki przeciwzapalne bez recepty.
  6.  
  7. Biały ryż, drobne kasze, kasza manna.
  8. Biały chleb.
  9. Czerwone wino.
  10. Gluten (według wielu źródeł gluten i dania, w których jest gluten – niszczą florę bakteryjną i prowadzą do nieszczelności jelit).

Oprócz odpowiedniego pożywienia oraz towarzystwa, ważne jest także nastawienie do świata. Życzliwość, radość i otwartość. Pozbycie się stresu (skuteczne zarządzanie stresem), pozbycie się negatywnych emocji skutkują brakiem stanu zapalnego w organizmie a tym samym zdrowiem. Ciągłe odczuwanie negatywnych emocji może dosłownie zabić, a pozytywne podejście może pomóc w leczeniu lub nie doprowadzać do  chorób. Dziedziną badającą interakcje między działalnością umysłową a układem odpornościowym (pamiętamy, że jakieś 80% odporności to zdrowe jelita) nazywamy psychoneuroimmunologią. Ale o tym będzie w innym artykule.

Reszta wiedzy w proponowanej tutaj literaturze, z której korzystałam… lub zachęcam do własnych poszukiwań. 🙂 Warto zainteresować się tym tematem i poczytać książki napisane przez lekarzy zajmujących się jelitami i chorobami z nimi związanymi. Jest to ważne, jeśli chcemy utrzymać zdrowie i dobre samopoczucie. W krótkim artykule nie sposób ująć wszystkiego. 

Artykuł powstał dzięki literaturze:

Bibliografia:

  1. Ciborowska, H.; Rudnicka, A.: Dietetyka, PZWL Wydawnictwo Lekarskie, Warszawa 2018
  2. Włodarek, D., Lange, E., Kozłowska, L., Głąbska. D., Dietoterapia, PZWL Wydawnictwo Lekarskie, Warszawa 2015
  3. Grzymisławski, M., (red.), Dietetyka kliniczna, PZWL Wydawnictwo lekarskie, Warszawa 2020
  4. Lindberg, F. A., Dieta greckiego doktora, Rebis, Poznań 2006
  1. Pitchford, P., Odżywianie dla zdrowia, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź, 2010
  2. Cabot, S., Zdrowe jelita to zdrowe ciało, Wydawnictwo Mada, Warszawa, 2015
  3. Whitlock, C., Temple, N., Poznaj swoje bakterie, Insignis Media, Kraków 2019
  4. Myers, A., Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne, Wydawnictwo Vital, Białystok 2020
  5. Michalsen, A., Zamień leczenie na jedzenia, MUZA, Warszawa 2020
  6. Triaire, A., Zdrowie na talerzu, Wydawnictwo KDC, Warszawa, 2009
  7. Junger, A., Dieta oczyszczająca jelita, Laurum, Warszawa, 2015
  8. Sullivan, B., Więcej niż DNA. Geny, drobnoustroje i osobliwe moce, decydujące o tym, jacy jesteśmy, Burda Media Polska Sp. z.o.o, Warszawa 2020
  9. Pitchford, P., Odżywianie dla zdrowia, Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2019
  10. Czasopismo „O czym lekarze ci nie powiedzą” – numery: 8/2020; 7/2019; 6/2019
  1. czasopismobiologia.plArcheony – trzecia domena życia – Czasopismo Biologia w szkole | nowości z zakresu nauk przyrodniczych
  2. Chopra, D., Tanzi, R.E., Uzdrów sam siebie, Helion SA, Gliwice 2019
  1. Mayer E., Twój drugi mózg, JK Wydawnictwo, Łódź 2020
  2. Junger A., Dieta oczyszczająca jelit, MT Biznes, Warszawa 2015
  3. Pedre V., Szczęśliwe jelita, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2019
  4. Vollmer, J.B., Zdrowe jelita zdrowe życie, Vital, Białystok, 2017

„Autor pisze tylko połowę książki, druga połowa należy do czytelnika”.

 J.Korzeniowski

Książka – witamina (wszech)wieczności

Czytanie książek ma wiele walorów. Zarówno w rozwoju dzieci, jak i w życiu  dorosłych, moc płynącą z  książek porównałabym z działaniem witamin. Wiecie, że moją pasją jest zdrowe odżywianie, stąd to porównanie do witamin –  na mnie działa.

Czy ktoś widział witaminy? Widzimy liść sałaty, kromkę chleba, kaszę w garnku – ale witamin w tych potrawach już nie widzimy. Widzimy książki na półkach, całe regały książek – w księgarniach, jednak magii (w wielu wymiarach), płynącej z książek i dzięki książkom – nie da się zobaczyć gołym okiem. Zapewne stąd wynika problem zarówno spożywania witamin, jak i czytania książek.

Oprócz tego, że zaczęłam zajmować się tajnikami zdrowego życia i żywienia, to jestem także nauczycielką. Pisałam swoją pracę magisterską na temat nauki czytania dzieci sześcioletnich i w klasie pierwszej szkoły podstawowej. Przerzuciłam masę literatury na ten temat. Mózg to nieodgadniony organ. To kosmos, którego nie jeszcze nie poznaliśmy. Obecnie jest dużo więcej naukowych artykułów i książek odnośnie działania mózgu podczas nabywania umiejętności czytania. Z całą pewnością można powiedzieć (bo to akurat nie zmieniło się od lat), że nauka czytania z fizjologicznego punktu widzenia nie jest łatwym zadaniem, jeśli dorośli odpowiednio nie przygotują dziecka do tej przygody. Tak, bo naukę czytania i czytanie należy traktować jako przygodę, resztę nasz mózg ogarnia sam.

Każdy rok to promocja czytelnictwa w szkołach. W  każdym programie jest mowa o zachęcaniu dzieci do czytania. W Internecie założonych jest wiele grup czytelniczych, z których dorośli mogą czerpać inspiracje. Jednak nie widać, żeby młodzież szczególnie garnęła do się czytania. Szczerze powiem, że zupełnie nie rozumiem tego zjawiska – bo zarówno ja, jak i moje dzieci nie wyobrażamy sobie dnia bez książki i wieczoru bez bajki.

Jak to jest z tym czytaniem?

Najnowsze badania neurobiologiczne pokazały coś absolutnie fascynującego. że jesteśmy w stanie coś budować w strukturach mózgu. Innymi słowy, że możemy być stwórcą. Otóż jest taka struktura w mózgu, która jak kropelka kleju łączy prawą i lewą półkulę mózgu. W tej kropelce kleju są oczywiście poszczególne części. I jest jedna część, która tworzy się wtedy i tylko wtedy, gdy uczymy się czytać. Analfabeci tej struktury nie mają. Ta struktura nazywa się istmus, czyli cieśń i im wcześniej ją wytworzymy, tym większe szanse ma mózg na szybsze przesyłanie informacji miedzy prawą i lewą korą oraz budowanie czegoś, co jest wynalazkiem człowieka, czyli odczytywanie zapisanego kodu. A to odczytywanie zapisywanego kodu pozwala dzieciom odkrywać nowe sposoby odkodowywania innych informacji”. (prof. Jagoda Cieszyńska – wywiad dla RMF24 – Twoje Zdrowie, 20X 2018). Z innego artykułu wiem, że nawet starsze kobiety, które nie umiały czytać, ucząc się – inicjują trwałe zmiany w swoich mózgach. To niesamowite, jaką moc wytwarza umiejętność czytania.

Zacznijmy od kolebki. Dziecko rodzi się. Nie umie mówić, ale słyszy. Zdolności językowe kształtują się, zanim dziecko zacznie wypowiadać pierwsze zdania. Od rodziców słyszy melodię języka, słownictwo (bogate lub ubogie). Jeśli włączymy rytuał czytania książek dziecku – wówczas rozwijają się takie umiejętności jak: powiązanie dźwięku słów z obrazem, zapamiętywanie informacji, usprawnianie koordynacji wzrokowo słuchowej, stymulacja wzroku, kojarzenie faktów, wnioskowanie i zestawianie przyczyny ze skutkiem. Oprócz intelektualnej strony, są jeszcze emocjonalne aspekty czytania: budowana jest więź między dzieckiem, a czytającym mu rodzicem, zaufanie i spokój, bliskość rodzica. Zaczyna się tu pierwsze zaciekawienie literami i chęć „pisania” swojego imienia. Dziecko w tym wieku skupia uwagę na bohaterach, porównuje ich postępowanie z tym co samo obserwuje w domu.

Starsze dziecko (3-6 lat) ma potrzebę poznawania świata w szerszym aspekcie niż wcześniej. Wzbogaca słownictwo, zaspokaja wiedzę poprzez słuchanie czytanych książek lub jako sześciolatek – samo czyta. Dziecko w tym wieku czerpie wzorce osobowe z książek, czerpie inspirację do zainteresować, poznaje mechanizmy rządzące światem, biologię człowieka. Zadaniem dorosłych jest dobieranie książek adekwatnie do wieku. Słownictwo powinno być na poziomie danego dziecka – by nie zniechęcać do czytania.
Oprócz wiedzy, książki dostarczają emocji, rozpoznawania tych emocji i  nazywania ich, konfrontacji z własnymi lękami. Wzory postępowania czerpane z bajek czy baśni pozostawią ślad na długie lata. Na podstawie książek dorosły może poprowadzić rozmowę wychowawczą, wprowadzić temat, rozwiązać problem.

Kolejny przedział wiekowy to wczesne lata szkolne (6 – 10 lat). W tym wieku dziecko poznaje rzeczywistość – między innymi  poprzez czytanie książek. Wspólne czytanie – rodzica  z dzieckiem zacieśnia więzy, buduje relacje, pokazuje, że dziecko jest dla rodzica ważne. Spędzanie czasu z książką wpływa pozytywnie na rozwój emocjonalny i intelektualny.  W tym wieku mały człowiek potrafi analizować, wyciągać wnioski, zanim wybierze najlepszą opcję działania (oczywiście na miarę swojego doświadczenia oraz wieku). Książki pomagają rozwijać hobby i zainteresowania dzieci, zaspokajać ciekawość, rozwijają słownictwo związane z nazywaniem emocji, rozterek czy leków. „Czytanie ma nieoceniony udział w rozwoju osobowości, pomaga utrzymywać równowagę emocjonalną, chroni przed negatywnymi skutkami przeżywanych emocji. Lektura książek razem z rodzicem i samodzielnie, rozbudza i kształtuje wrażliwość emocjonalną dziecka, daje wewnętrzną siłę do radzenia sobie z trudnościami i regulowania własnych emocji” (Michalina Gajewska; Książką połączeni, czyli o roli czytania w życiu dziecka; Instytut Książki, Kraków 2017). Historie, które najbardziej pochłaniają dziecko w tym wieku – to te, które pomagają mu zrozumieć jego osobistą sytuację życiową. Dziecko uczy się rozumienia siebie, oceniania swojego zachowania z moralnego punktu widzenia. W kontekście sytuacyjnym widzi również istotę problemów w postępowaniu bohaterów i wyciąga wnioski z ich postępowania. Podobnie tutaj – osoba dorosła powinna czuwać nad wyborem literatury adekwatnie do wieku. Może się bowiem zdarzyć, że zbyt trudna książka doprowadzi do sytuacji lękowych lub nieadekwatnej interpretacji zawartych tam problemów. Należy pamiętać, żę dziecko przeżywa czytaną książkę.

W późniejszych latach szkolnych i w dorosłości także czerpie się wiele z czytania książek. Oprócz rozwijania pasji, zdobywania wiedzy poszerzania horyzontów myślowych, zapoznawania się z kulturą języka czy po prostu relaksu – czytanie książek zachowuje dobrą kondycję umysłową na długie lata. Czynność ta trenuje mózg, tak jak ćwiczenia fizyczne trenują mięśnie. Można wyróżnić kilka powodów dla których warto czytać w wieku dorosłym. Oto kilka z nich:

– czytanie pobudza działanie wielu obszarów mózgu odpowiedzialnych za: widzenie, język i asocjacje pojęciowe. Obszary te podczas procesu czytania pobudzane są jednocześnie;

– czytanie rozwija wyobraźnię i wspomaga koncentrację;

– obniża poziom stresu, rozluźnia mięśnie, uspokaja, pomaga zasnąć (jeśli czytamy przed snem).

– poprzez czytanie różnych tematycznie książek, pogłębiamy wiedzę o świecie i poszerzamy swoje horyzonty myślowe;

– podnosi się iloraz inteligencji (prof. kognitywistyki z University of California w Berkeley Anne E. Cunningham dowodzi, że ludzie regularnie czytający lepiej wypadają w testach na inteligencję, a ich zdolności poznawcze są wysokie do późnej starości);

– książki wzbogacają słownictwo, poprawiają pamięć (z racji tego, że podczas czytania trzeba pamiętać kolejność wydarzeń, imiona bohaterów, itd.);

– trenują myślenie krytyczne i analityczne;

– kształtują umiejętność wyciągania wniosków na podstawie czytanego tekstu;

– opóźniają demencję i spowalniają rozwój choroby Alzheimera (dr. Robert Freidland opublikował w „Proceedings of the National Academy of Sciences” wyniki badań, które dowodzą, że ludzie regularnie czytający są ponad dwukrotnie mniej narażeni na rozwój chorób otępiennych;

– książki mogą także pełnić funkcję terapeutyczną (czytanie pomaga miedzy innymi leczyć depresję);

–  rozwijają empatię;

– czytanie książek pozwala w realnym życiu łatwiej rozwiązywać konflikty i problemy osobiste.

            Trzeba stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że warto czytać. Problemem jest jednak to, że osoby z domów „nieczytających” dużo rzadziej sięgają po książki aniżeli ci, którzy wychowali się lub wychowują w domach „czytających”. No i tu wydaje się być potrzebne promowanie czytelnictwa. Jakoś przecież trzeba zachęcić te 61% nieczytającego społeczeństwa powyżej 15 roku życia oraz zaszczepić chęć do czytania tych  młodszych czytelników.  Badania przeprowadzane przez Bibliotekę Narodową pokazują, że z czytelnictwo w Polsce nie ma się najlepiej. W 2019 roku 39% Polaków zadeklarowało przeczytanie przynajmniej jednej książki. (Stan czytelnictwa w Polsce w 2019 r. – Biblioteka Narodowa (bn.org.pl)).

Latarnia w parku... przy niej ławeczka...

Skąd wiemy, że książki mają moc?

            Wielu przywódców na przestrzeni dziejów świata paliło książki lub zakazywało ich czytania czując z tej strony zagrożenie. Przecież to tylko kilkadziesiąt czy kilkaset oprawionych stron… A jednak!  Siła jaką daje słowo jest oczywista, kiedy przeanalizuje się historię płonących stosów i zakazanych ksiąg !

Dr Piotr Jakub Fereński, kulturoznawca i historyk idei z UWr: „Do dobrze udokumentowanych akcji należy choćby masowe palenie ksiąg w starożytnych Chinach na początku panowania dynastii Qin (…) Za czasów cesarza Dioklecjana palono książki chrześcijańskie, a za panowania Walensa – książki traktujące o magii. Kastylijscy władcy Grenady kazali spalić książki w języku arabskim, robiąc wyjątek tylko dla przydatnych traktatów medycznych, a na Jukatanie wrzucono w ogień 27 kodeksów Majów. (…)Podobną historię znamy z Wrocławia. W 1453 r. na placu Solnym zapłonął taki stos próżności. Wrocławianie podpalili go pod wpływem kazań franciszkańskiego zakonnika Jana Kapistrana (…) W XX wieku książki na masową skalę niszczono w trakcie umacniania reżimów totalitarnych. Niszczono książki, żeby podbite narody pozbawić tożsamości. Lub żeby zlikwidować źródło nieprawomyślnych idei i stworzyć nowego człowieka. Chiny, Chile, Argentyna… to podobny mechanizm. (…) W 1933 r. w hitlerowskich Niemczech zapłonęły stosy książek (…). W 20 największych miastach III Rzeszy, m.in. w Berlinie, Monachium, Dreźnie i Wrocławiu, zapłonęły stosy. Tylko w Berlinie spalono 25 tys. książek.”

Wracając do kraju.

Wbrew zaleceniom Ministerstwa i innych mądrych głów, tak naprawdę trudno jest promować czytelnictwo w szkole jeśli lektury są nudne i nie pokrywają się z obecnymi realiami. Do tego dochodzą absurdalne sprawdziany z treści. Uczeń książki traktuje raczej jako przykry obowiązek niż przyjemność. Raczej  w najbliższych latach sytuacja nie ulegnie zmianie, więc to my dorośli powinniśmy zachęcać swoje pociechy do czerpania radości i wielu korzyści z literatury. Wszak książki mają wielką moc !!!

Jak to jest u mnie w domu?

            Ja czytam, mój syn czytał w wieku pięciu lat, a trzyletnia córka kilka razy dziennie chodzi z książką i udaje, że czyta. Nie wyobrażamy sobie wieczoru bez książki. Ja nie wyobrażam sobie poranka bez książki. Choć obecnie mam mniej czasu niż kiedyś, to staram się czytać w każdej wolnej chwili. Nie oglądamy telewizji. Komputer ograniczamy tylko do lekcji zdalnych (niestety). Czytamy. Zaręczam, że można przekonać dziecko do czytania. Kosztuje to trochę wysiłku ze strony rodzica, ale nie jest to zadanie niemożliwe.

 

 

 

 

 

Bądźmy w kontakcie

Warto wiedzieć skąd może wziąć się u nas otyłość lub nadwaga. Wiedza może uratować przed tym problemem. Przybieranie na wadze może być procesem bardzo skomplikowanym i niejednokrotnie trudne jest znalezienie jego źródła... Jednak często przyczyny tkwią w nas samych i nie zdajemy sobie z nich sprawy...

Przyczyny biologiczne.

Za regulowanie uczucia głodu i sytości odpowiada podwzgórze i wzajemne powiązania układu hormonalnego, substancji regulujących (leptyny, neuropeptyd Y, endorfiny, galanina), enzymów oraz neuroprzekaźników (serotonina, dopamina, noradrenalina). Wadliwe funkcjonowanie któregoś a tych komponentów może przyczynić się do nadwagi.

Otyłości mogą sprzyjać: wzrastająca z wiekiem tendencja do gromadzenia się tłuszczu w organizmie, stosowanie niektórych leków, może też wynikać z różnych chorób m.in. guzów mózgu, urazów czaszki, itp., zaburzenie regulacji masy ciała. Wśród uwarunkowań biologicznych predysponujących do występowania otyłości istotną rolę odgrywają także czynniki genetyczne. Otyłość jest dwukrotnie częstsza u bliźniąt jednojajowych, niż u rodzeństwa nie będącego bliźniętami. Występowanie otyłości u jednego z rodziców zwiększa ryzyko występowania otyłości w wieku dorosłym (4-5-krotnie). W przypadku, kiedy otyłość dotyczy obojga rodziców, ryzyko to wzrasta aż 13-krotnie.

Przyczyny społeczno – kulturowe

Trzy schematy, które stają się potencjalną przyczyną nadmiernego przybierania na wadze i nieprawidłowego odżywiania się: „jedzenie to miłość” (okazywanie sympatii czy uczuć poprzez częstowanie jedzeniem), „jedzenie to nagroda” (nagradzanie dzieci za dobre zachowanie smakołykami oraz nagradzanie samego siebie) i „jedzenie to odpowiedzialność” (należy zjeść wszystko z talerza, bo tak trzeba i wypada… nawet jeśli nasz organizm tego nie potrzebuje a my nie czujemy łaknienia). Schematy te są bardzo zakorzenione kulturowo.

Do tego dochodzi jeszcze nieprawidłowy, utrwalony sposób żywienia w rodzinie, jakość i ilość spożywanych pokarmów, poziom wykształcenia rodziców, sytuacja zawodowa oraz uposażenia rodziny. Wybór pożywienia jest w znacznym stopniu zależny od ceny produktu, wiedzy o jego wartości odżywczej, reklamy, czy tradycji rodzinnej. Często obserwuje się problem podawania dziecku zbyt dużej ilości pokarmu (którego organizm nie potrzebuje). Przekarmianie dziecka przez dziadków czy rodziców powoduje, że organizm od wczesnego dzieciństwa przyzwyczaja się do przyjmowania większej ilości kalorii niż potrzebuje. Jeżeli dziecko dostaje na każde zawołanie cos słodkiego, wówczas od małego wykształca się nieprawidłowa reakcja na łaknienie (lub jego brak). Często zdarza się, że rodzice okazują swoją miłość podawaniem słodyczy (zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy dorośli są zajęci pracą i mają mało czasu dla dzieci swoją miłość okazują kupowaniem słodyczy). Ponadto w obecnych czasach zmniejsza się ilość czasu poświęcona na przygotowywanie posiłków, brak rozmów i rozluźniające się więzi rodzinne. Swoje wyrzuty sumienia rodzice łagodzą podawaniem dzieciom słodyczy lub wizytami w fast foodach.

W późniejszym, dorosłym życiu takich dzieci smakołyki typu słodycze czy wizyty w miejscach typu fast food, stają się sposobem rozwiązywania problemów. Ważne wydarzenia typu ciąża, śmierć, rozstanie, rozwód, zmiana standardu życia, przeprowadzka czy przejście na emeryturę stają się powodem przejadania co wiąże się z nieprawidłowymi nawykami z dzieciństwa.

Innymi powodami przejadania się w dorosłym życiu mogą być: dobra kuchnia rodzinnego domu, uroczystości rodzinne czy przyjęcia, celebrowanie objadania się w święta, podczas których podawane są potrawy na ogół tłuste i słodkie, powoduje zwiększanie otyłości.

Brak aktywności fizycznej, siedząca praca, bierne spędzanie wolnego czasu, powszechność ogrzewania pomieszczeń, rozwijanie się miast i środków transportu (m. in. powszechność samochodów), brak potrzeby zdobywania jedzenia (polowania) a po prostu kupowanie go bez wysiłku. Rozwinięta sieć restauracji i gotowego tłustego jedzenia (tańszego niż to zdrowe), zwiększenie produkcji żywności bogatej w węglowodany łatwo przyswajalne i tłuszcze nasycone, możliwość dłuższego przechowywania żywności, żywność z dodatkami chemicznymi… wszystko to przyczynia się do powstawania otyłości wśród ludności. Otyłość przybiera już miano epidemii.

Przyczyny psychologiczne.

Przekonania, oczekiwania i predyspozycje osobowościowe, stres, negatywne emocje, egatywny obraz własnej osoby, niskie poczucie własnej wartości, pesymizm, zewnętrzne umiejscowienie samokontroli, słaba kontrola wolicjonalna, niezadowolenie z własnego wyglądu, niepomyślne zakończenie sprawy, negatywne emocje, niedocenianie swoich mocnych stron, obwinianie się o wszystko, poczucie bezradności lub perfekcjonizm, lęk przed sukcesem, brak pewności siebie kończą się szukaniem pocieszenia w jedzeniu, które z kolei wywołuje poczucie winy oraz stałe niezadowolenie z siebie… jednak jedzenie wówczas staje się sposobem uchylenia się od odpowiedzialności za własne życie. Często ma miejsce również łagodzenie samotności jedzeniem. Doprowadza to do nadwagi i problemów związanych z otyłością. Zwykle ludzie z takimi problemami są mili i wyrozumiali dla innych, gotowi do pomocy, ale także cechuje ich skłonność do izolowania się od innych, zmęczenie, osamotnienie, zły nastrój. Szukają w jedzeniu szczęścia, a to pociąga za sobą poczucie winy i jeszcze gorsze samopoczucie.

Stres i nieumiejętne sposoby radzenia sobie z nim mogą także stać się przyczyną niekontrolowanego objadania się. Dla niektórych osób okresy wzmożonej pracy, trudności w relacjach interpersonalnych, ważne wydarzenia w życiu czy podejmowanie decyzji skłaniają do sięgania po większe ilości jedzenia. Jedzenie jest wtedy sposobem odwrócenia uwagi od trudnej sytuacji. Prawdopodobnie dostarczanie dużych ilości wysokoenergetycznego jedzenia w czasie sytuacji stresującej jest skutkiem nieodpowiedniej strategii radzenia sobie ze stresem.

Biologiczne, psychologiczne i społeczno-kulturowe przyczyny nadwagi lub/i otyłości…